Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Nikt nikogo nie zmusza do pracy. Na Białorusi nie ma przymusu pracy. Ale jest prawo, które głosi, że jeżeli człowiek żyje, uzyskując jakiś dochód, to musi płacić podatek - powiedziała w niedzielę w wywiadzie dla białoruskiej telewizji Białoruś 1 minister pracy i obrony socjalnej Marianna Szczotkina, uzasadniając wprowadzenie nowego podatku.

Białoruski prezydent Aleksander Łukaszenka w czwartek podpisał dekret "O przeciwdziałaniu społecznemu pasożytnictwu", który przewiduje wprowadzenie specjalnego podatku dla osób, które nigdzie nie pracują i w związku z tym nie płacą podatków. Wysokość nowej daniny wynosi 3,6 mln białoruskich rubli, czyli ok. 250 dolarów. Zwolnieni z płacenia są emeryci, inwalidzi, matki wychowujące dziecko do lat siedmiu bądź wychowujące trójkę niepełnoletnich dzieci, duchowni oraz osoby oficjalnie zarejestrowane w urzędzie pracy jako bezrobotni.

Rozporządzenie dotyczy nie tylko obywateli Białorusi, ale również obcokrajowców i osób bez obywatelstwa na stałe zameldowanych w tym kraju. Uchylający się od podatku będą karani aresztem do 15 dni oraz pozbawieni prawa wyjazdu za granicę.

Według oficjalnych danych bezrobocie wynosi na Białorusi zaledwie 0,8 proc., co stanowi około 37 tysięcy osób. Jednak za bezrobotnego jest uznawana tylko osoba, która oficjalnie zarejestrowała się w urzędzie pracy. Zasiłek to równowartość 11 dolarów, a otrzymać go można dopiero po udziale w pracach społecznych, więc większość białoruskich bezrobotnych się nie zarejestrowała.

Ministerstwo pracy i opieki społecznej ocenia liczbę potencjalnych płatników nowego podatku na 400 tysięcy. Część z nich pracuje na czarno w kraju lub za granicą. Władze mają świadomość, że wiele z tych osób będzie teraz chciało się zarejestrować w urzędach, więc zapowiedziały, że kontrola nad bezrobotnymi zostanie zaostrzona, a maksymalny okres legalnego pozostawania na bezrobociu będzie ograniczony do jednego roku.

Białoruski ekonomista Leanid Złotnikau z think tanku Alternatywy XXI uważa, że przyczyną wprowadzenia nowego kontrowersyjnego podatku jest zły stan białoruskiej gospodarki.

- Władza szuka źródeł dodatkowych dochodów, gdzie tylko się da. Wprowadza nowe podatki, zwiększa kary finansowe itd. Teraz wszyscy urzędnicy nad tym pracują - powiedział "Wyborczej" Złotnikau, dodając: - Duch stalinowskiego socjalizmu na Białorusi nadal jest żywy.

W ciągu ostatnich miesięcy kryzys białoruskiej gospodarki wyraźnie się pogłębia. W związku ze spadkiem cen ropy naftowej zmalały dochody białoruskich zakładów zajmujących się przetwarzaniem ropy i produkcją paliw, a to od lat jest najważniejsze źródło dochodów białoruskiego budżetu. Ocenia się, że z tego powodu w skali roku wpływy do budżetu będą mniejsze od planowanych o 30-40 proc.

Kolejnym ciosem dla Mińska okazał się kryzys gospodarki rosyjskiej. Rosja od lat pozostaje głównym rynkiem zbytu dla białoruskiego przemysłu, więc problemy tamtejszej gospodarki natychmiast rykoszetem uderzyły w Białoruś. W efekcie wiele państwowych firm prowadzi zwolnienia grupowe i ogranicza tydzień roboczy do trzech bądź czterech dni.

- W tych warunkach podatek od bezrobocia to po prostu absurd. Zamiast pomocy w znalezieniu pracy bezrobotny dostaje karę. A koszty liczenia i tropienia bezrobotnych będą wyższe niż planowane dochody - powiedział "Wyborczej" Aleksander Jaraszuk, przewodniczący Białoruskiego Kongresu Niezależnych Związków Zawodowych.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.