Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od początku roku tłumy Białorusinów oblegają urzędy pracy, by zarejestrować się jako bezrobotni. Jednym z nich jest 31-letni Artiom.

- Władze zapowiadają specjalny podatek "od pasożytnictwa", więc chcę się zarejestrować jako bezrobotny, by go nie płacić - tłumaczy.

Artiom jest budowlańcem i od kilku lat jeździł do pracy w Rosji. Tam pracował na budowach w Moskwie i okolicach. Wrócił na Białoruś, gdy w Rosji zaczął się kryzys po aneksji Krymu. Już po przyjeździe dowiedział się, że państwo chce opodatkować ludzi takich jak on, którzy oficjalnie nigdzie nie pracują.

- Nie dość, że nie dają człowiekowi normalnej pracy, to jeszcze chcą cię oskubać, jak gdzieś zarobisz - oburza się.

W grudniu w białoruskich urzędach pracy było zarejestrowanych zaledwie 24 tysiące osób, czyli 0,5 proc. osób w wieku produkcyjnym. Teraz białoruski rząd prognozuje, że liczba ta wzrośnie o ponad 20 proc. Główną przyczyną jest właśnie groźba wprowadzenia podatku "od pasożytnictwa". Płacić go mają ludzie pozostający bez zatrudnienia przez pół roku.

- Leni w naszym kraju być nie powinno. Musimy wszystkich zmusić, by pracowali - oświadczył Łukaszenka w grudniu.

W grudniu białoruska gospodarka gwałtownie się załamała. Władze musiały zdewaluować rubla o 30 proc. Główną przyczyną był spadek cen ropy naftowej i jej produktów. Białoruś uzyskuje znaczące dochody z przetwarzania rosyjskich surowców energetycznych i eksportowania ich produktów do UE. Do kłopotów Mińska przyczynił się też kryzys w Rosji, która jest głównym partnerem handlowym Białorusi.

Władze szukają więc recept na zasypanie dziury w kasie. Pojawiają się kolejne nowe podatki. Już wprowadzono podatek od pożyczek - obywatel pożyczający pieniądze od osoby, która nie jest członkiem najbliższej rodziny, musi zapłacić podatek w wysokości 13 proc. Ministerstwo łączności zapowiedziało, że zamierza wprowadzić opłatę za korzystanie z komunikatora Skype.

- Oceniamy, że wykorzystywanie telefonii internetowej zmniejsza dochody naszych operatorów telefonicznych o 10-15 proc. Pracujemy nad tym, by Skype czy Viber podzieliły się swymi dochodami - oznajmił minister łączności Siarhiej Papkou.

Jednak media informują, że ministerstwo zamierza obciążyć opłatą przesył danych, co oznacza, że płacić będą użytkownicy Skype'a.

- Rząd nerwowo szuka pieniędzy, bo rocznie Białoruś musi spłacać około 4 mld dolarów kredytów i odsetek. Jednak sposób, w jaki władze próbują zwiększyć dochody, może wzbudzać jedynie politowanie - mówi białoruski ekonomista Leonid Zaika, szef Analitycznego Centrum "Strategia".

Ważnym źródłem dochodów są też kontrole. Według oficjalnej informacji ministerstwa ds. podatków, w trakcie kontroli przeprowadzonych w 2014 roku nieprawidłowości ujawniono u 99,1 proc. kontrolowanych przedsiębiorców. Lepszym wynikiem może się pochwalić jedynie służba sanitarno-epidemiologiczna, która w Mińsku od początku roku przeprowadziła 230 kontroli sklepów i - jak podaje rządowa agencja informacyjna Biełta - we wszystkich stwierdziła naruszenia przepisów.

- Ogromne grzywny nakładane na przedsiębiorców i konfiskaty towarów są ważnym źródłem zasilania budżetu. Zapadła decyzja, żeby przerzucić na nas odpowiedzialność za kryzys - powiedział "Wyborczej" Anatol Szumczenka, szef zrzeszającej przedsiębiorców organizacji "Perspektywa".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.