Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Sobota na Białorusi przyniosła prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi. Aleksander Łukaszenka niespodziewanie zwołał całą elitę rządową na nadzwyczajne posiedzenie.

- Największym zagrożeniem dla nas jest sytuacja gospodarcza. A skoro zagrożenie jest największe, to i odpowiedzialność największa - oznajmił i zdymisjonował szefa rządu Michaiła Miasnikowicza.

Na tym nie koniec. Zaraz potem okazało się, że poleci nie tylko głowa premiera. Zdymisjonowani zostali także wicepremierzy Piotr Prakapowicz i Anatol Tozik, prezes Narodowego Banku Białorusi Nadzieja Jermakowa oraz ministrowie gospodarki, przemysłu, edukacji, przewodniczący trzech regionów oraz wielu szefów najważniejszych przedsiębiorstw państwowych. Łącznie stanowiska straciło 24 urzędników najwyższego szczebla.

Tłem tego politycznego pogromu jest kryzys. W piątek doszło do gwałtownego załamania kursu białoruskiego rubla. Rząd nie chciał wprowadzać oficjalnej dewaluacji, więc z kantorów błyskawicznie została wykupiona cała waluta, sprzedawana poniżej rzeczywistego kursu. Po wymieceniu kantorów ludzie rzucili się do sklepów, by kupować telewizory, sprzęt AGD i inne towary mogące stanowić lokatę dla oszczędności. Panika nie ustała do dziś, gdyż oficjalnie nie ogłoszono dewaluacji. Zamiast niej wprowadzono 30-procentowy podatek od kupna waluty. Ale to nie rozwiązało problemu - w kantorach nadal brakuje dolarów i euro, a popyt na walutę kilkakrotnie przewyższa podaż.

Przedwyborcze dymisje

Po odwołaniu urzędników Aleksander Łukaszenka oświadczył, że nie widzi niczego nadzwyczajnego w takiej masowej dymisji. Wytłumaczył, że w przyszłym roku odbędą się wybory prezydenckie: - Zawsze w roku wyborczym wymieniam urzędników - powiedział. I dodał: - Wybory będą dla nas egzaminem. Wszyscy teraz powinni pracować tak, żeby nie było nierozwiązanych problemów i żeby naród nie miał do nas żadnych pretensji.

We wtorek, bawiąc w Moskwie, Łukaszenka oznajmił, że nikt nie przeszkodzi mu w 2015 roku ponownie zostać prezydentem Białorusi. - Wszystko jedno, choćby cały świat był przeciwko Łukaszence, to i tak zostanę prezydentem - oznajmił.

64-letni Michaił Miasnikowicz był premierem od grudnia 2010 roku i przeżył na tym stanowisku gwałtowne załamanie białoruskiej gospodarki w 2011 roku, kiedy to rząd został zmuszony zdewaluować rubla o ponad 180 proc., a roczna inflacja sięgnęła ponad 100 proc. Dlaczego więc został usunięty ze swego stanowiska dopiero teraz?

- Łukaszenka musiał zrobić gest i wskazać winnych załamania się gospodarki i kryzysu. Inaczej wina spadłaby na niego. A tak wysłał sygnał społeczeństwu: to oni są winni - tłumaczy białoruski ekonomista Jarosław Romańczuk, z Centrum Naukowo-Badawczego im. Ludwiga von Misesa.

Zdaniem szefa Centrum Analitycznego "Strategia" Leanida Zaiki masowe dymisje dowodzą, iż Aleksander Łukaszenka uznaje problemy białoruskiej gospodarki za poważne.

- Usunął z rządu emerytów, na których wcześniej się opierał. Miasnikowicz był emerytem, wicepremier Piotr Prokapowicz też był emerytem. Ich miejsca zajęli ludzie młodsi i dynamiczniejsi - powiedział "Wyborczej" Zaika.

Liberałowie przeciw konserwatystom

Nowym szefem rządu został 54-letni Andriej Kabiakou. Wcześniej zajmował stanowisko szefa administracji prezydenta. - Za główne zadanie uznaję zaprowadzenie porządku w gospodarce - powiedział tuż po nominacji.

Kabiakou urodził się w Moskwie i jest Rosjaninem. W latach 2011-12 był ambasadorem Białorusi w Moskwie. - Dla mnie Rosja to nie jest po prostu jakiś tam kraj, Rosja to moja ojczyzna, moja żona też urodziła się w Moskwie - mówił w 2011 roku.

Szefem administracji prezydenta został Aleksander Kasiniec, dotychczas gubernator obwodu witebskiego. Jedną z jego głośnych decyzji było postawienie w Witebsku pomnika wielkiego księcia litewskiego Olgierda. Rosyjskie media zareagowały na to oburzeniem. Olgierd przez lata prowadził wojny z Księstwem Moskiewskim, więc postawienie mu pomnika uznano za gest antyrosyjski.

Pierwszym wicepremierem Łukaszenka mianował Wasila Maciuszeuskiego, dotychczasowego szefa białoruskiej filii rosyjskiego banku BPS-Sberbank, a prezesem Narodowego Banku Białorusi został Paweł Kałłaur, wcześniej prezes Belwnieszekonombanku.

- Premier Kabiakou i szef prezydenckiej administracji Kasiniec w sprawach gospodarczych cieszą się opinią twardogłowych bolszewików. Są tworami białoruskiego systemu i nie spodziewam się po nich niczego dobrego. Natomiast prezes Banku Narodowego Białorusi Kałłaur i wicepremier Maciuszeuski są pragmatykami i dobrymi ekonomistami. Będą się przeciwstawiać bolszewickiemu podejściu do gospodarki - uważa Romańczuk.

Mianowanie na ważne stanowiska osób reprezentujących przeciwne obozy polityczno-ideologiczne wskazuje, zdaniem Romańczuka, że Łukaszenka tak naprawdę nie wie, w którą stronę iść, by przezwyciężyć kryzys.

Większość niezależnych ekspertów nie sądzi, by roszady na szczycie doprowadziły do zasadniczych zmian w białoruskiej polityce.

- Premier i ministrowie w białoruskim systemie są jak klawisze fortepianu. Sami z siebie grać nie będą, a pianista pozostał ten sam - mówi Zaika.

Lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka jest podobnego zdania.

- Na Białorusi to Łukaszenka podejmuje najważniejsze decyzje, a urzędnicy to tylko wykonawcy. Dlatego i gołębie, i jastrzębie latają w jednej klatce, którą on trzyma w swoich rękach - mówi Labiedźka.

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.