Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Białoruskie MSZ w ostatnich miesiącach podejmuję wzmożone wysiłki, by aktywizować stosunki z Unią Europejską i USA.

- Coraz więcej wizyt i kontaktów pomiędzy białoruskimi dyplomatami i ich zachodnimi kolegami. Jeszcze niedawno tego nie było. To dowodzi, że stosunki z Zachodem już wyszły z martwego punktu - mówi "Wyborczej" znany białoruski politolog Walery Karbalewicz z Analitycznego Centrum "Strategia".

Kilka dni temu w Nowym Jorku otwarte zostało białorusko-amerykańskie forum inwestycyjne.

- Wierzę, że wraz z tym przedsięwzięciem i wieloma innymi, które zainicjowała Białoruś (także w kwestii pokojowego uregulowania konfliktu na Ukrainie) nastąpi reset w stosunkach z USA - oświadczył białoruski premier Michaił Miasnikowicz.

A stosunki te od lat są bardzo złe. W 2008 r. Białorusini wezwali na konsultacje swego ambasadora w USA i zażądali, by Amerykanie zrobili to samo. Od tego czasu kraje mają ograniczone kontakty dyplomatyczne i są reprezentowane jedynie przez charge d'affaires. Jednocześnie Mińsk drastycznie skrócił liczbę akredytowanych amerykańskich dyplomatów - 28 ogłoszono persona non grata, musieli opuścić Białoruś.

Powodem tej wojny dyplomatycznej były żądania USA, by reżim Łukaszenki zwolnił wszystkich więźniów politycznych. By zmusić Mińsk do ustępstw, Waszyngton wprowadził sankcje gospodarcze wymierzone w białoruskie przedsiębiorstwa państwowe, m.in. zajmujący się przetwórstwem ropy koncern Belneftechim.

Ostatecznie Mińsk zwolnił więźniów politycznych i w latach 2008-10 prowadził dialog z Unią Europejską, jednak stosunki z USA pozostawały nad wyraz chłodne.

Dziś o amerykańskich sankcjach oficjalny Mińsk już nie wspomina.

- Jesteśmy otwarci na dialog - oświadczył Miasnikowicz.

Reset i ciepłe słowa

Jeśli reset stosunków z USA to na razie tylko plany, relacje z Unią Europejską najwyraźniej już się bardzo ociepliły. W wieczornym talk-show poświęconym konfliktowi na Ukrainie w reżimowej telewizji ONT szefowa przedstawicielstwa UE na Białorusi ambasador Maira Mora nawoływała kilka dni temu Białorusinów, by wspierali prezydenta Aleksandra Łukaszenkę.

- Mogłabym zacytować słowa hymnu: "My, Białorusini, ludzie pokoju...", ale sądzę, że wszyscy go znają. Popierajcie swego prezydenta, by nie było wojny w sąsiednim, bliskim wam, państwie - powiedziała, zwracając się bezpośrednio do telewidzów.

- Te słowa są dużo warte - powiedział wyraźnie wzruszony niespodziewaną deklaracją prowadzący program Wadzim Gigin, który jest jedną z ofiar europejskich sankcji, gdyż od 2010 r. znajduje się na liście osób objętych zakazem wjazdu do UE.

- Podobnych słów nigdy nie słyszeliśmy od zachodnich dyplomatów. Zaraz może się okazać, że wcale nie mamy więźniów politycznych i żyjemy w wolnym państwie, a nie w ostatniej europejskiej dyktaturze - powiedział "Wyborczej" lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka.

Jego zdaniem słowa Mairy Mora to jej osobisty punkt widzenia wynikający z zażyłych kontaktów z białoruskimi władzami.

- Ta wypowiedź, i zwłaszcza odniesienie się do sytuacji na Ukrainie, dowodzi, że Europejczycy bardziej przychylnym okiem zaczęli patrzeć na oficjalny Mińsk, doceniając fakt, że Łukaszenka nie zajął w pełni prorosyjskiej pozycji - mówi Walery Karbalewicz.

Jego zdaniem ocieplenie relacji pomiędzy Mińskiem a Brukselą jest wynikiem zmiany geopolitycznej sytuacji, która nastąpiła w trakcie konfliktu na Ukrainie.

- Konflikt na Ukrainie i zagrożenie wielką wojną spowodowały, że prawa człowieka i wartości demokratyczne zeszły na dalszy plan - podsumowuje Karbalewicz.

Łukaszenka boi się Kremla

Jednak ze spotkań dyplomatów na razie wiele nie wynika i dalsze perspektywy dialogu z Zachodem wcale nie wyglądają różowo.

- Łukaszenka jest wystraszony tym, co Rosja robi w Ukrainie; i to pcha go w stronę Zachodu. A jest też jego wieloletnim politycznym przeciwnikiem, odczuwa wobec Zachodu egzystencjalny sprzeciw - mówi "Wyborczej" politolog i korespondent Radia Swaboda Wital Cygankou.

Cygankou przewiduje dużą aktywność białoruskiego MSZ w stronę Zachodu, ale nie spodziewa się wiele: - Łukaszenka nie jest gotów na poważne polepszenie relacji z Zachodem także dlatego, że jego zależność od Moskwy w ostatnich latach znacznie wzrosła i wzrósł też jego strach przed Kremlem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.