Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Michalewicz jest jednym z oskarżonych w głośnej sprawie o rzekome zorganizowanie zamieszek w trakcie wyborów prezydenckich 2010 r. Wszyscy pozostali oskarżeni w tym procesie zostali już skazani.

Opozycjonista we wtorek wsiadł w Wilnie do pociągu jadącego na Białoruś. Ponieważ jego nazwisko figuruje na liście osób poszukiwanych przez białoruskie KGB, na przejściu granicznym został zatrzymany przez straż graniczną i przewieziony na komisariat milicji w miejscowości Ostrowiec. Jednak niespodziewanie został stamtąd zwolniony.

- Nadal jestem oskarżony, ale odpowiadam z wolnej stopy - powiedział Michalewicz "Wyborczej". - Dostałem zakaz opuszczania miejsca zamieszkania.

Opozycyjny polityk wraca na Białoruś w okresie flirtu Łukaszenki z Zachodem i liczy na to, że jego sprawa zostanie umorzona.

- Białoruś pozostaje krajem zniewolonym, ale teraz, kiedy zwolniono więźniów politycznych, jest szansa, że nie będą mnie długo trzymać w więzieniu - mówi Michalewicz.

- W stosunku do Michalewicza Komitet Śledczy prowadzi dochodzenie pod zarzutem organizowania zamieszek - oświadczył w wywiadzie agencji Biełapan rzecznik prasowy Komitetu Śledczego Siarhiej Kabakowicz.

W 2010 r. Michalewicz był jednym z kandydatów na prezydenta Białorusi. W wieczór wyborczy 19 grudnia 2010 r. na apel opozycji oskarżającej władze o sfałszowanie wyniku głosowania na centralny plac Mińska wyszło około 40 tys. osób. Doszło do starć z siłami prewencji. Zatrzymano 7 kandydatów na prezydenta, w tym Michalewicza i ponad 800 uczestników protestu. Liderzy opozycji, w tym 6 kandydatów na prezydenta, zostali wtrąceni do więzienia KGB i oskarżeni o zorganizowanie zamieszek. Michalewicz spędził w więzieniu dwa miesiące, później areszt zmieniono mu na zakaz opuszczanie miejsca zamieszkania. Kilka dni później zwołał konferencję prasową, na której oświadczył, że w więzieniu torturami zmuszono go do podpisania deklaracji o współpracy z KGB. Kilka dni później uciekł z Białorusi i dostał azyl polityczny w Czechach.

W ostatnich miesiącach Aleksander Łukaszenka prowadzi flirt z Zachodem. 22 sierpnia ułaskawił wszystkich więźniów politycznych. Na wolność wyszedł m.in. kandydat na prezydenta z wyborów 2010 r. Mykoła Statkiewicz, ostatni ze skazanych w procesie o rzekome zorganizowanie zamieszek 19 grudnia 2010 r.

Do złagodzenia kursu zmusił Łukaszenkę narastający kryzys gospodarki, która rozpaczliwie potrzebuje zachodnich kredytów. Od uwolnienia więźniów politycznych Unia Europejska i Stany Zjednoczone uzależniają normalizację stosunków z Mińskiem.

- Po słynnej ucieczce za granicę i po ujawnieniu faktu werbunku Michalewicz jest szczególnie znienawidzony przez białoruskie służby specjalne. Jeśli więc teraz, po powrocie do kraju, nie wsadzono go za kratki, to jest to znak, że Łukaszence naprawdę zależy na poprawie stosunków z Zachodem - powiedział "Wyborczej" białoruski politolog Jury Czawusau. Jego zdaniem białoruskie władze obrały taktykę jednoczesnego szukania pomocy i w Rosji, i na Zachodzie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.