W najbliższym czasie największym problemem ukraińskiej gospodarki będzie niewypłacalność państwa i brak środków na finansowanie importu. Ale problemem fundamentalnym jest niezdolność do narzucenia przejrzystych reguł gry, egzekwowania prawa i podatków.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po czterech latach rządów Wiktora Janukowycza Ukraina znalazła się na krawędzi niewypłacalności. Rezerwy walutowe w banku centralnym pod koniec 2013 r. spadły do 18,5 mld dol. i wystarczą zaledwie na sfinansowanie dwumiesięcznego importu dóbr i usług. Tymczasem Ukraina ma deficyt obrotów z zagranicą sięgający 15 mld dol. rocznie.

Samo zadłużenie nie wydaje się nadmierne - według raportu MFW wynosi niespełna 50 proc. PKB - ale rząd ukraiński nie ma możliwości pożyczania. Jak podają agencje ratingowe, Ukraina jest bowiem najmniej wiarygodnym (obok Argentyny i Jamajki) krajem świata.

Według Bloomberga potrzebuje w 2014 r. co najmniej 7,3 mld dol., by móc obsługiwać dług publiczny, a w ciągu dwóch lat musi zdobyć 17 mld dol. Dalsze 7 mld dol. musi spłacić Naftohaz - państwowy monopolista dystrybuujący gaz.

Dług państwa, choć relatywnie niski, szybko rośnie. Rząd uchwalił znaczne podwyżki emerytur i pensji urzędniczych, nie ograniczył hojnych dotacji do energii, a na dodatek miał wydatki związane z mistrzostwami Europy w piłce nożnej. W ostatnich czterech latach wynagrodzenia realne na Ukrainie wzrosły o prawie 50 proc., choć gospodarka wzrosła nieznacznie. To była polityczna decyzja prezydenta, który chciał utrzymać władzę. Nie utrzymał. Ale jak powiedzieć ludziom na Majdanie, że zarabiają za dużo?

Kryzys finansowy zawsze ma kilka przyczyn. Ukraina jest ofiarą pogorszenia się nastrojów inwestorów wobec rynków wschodzących. Stabilności jej finansów nie pomaga sztywny kurs hrywny wobec dolara. Tylko w styczniu 2014 r. Narodowy Bank Ukrainy wydał na ratowanie hrywny 1,7 mld dol.

Bilans płatniczy Ukrainy, a co za tym idzie - także rezerwy walutowe, był pożerany przez wysokie ceny gazu, od którego gospodarka jest uzależniona. W 2013 r. Ukraina zapłaciła za gaz z Rosji ok. 14 mld dol.

Te przyczyny kryzysu, choć ważne, nie musiałyby doprowadzić Ukrainy na skraj przepaści. Problemem znacznie ważniejszym jest strukturalna słabość gospodarki naszego sąsiada.

Fatalne dwie dekady

Według danych Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w 1992 r. dochód narodowy na jednego mieszkańca Ukrainy wynosił 5010 dol. i był nieco wyższy niż w Polsce (4880 dol.). Ukraina była bogatsza niż Łotwa i Litwa oraz większość innych krajów powstałych po rozpadzie ZSRR. W 2012 r. dochód na głowę mieszkańca Ukrainy wynosił 7180 dol., w Polsce - 21 170 dol. Przed rozpadem ZSRR Ukraina była jedną z bogatszych republik. Dziś jest w grupie najbiedniejszych.

W 1992 r. średnia długość życia Ukraińca wynosiła 70 lat, tyle co w Polsce. Dziś Polak żyje o siedem lat dłużej, a długość życia Ukraińca pozostała bez zmian.

PKB Polski jest dziś dwukrotnie większe niż w 1989 r., na Ukrainie - blisko dwukrotnie mniejsze.

W 1992 r. Ukraina weszła razem z kilkunastoma innymi państwami wykrojonymi z dawnego Związku Radzieckiego na drogę niepodległości i przemian rynkowych. Zdaniem Andersa Aslunda, szwedzkiego ekonomisty, znawcy gospodarek przechodzących transformację, "ze względu na położenie w Europie oraz otwartą gospodarkę rynkową Ukraina jest właściwie skazana na dogonienie Zachodu, o ile tylko będzie prowadziła rozsądną politykę gospodarczą". Tyle że ten warunek nie został spełniony. Reformy zaczęły się z trzyletnim opóźnieniem, co spowodowało hiperinflację i dramatyczne spadki PKB trwające do końca dekady lat 90.

