Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Ci, co piją, na mnie nie głosują - powiedział na początku swoich rządów. Na Białorusi podobna deklaracja jest określeniem wroga, a z nim nikt się tu nie cacka - w ciągu 21 lat prezydentury Łukaszenki przywrócono znane z czasów radzieckich LTP, "leczniczo-pracownicze profilaktorije", czyli specjalistyczne więzienia dla alkoholików. Osoba uzależniona na podstawie decyzji sądu może tam trafić nawet na 12 miesięcy. Teoretycznie ma być leczona, w praktyce wszystko sprowadza się do przymusowej pracy i obserwacji. Organizowano nawet pokazowe transporty alkoholików do LTP, a w miejscach publicznych pojawiły się "tablice hańby" ze zdjęciami osób nadużywających alkoholu. Organizowano też cykliczne dni trzeźwości.

- Pasożyty społeczne, alkoholicy i nieroby nie powinni być częścią załóg pracowniczych - grzmiał Łukaszenka. Najbardziej gorliwi dyrektorzy urządzali na nich łapanki. Milicjanci badali ich alkomatem przy wejściu - pozytywny wynik oznaczał natychmiastowe zwolnienie.

Pokazowa walka z alkoholizmem jeszcze niedawno była jedną z ideologicznych podstaw reżimu, dlatego ostatnia decyzja władz jest niespodzianką. - Alkohol powinien być w sklepach, a nie w fabrycznych magazynach - oznajmił teraz prezydent na naradzie z producentami alkoholi. I zażądał, by eksponowano je w sklepach na najlepszych miejscach. - Koniec z dyktaturą sieci handlowych, zacznie się dyktatura producentów alkoholi - oznajmił. I nakazał KGB, by skontrolowało rynek i usunęło wszelkie przeszkody stawiane białoruskim trunkom.

Przyczyna tej transformacji jest banalna: w sierpniu wartość rubla względem dolara spadła o 15 proc., mimo podejmowanych przez rząd dramatycznych prób utrzymania kursu. Oznacza to dalszy wzrost cen i spadek realnych dochodów. Łukaszenka potrzebuje pieniędzy, by utrzymać sytuację pod kontrolą, a na postradzieckim obszarze tradycyjnie służy temu alkohol. W imię zachowania władzy prezydent jest gotów na wolty ideologiczne.

W 2014 r. Międzynarodowa Organizacja Zdrowia uznała, że Białorusini piją najwięcej na świecie - na statystycznego obywatela przypada 27,5 l czystego alkoholu rocznie. I wojna Łukaszenki z alkoholizmem tego nie zmieniła.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.