Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O tym, że przed godz. 13 służby przerwały protest pod rosyjskim ministerstwem obrony, poinformował na Twitterze m.in. korespondent BBC Richard Galpin.

Na miejscu jest też inny korespondent zachodnich mediów - Jack Farchy, który informuje o przynajmniej kilku osobach aresztowanych. Zatrzymywani są przede wszystkim ci, którzy mają w rękach jakieś transparenty, a nawet czyste kartki.

Kilkaset osób demonstrowało pokojowo. Mieli ze sobą liczne transparenty, m.in.: "Nie wysyłajcie naszych dzieci na wojnę z naszymi braćmi na Ukrainie".

Na moskiewskich budynkach umieszczono napisy nawołujące do pokoju, np. "Pokój na Ukrainie jest ważniejszy niż torebki na sklepowej wystawie".

Plac Czerwony, na którym chcieli manifestować Rosjanie, został szybko dla protestujących zamknięty.

Oprócz antywojennego protestu w Moskwie odbyła się także prorządowa demonstracja zwolenników interwencji. Wzięło w niej udział około tysiąca osób. "Większość to studenci i pracownicy budżetówki" - komentują obserwatorzy na Twitterze.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.