W listopadzie 1994 r. uwolnione zostały ceny i wymiana handlowa, w 1996 r. opanowano hiperinflację, a do roku 2000 rządy zapewniły stabilność finansową. Pierwszą ustawę prywatyzacyjną przyjęto już w marcu 1992 r. Ale o kształcie prywatyzacji decydowały nie prawo i tworzone instytucje, lecz praktyka. Aukcje w sprawie sprzedaży kluczowych zakładów - energetycznych, stalowych, chemicznych - odbywały się w zamkniętym gronie. Niechętnie na Ukrainie widziano kapitał zachodni. Nie tylko państwo oddawało aktywa za niską cenę, ale też nowi właściciele nie wymuszali restrukturyzacji przedsiębiorstw. Inaczej niż w Polsce i większości krajów Europy Środkowo-Wschodniej utrzymane zostały dawne struktury przemysłu ciężkiego. Ukraińska gospodarka i budżet w 40 proc. zależą od wpływów z przemysłu stalowego.

Według oficjalnych statystyk w latach 2010-12 600 tys. drobnych przedsiębiorstw na Ukrainie zawiesiło działalność. "W Polsce przedsiębiorca może zaciągnąć kredyt na 7 proc., w Niemczech na 3 proc., a na Ukrainie trzeba płacić 25-30 proc." - żalił się w zachodniej prasie lwowski biznesmen. Do kosztu kredytu wlicza koszt łapówki, bez której się go nie dostanie. Korupcja i brak jasnych reguł dotyczących podatków i praw własności powoduje, że duża część gospodarki (są szacunki, że nawet 50 proc.) działa w szarej, nierejestrowanej i nieopodatkowanej strefie.

Szacuje się, że 5 mln Ukraińców pracuje za granicą, w tym znaczna liczba w Polsce. W 2012 r. przesłali oni do swej ojczyzny transfery bankowe o wartości 7,5 mld dol., a w roku 2013 już 9,3 mld dol. (ponad 5 proc. PKB). A ile przychodzi na Ukrainę poza systemem bankowym?

Między Rosją a Unią Europejską

Umowa stowarzyszeniowa, która miała zostać podpisana w grudniu 2013 r. między Ukrainą i UE, znosiła niemal wszystkie cła, którymi objęte są ukraińskie towary. Jak szacują eksperci, oznaczało to szansę na dodatkowy wzrost ukraińskiej gospodarki o 12 proc. Równie ważne było to, że umowa stwarzałaby polityczny, ekonomiczny i prawny plan reform dla Ukrainy. Kraj mógłby liczyć na pomoc unijnych instytucji i agend państw członkowskich UE. Umowa nie oznaczała, że Ukraina stanie się członkiem Unii, ale spełnianie zadań wyznaczonych przez Unię, w tym osiągnięcie stabilności instytucji demokratycznych, praworządności, poszanowania praw człowieka oraz legislacji unijnej, wyszłoby Ukrainie na zdrowie.

Ukraina może zamiast UE wybrać unię celną z Rosją, której członkami są też Białoruś i Kazachstan. Wejście do tego układu oznaczałoby konieczność podwojenia przez Ukrainę wysokości ceł importowych na towary unijne, co z kolei pociągnęłoby za sobą wzrost ceł Unii wobec towarów ukraińskich. Ekonomiści roczny koszt tej operacji szacują na 4 proc. PKB.

Rosja dodatkowo zaoferowała Ukrainie "pomoc" w wysokości 15 mld dol. Za taką sumę ma wykupić obligacje rządowe, czyli sfinansować dług publiczny. W grudniu kupiła je już za 3 mld dol. Nawet jeśli wykupi resztę, nie rozwiąże to żadnego problemu, a jedynie pozwoli uniknąć niewypłacalności kraju w najbliższym roku. Za cenę zamknięcia drzwi do reform, które mogą przynieść rozwój.

Plan dla Ukrainy

Pieniądze po to, by Ukraina uniknęła niewypłacalności, to najmniejszy problem. Warto pamiętać, że w roku 2008 kraj ten otrzymał od MFW na stabilizację finansów 16,4 mld dol. Pakiet o podobnej wysokości Ukraina zapewne mogłaby i dziś wynegocjować. Tylko co dalej?

MFW, negocjując w grudniu z rządem ukraińskim warunki udzielenia kredytu, domagał się radykalnego ograniczenia deficytu budżetowego, zamrożenia płac sfery budżetowej, podniesienia VAT na produkty, na które obecnie obowiązuje stawka ulgowa, a przede wszystkim podniesienia taryf na gaz ziemny dostarczany odbiorcom indywidualnym. To standardowe warunki MFW dotyczące krajów, którym ma zostać udzielona pomoc. Są konieczne, ale niewystarczające, by gospodarka ruszyła. Muszą istnieć silne, sprawne, przejrzyste i nieskorumpowane instytucje chroniące przedsiębiorców przed nadużyciami i wymuszające czyste reguły konkurencji.

