Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W piątek w Mińsku odbył się szczyt Wspólnoty Niepodległych Państw, luźnego stowarzyszenia byłych republik ZSRR, a zaraz potem szczyt państw Eurazjatyckiej Unii Gospodarczej (EUG).

To będzie organizacja dużo ściślej zintegrowana niż WNP pod każdym względem: politycznym, gospodarczym, militarnym. Państwa należące do EUG będą tworzyć wspólny rynek z własnymi standardami i normami jakości. W przyszłości Unia ta może też wprowadzić wspólną walutę. - Nie chciałbym robić aluzji do UE, ale tam częściowo kupili kota w worku. U nas tego nie ma i jestem przekonany, że tworzony przez nas związek gospodarczy będzie trwały, efektywny i będzie się dobrze rozwijać - zapowiadał prezydent Rosji Władimir Putin, gdy na początku tej dekady przyspieszał tworzenie EUG.

Pod koniec maja akt założycielski tej organizacji podpisali przywódcy Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Ostatnie szczegóły organizacyjne, budżet i symbolikę postanowili zatwierdzić w piątek w Mińsku. Jednak w ostatnich tygodniach plan powołania nowego bloku do życia od 1 stycznia stanął pod znakiem zapytania. Jeszcze w ostatni poniedziałek umowa o powołaniu nowej Unii była ratyfikowana tylko przez Rosję.

W Kazachstanie umowę ratyfikowała tylko niższa izba parlamentu, a dalsze procedury zwolniły tempo od sierpnia, kiedy Putin publicznie stwierdził, że Kazachstan zyskał państwowość dopiero za rządów obecnego prezydenta tego kraju Nursułtana Nazarbajewa. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę te słowa wzbudziły obawy, że po śmierci Nazarbajewa Rosja może próbować pozbawić Kazachstan niepodległości.

Jeszcze większy problem Kreml miał z Białorusią. Chodziło o ponad 3 mld dol. ceł z eksportu paliw, jakie co roku Mińsk wpłaca do budżetu Rosji w zamian za ulgi celne w imporcie ropy.

Władze Białorusi miały nadzieję, że wpłaty skończą się po stworzeniu EUG, ale ich nadzieje prysły, bo Rosjanie odłożyli do 2025 r. tworzenie wolnego rynku energetycznego w nowej Unii. W zamian za podpisanie umowy o EUG Kreml zgodził się tylko od 2015 r. zostawiać Białorusi 1,5 mld dol. ceł z eksportu paliw. Ale we wrześniu rząd Rosji postanowił podnieść podatki na ropę, co podbije cenę tego surowca dla białoruskich rafinerii. - Nie zdążyli jeszcze wprowadzić w życie umów, a już odbierają je drugą ręką i w rezultacie Białoruś może stracić ponad 1 mld dol. - irytował się prezydent Aleksander Łukaszenka.

I Mińsk zaczął szantażować Moskwę. Przed tygodniem spiker niższej izby parlamentu Władimir Andriejczenko wprost stwierdził, że umowa o EUG nie zostanie ratyfikowana, dopóki Mińsk nie dostanie od Moskwy rekompensaty za podwyżkę cen rosyjskiej ropy. Rząd Rosji szybko uległ. W ostatni wtorek wicepremier Rosji Arkadij Dworkowicz zapowiedział, że w przyszłym roku Białoruś zachowa całość ceł z eksportu paliw. To może uszczuplić wpływy do budżetu Rosji nawet o 2 mld dol.

Po takim smarowaniu Mińsk szybko ratyfikował umowę. W czwartek rano zrobiła to niższa izba parlamentu Białorusi, po południu wyższa, a wieczorem - Łukaszenka. Do uchwały ratyfikacyjnej Białoruś dołączyła oświadczenie, w którym uzależnia wypełnianie umowy o Unii od corocznego porozumienia w sprawie podziału ceł na eksport paliw. A to znaczy, że uzyskanych korzyści łatwo nie zwróci Moskwie.

Po rozwiązaniu sporu z Białorusią Putin mógł już swobodnie rozwijać plany. W piątek umowę akcesyjną do EUG podpisała Armenia, a "mapę drogową" akcesji uzgodniono z Kirgizją. Putin wezwał też Mołdawię, która już podpisała umowę o stowarzyszeniu z UE, by zawiesiła gospodarczą integrację z Europą do czasu jej uzgodnienia z Rosją. Putin przypomniał, że we wrześniu UE pod presją Moskwy zgodziła się o rok opóźnić wprowadzenie w życie umowy o strefie wolnego handlu z Ukrainą.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.