Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pierwsza w tym roku akcja białoruskiej opozycji związana z rocznicą proklamowania w 1918 r. niepodległości kraju nie zgromadziła w środę w Mińsku tłumów. Mimo iż tym razem władze wyraziły zgodę na nią i nie przeprowadziły "tradycyjnych" prewencyjnych aresztowań organizatorów, zgromadziła zaledwie tysiąc osób.

- To pokazuje, że w społeczeństwie nie ma woli protestu - mówi "Wyborczej" białoruski politolog Aleksander Kłaskouski z agencji Biełapan.

Tymczasem kryzysowa sytuacja w kraju wydaje się nadzwyczaj sprzyjać protestom. Coraz więcej państwowych przedsiębiorstw ogranicza tydzień pracy, wysyła pracowników na przymusowe urlop bądź decyduje się na zwolnienia grupowe. Według prorządowego Białoruskiego Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu w ubiegłym roku liczba zatrudnionych w nim zmalała o 10 tys. Grupowe zwolnienia dotknęły największe przedsiębiorstwa państwowe - Mińską Fabrykę Maszyn MAZ (ponad 2 tys. osób), Mińską Fabrykę Traktorów (420) i produkujący lodówki Atłant (700).

- Przechodzimy właśnie na trzydniowy tydzień pracy, mniej zarobimy. Kierownictwo tłumaczy to ciężką sytuacją przedsiębiorstwa - mówi "Wyborczej" pracownik huty szkła Niemen z Brzozówki.

Zdaniem ekonomisty Jarosława Romańczuka z Centrum Naukowo-Badawczego imienia Ludwiga von Misesa problemy białoruskiej gospodarki wynikają z kryzysu w Rosji i wojny na Ukrainie: - Dwa najważniejsze dla nas się skurczyły i już nie kupują tyle co wcześniej. Za sprawą taniej ropy maleją dochody z eksportu paliw na Zachód i rząd nie jest już w stanie wspierać finansowo państwowego przemysłu.

Białorusini zarabiają coraz mniej - w lutym średnia płaca wyniosła równowartość ok. 400 dol. i w porównaniu z lutym 2014 spadła o 3,2 proc.

Mimo to Białorusini wcale nie zamierzają protestować, a poparcie dla Łukaszenki utrzymuje się na stałym poziomie. Według ostatniego sondażu przeprowadzonego przez niezależny ośrodek NISEPI ufa mu 49,5 proc. obywateli.

Socjolog Siarhiej Nikaluk z NISEPI zwraca uwagę, że od momentu aneksji Krymu rosyjskie społeczeństwo znalazło się w stanie euforii, a - za sprawą rosyjskich mediów, które oddziałują i na sąsiadów - stan ten udzielił się i Białorusinom. - W normalnej sytuacji załamanie się kursu rubla, zwolnienia i spadek zarobków natychmiast spowodowałyby spadek poparcia dla Łukaszenki - mówi Nikaluk.

Jesienią Łukaszenka ma zamiar po raz piąty ubiegać się o fotel prezydenta. Nie zważając na gospodarczą klęskę i niedotrzymanie poprzednich obietnic wyborczych, spodziewa się zwycięstwa.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.