Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- To niepopularny krok, ale zostaliśmy zmuszeni do takich działań. Stosujemy je wobec tych, którzy się uchylają od podatków - oznajmiła w ubiegłym tygodniu na konferencji prasowej Swietłana Szewczenko z ministerstwa ds. podatków. Według niej w ciągu 6 miesięcy br. urzędy skarbowe naliczyły ponad 25 mld rubli (1,5 mln dolarów) podatków od pożyczek. Do budżetu wpłynęło już ok. 30 proc. tej sumy.

Urząd skarbowy wyłapuje osoby, które kupiły nieruchomości, drogie samochody czy inne dobra luksusowe, i żąda przedstawienia deklaracji dochodów. Zapytani często wskazują pożyczki jako jedno ze źródeł dochodów. Wcześniej urzędnicy jedynie sprawdzali, czy taka pożyczka rzeczywiście miała miejsce i czy pożyczkodawca legalnie posiadał te środki. Jednak od początku 2015 r. urząd skarbowy zaczął traktować takie pożyczki jako przychód i nalicza od nich 13-procentowy podatek. Wyjątek stanowią pożyczki od bliskich krewnych.

Urząd skarbowy informuje, że po spłaceniu pożyczki dana osoba może wystąpić o zwrot naliczonego podatku, jednak na razie nikt nie skorzystał z tej możliwości.

Podatek od pożyczek nie jest jedynym kontrowersyjnym pomysłem władz. Wcześniej białoruski rząd wprowadził podatek od bezrobocia - osoba, która nie pracuje i nie płaci podatków, jest zobowiązana raz na rok zapłacić do budżetu państwa 2,6 mln białoruskich rubli, czyli około 240 dolarów. Jeśli tego nie zrobi, może trafić do więzienia na 15 dni.

Białoruska gospodarka pogrąża się w kryzysie. Po raz pierwszy od 15 lat odnotowano spadek PKB - w pierwszych 4 miesiącach br. zmniejszył się o 3 proc. Przyczyną jest z jednej strony spadek cen ropy (eksport przetworzonych z rosyjskiej ropy paliw jest jednym z głównych źródeł dochodów budżetu), a z drugiej strony - załamanie się rosyjskiej gospodarki, która od lat jest głównym rynkiem zbytu dla białoruskich towarów.

Białoruski ekonomista Leonid Złotnikow z ośrodka Alternatywy XXI uważa, że kraj nie wyjdzie z kryzysu, bo władze boją się reform.

- Łukaszenka w styczniu oświadczył, że dopóki pozostanie przy władzy, na Białorusi będzie obowiązywać model gospodarki planowej. Dlatego zamiast reform wprowadzane są nowe podatki. Łukaszenka kazał wszystkim urzędom szukać możliwości zwiększenia wpływów do budżetu, więc urzędnicy się starają - mówi Złotnikow.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.