Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łukaszenka ma działkę w rezydencji Drozdy, niedaleko stołecznego Mińska. Od lat hoduje tam ziemniaki i arbuzy.

W niedzielę wieczorem na ekranach telewizorów Białorusini zobaczyli go ubranego w szorty w kratkę, białą koszulkę i dziwną białą czapkę (internauci rozpoznali w niej barretinę - tradycyjne nakrycie głowy katalońskich wieśniaków). Osobiście zbierał ziemniaki, kierując jednocześnie pracą całego zespołu z młodszym synem, 11-letnim Kolą, na czele. Praca szła nadzwyczaj sprawnie.

- Z liczącym 18 arów kawałkiem ziemi poradzono sobie w półtorej godziny. Plony dopisały: zebrano 70 worków ziemniaków - relacjonowała służba prasowa Łukaszenki.

Kartoflani rekordziści - 179 kg na osobę

- Prezydent jest człowiekiem wsi, uprawianie ziemniaków to dla niego coś naturalnego. Jednak nie wszystko, co robi, trafia do dzienników telewizyjnych. Niedzielna akcja stanowi próbę ocieplenia wizerunku - mówi "Wyborczej" politolog Walery Karbalewicz z centrum analitycznego Strategia. - Teraz wielu Białorusinów jeździ na podmiejskie działki, by zbierać plony. Łukaszenka pokazuje, że jest jednym z nich.

Ziemniaki są na Białorusi szalenie popularne, stanowią podstawę kuchni. Białorusini uchodzą za naród, który spożywa najwięcej na świecie ziemniaków na osobę. Według rządowych statystyk w ubiegłym roku statystyczny obywatel zjadł ich 179 kg.

Po raz piąty na prezydenta

Jak informują rządowe media, zebrane przez Łukaszenkę ziemniaki zostaną przekazane potrzebującym - trafią do domów dziecka i domów opieki społecznej.

11 października Białoruś czekają wybory prezydenckie, trwa kampania wyborcza. Łukaszenka, który rządzi krajem od 1994 r., po raz piąty ubiega się o fotel prezydenta. Wszystko wskazuje na to, że i tym razem żaden konkurent nie będzie w stanie mu zagrozić.

Tłem tej kampanii jest pogłębiający się kryzys gospodarczy. Łukaszenka podkreśla więc, że główne osiągnięcia jego rządów to stabilność i pokój.

- Przekaz jest prosty: Białorusini powinni być mu wdzięczni za to, że w kraju nie ma wojny, więc powinni na niego głosować. Zważywszy na to, że tuż obok jest Ukraina, taki przekaz trafia do ludzi - uważa Karbalewicz.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.