Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Białoruś odmawia dostaw paliw do Rosji w zakontraktowanych ilościach" - poinformowała w poniedziałek rosyjska gazeta "Wiedomosti". Nic dziwnego - po dewaluacji rubla eksport do Rosji jest mniej opłacalny niż na Zachód czy nawet na Ukrainę.

Tyle że Białoruś kupuje rosyjską ropę po preferencyjnych cenach i umowa zobowiązuje ją, by część przetworzonych paliw sprzedawała z powrotem do Rosji. Moskwa grozi więc zmniejszeniem dostaw ropy.

To niejedyny zgrzyt w stosunkach między Moskwą i Mińskiem. "Moskwa chce kontrolować białoruski urząd celny" - poinformowała w czwartek rosyjska "Niezawisimaja Gazieta". Rosja zarzuca białoruskim celnikom przymykanie oka na przemyt zachodnich towarów objętych rosyjskimi sankcjami.

Rosja, Białoruś i Kazachstan są członkami unii celnej. Oznacza to brak kontroli na granicy między tymi państwami. Kiedy w sierpniu Rosja wprowadziła embargo na zachodnie produkty spożywcze, owoce i warzywa, Białoruś i Kazachstan nie przyłączyły się do tych sankcji. Zachodnie towary są więc legalnie wwożone na Białoruś, a później bez przeszkód trafiają na rosyjski rynek. Według danych rosyjskich od momentu wprowadzenia embarga zatrzymano łącznie 2,5 tys. ton przemyconych towarów zachodnich, przede wszystkim mięsa, mrożonych ryb oraz warzyw i owoców.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.