Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niedzielna wizyta białoruskiego prezydenta Aleksandra Łukaszenki w Kijowie, jego spotkanie z Petrem Poroszenką i deklaracja udzielenia Ukrainie wszelkiej możliwej pomocy, a także decyzja o utworzeniu wspólnej ukraińsko-białoruskiej stacji telewizyjnej, która ma pokazywać Białorusinom prawdziwy obraz sytuacji na Ukrainie, wywołały falę oburzenia w Rosji.

"To zdrada Rosji! On (...) utrzymuje kontakty z ludźmi, którzy doszli do władzy w wyniku przewrotu, który był projektem antyrosyjskim" - powiedział w wywiadzie dla rosyjskiej gazety "Kommiersant" jeden z liderów partii Sprawiedliwa Rosja Michaił Jemelianow.

Chcesz być przyjacielem USA? Skończysz jak Kaddafi

Zdaniem rosyjskich komentatorów Łukaszenka okazuje życzliwość wobec Kijowa, bo chce poprawić stosunki z Zachodem, a przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi.

- Z USA próbowali się już kolegować Milosević, Kaddafi, Husajn. I wiemy, jak skończyli. Teraz Stany Zjednoczone proponują Łukaszence nowe relacje. Tamte przykłady dowodzą, że to nie jest bezpieczne - powiedział szef komitetu ds. międzynarodowych Dumy Aleksiej Puszkow.

W ostatnich miesiącach relacje Mińska i Moskwy po raz kolejny się ochłodziły. Białoruś nie tylko nie dołączyła się do antyzachodnich sankcji, które wprowadziła Rosja, ale też, wykorzystując brak kontroli celnej pomiędzy oboma państwami, zaczęła aktywnie przemycać na rosyjski rynek objętą restrykcjami zachodnią żywność. By powstrzymać ten proceder, Rosja faktycznie wprowadziła kontrolę celną, a później zakazała wwozu produkcji 23 największych białoruskich przedsiębiorstw mięsnych. Rosja naruszyła w ten sposób warunki funkcjonowania Unii Celnej, łączącej te dwa państwa. Mińsk oczywiście potraktował to jako zemstę za nieprzyłączenie się do antyzachodnich sankcji.

- Ograniczenie dostaw mięsa do Rosji to polityka głupia i bezmyślna. Jeżeli dołączymy do rosyjskich sankcji, w ogóle zostaniemy goli i bosi - tłumaczył się Łukaszenka.

Rosyjskie media coraz częściej porównują działania Łukaszenki z polityką uprawianą przez byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i straszą Mińsk możliwością białoruskiego Majdanu.

- Coraz więcej Białorusinów spogląda w stronę Europy, a Zachód wydaje miliony na finansowanie rewolucji przeciw Łukaszence - straszyła w niedzielę rosyjska telewizja Ren TV.

Za czarnorynkowy handel walutą - pod sąd

Tymczasem ekonomiczna sytuacja w Białorusi znacznie się pogorszyła. W piątek doszło do gwałtownego załamania kursu białoruskiego rubla. Zdaniem ekspertów przyczyną był nagły wzrost popytu na walutę spowodowany reakcją Białorusinów na załamanie się rubla rosyjskiego. Narodowy Bank Białorusi nie zdecydował się na dewaluacje, a zamiast tego wprowadził 30-procentowy podatek od kupna dewiz, który ma odstraszyć Białorusinów od kupowania waluty i w ten sposób utrzymać obecny kurs. Nowa regulacja w praktyce oznacza, że płacąc za 100 dolarów według oficjalnego kursu, Białorusin dostaje w kantorze tylko 70, resztę zjada podatek.

Władze zaczęły łapać i karać ludzi handlujących walutą na czarno. W ciągu trzech dni, od 19 do 21 grudnia zatrzymano 19 osób. Wszyscy stanęli przed sądem, który orzekł kary grzywny i przepadek waluty.

Jednak nawet te drakońskie środki nie rozwiązały problemu. W poniedziałek na białoruskiej giełdzie walutowej popyt na dolary 12-krotnie przewyższał podaż, waluty brakowało w większości kantorów. - W całym kraju nie ma tyle dolarów, by zaspokoić dzisiejszy popyt - przyznał premier Michaił Miasnikowicz.

Podatek od kupna walut oraz wprowadzony przez rząd kategoryczny zakaz podnoszenia cen towarów w sklepach powodują, że w najbliższym czasie Białorusini mogą zostać pozbawieni m.in. zagranicznych leków, do importu których trzeba dziś dopłacać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.