Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę sąd w Mińsku skazał dwie urzędniczki ministerstwa sprawiedliwości na osiem i cztery lata więzienia za przyjmowanie łapówek. Wyrok jeszcze się nie uprawomocnił, a już nazajutrz ich przełożony, minister sprawiedliwości Aleg Śliżeuski, złożył samokrytykę: - To hańba. Także dla mnie - mówił skruszony dziennikarzom, zapowiadając bezwzględną walkę z nadużyciami w resorcie.

W tę samą środę sąd przez trzy godziny przesłuchiwał ministra gospodarki leśnej Michaiła Ameljanowicza w sprawie jego podwładnej, także oskarżonej o korupcję - miała za łapówki wytyczać działki pod budowę prywatnych willi.

Od kilku miesięcy na Białorusi trwa kampania antykorupcyjna. Sprawy wytoczono m.in. przeciwko zastępcy ministra gospodarki leśnej, szefowi koncernu Belneftekhim zajmującego się przetwórstwem ropy, dwóm zastępcom gubernatora obwodu homelskiego, kilku kierownikom rejonów (odpowiednik polskiego starosty) oraz dyrektorom wielu przedsiębiorstw państwowych, milicjantom oraz dziesiątkom niższych rangą urzędników.

Aresztowania noszą wyraźnie pokazowy charakter, a media są pełne doniesień z frontu walki z korupcją. "W więzieniu KGB brakuje cel dla aresztowanych celników" - alarmuje "Komsomolskaja Prawda w Biełarusi", opisując głośną sprawę kilkudziesięciu skorumpowanych celników z przejścia na granicy z Litwą. Według służby prasowej KGB skonfiskowano im 2,2 mln dol. pochodzących z działalności przestępczej.

- Będziemy wypalać to zło rozżarzonym żelazem! - grzmiał Aleksander Łukaszenka, komentując aresztowanie celników i zapowiadając bezwzględną walkę z korupcją na wszystkich szczeblach władzy.

Łukaszenka od początku kariery wielokrotnie posługiwał się hasłem walki z korupcją. W 1994 roku właśnie antykorupcyjna retoryka zapewniła mu zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Później wykorzystywał walkę z korupcją do zwalczania przeciwników politycznych i do przejęcia pełnej kontroli nad aparatem państwowym. Obecna kampania zdaniem ekspertów również ma polityczne tło. Jesienią na Białorusi mają się odbyć kolejne wybory prezydenckie. Łukaszenka startuje po raz piąty.

- Analizując sytuację na Ukrainie, Łukaszenka doszedł do wniosku, że przyczyną Majdanu stała się korupcja. Dlatego uznał, że zagraża ona bezpieczeństwu państwowemu - mówi białoruski politolog Walery Karbalewicz z Centrum Analitycznego "Strategia".

Zagrożenie wydaje się władcy Białorusi tym większe, że kraj pogrąża się w kryzysie. To pierwsza kampania wyborcza, w czasie której prezydent nie jest w stanie nie tylko zapewnić Białorusinom wzrostu dochodów, ale nawet powstrzymać ich spadku. Według Białoruskiego Komitetu Statystycznego co czwarte przedsiębiorstwo przynosi dziś straty. By nie dopuścić do fali bankructw, rząd zmusza dobrze prosperujące firmy, by dzieliły się dochodami z upadającymi. Jednak w związku z pogarszającą się sytuacją gospodarczą możliwości takiego finansowego wsparcia bankrutów są coraz mniejsze. Białoruskie przedsiębiorstwa skracają czas pracy do trzech-czterech dni w tygodniu i przeprowadzają zwolnienia grupowe.

Według sondażu ośrodka NISEPI w marcu poparcie dla Aleksandra Łukaszenki wynosiło 34,2 proc. Chociaż na najbardziej popularnego opozycjonistę białoruskiego, poetę Uładzimira Niaklajeua, chce głosować zaledwie 7,6 proc., to jednocześnie 23,2 proc. Białorusinów deklaruje gotowość poparcia jakiegoś kandydata opozycyjnego wobec Łukaszenki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.