Problemem krajów skorumpowanych o słabej administracji jest to, że bardzo trudno jest je naprawić poprzez przyjmowanie nowych (nawet najlepszych) ustaw i zastępowanie źle działających instytucji nowymi. Nowe szybko mogą się okazać tak samo bezwładne i skorumpowane jak poprzednie. Ukraińcy wykazali podczas kilku miesięcy demonstracji na barykadach hart ducha, odwagę i zdolność do samoorganizacji. Miliony Ukraińców za granicą pokazują, że potrafią wydajnie i uczciwie pracować. Być może to jest zaczyn do stworzenia nowego państwa. Ale wielkich pieniędzy na to, że się uda, bym nie stawiał.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Prawdą jest oczywiście to wszystko, co pisze Pan Redaktor, o oligarchizacji, korupcji, instrumentalnym stosowaniu i stanowieniu prawa, itp. Szokujących przykładów sam mógłbym masę podać, jak każdy kto ma do czynienia z gospodarką Ukrainy. Ale podstawowy i realnie patrząc, najtrudniej rozwiązywalny problem, o którym mowy w artykule nie ma, jest taki, że gospodarka Ukrainy jest potwornie energochłonna. Na wytworzenie jednostki PKB zużywa pięć, słownie pięć, razy tyle energiii co gospodarka Polski, która do mistrzów oszczędności też nie należy. To oznacza jedno - sporej części towarów wytworzonych na Ukrainie, gdy się uwzględni ceny rynkowe energii z jednej strony, i ceny światowe z drugiej, na rynku z zyskiem sprzedać się nie da, nawet uzwględniając fakt, że nie ponosi ona kosztów rożnych pakietów klimatycznych, cen emisji CO2, itp. Stąd są możliwe te rożne gry z Rosją o ceny gazu, ropy, itp. Casus podobny jak na Białorusi. To chyba Janos Kornai pisząc kiedyś "Gospodarkę Niedoboru", chyba bo sprawdzać mi się teraz źrodła nie chce, dawał przykład socjalistycznej Czechosłowacji, która sumę surowców niezbędnych do wytworzenia towaru końcowego mogłaby w RFN sprzedawać znacznie drożej, niż sam wyrób finalny. Nazywał to "wartością odjętą", w przeciwieństwie do normalnej "wartości dodanej", która jest celem działalności każdej firmy. Rosja działa podobnie, ale Rosja ma mniejszy problem, bo wewnętrzny rynek ma w duzej mierze zamknięty, a na rynkach światowych sprzedaje w zasadzie jedynie surowce i broń, ktora rządzi się innymi prawami. Innymi słowy, krótko mówiąc, sporą cześć gospodarki Ukrainy, zwłaszcza przemysł ciężki Donbasu, należałoby zaorać i postawić od nowa. A to oznaczałoby potworne bezrobocie i nie jeden Majdan w Kijowie, tylko 20 Majdanów na Wschodzie, i nie tylko. Nie mówiąc już o środkach na te inwestycje, których wewnątrz Kraju nie ma. I błędne koło się zamyka.
    @asperamanka Ekonomia to nauka, za pomocą której można udowodnić prawie, że każdą tezę. Gospodarka zamknięta rządzi się innymi prawami. Chiny też sprzedawały wiertarki za 25zł, które po odliczeniu marży sklepu, transportu, lepiej było oddać do punktu skupu złomu w Polsce i by się uzyskało większą cenę. a mimo tego mają największe rezerwy walutowe. Może to robią np. tak jak Polska sprzedawała duże fiaty po trzy tys. dolarow, i też do tego dokładała, ale kupowała za to 59 filmów na rok do kin na których państwo miąło przebitkę 1000 razy i jakoś to się kręciło, mimo embarga i utrudnionego dostępu do rynku zachodniego. A mnie było stać na pójście do kina co tydzien i obejrzenie to co warte było obejrzenia, a nie chłamu za dwadzieścia zł.
    już oceniałe(a)ś
    7
    16
    @myslacyszaryczlowiek1 I tak i nie gospodarka bloku socjalistycznego była gospodarką znacznie bardziej zamkniętą, niż to się da osiągnąć w obecnym świecie. Do tego sztucznie utrzymywano system cen, w których za jedne towary płaciłeś poniżej kosztów, a za drugie przeplatałeś. W czasach największej gkerkowskiej prosperity stać cię było na kino co tydzień, bo choć kino zeroekranowe typu Relax, Kijów czy Bałtyk kosztowało 30 złotych za bilet normalny przy średniej pensji na rękę od 3 tysięcy na początku dekady do 6 tysięcy pod koniec, to za mieszkanie, ogrzewanie, energię, wodę, płaciłeś względnie mało. Ale na tego dużego Fiata przy tych pensjach już Ci się trudno było porwać, bo on oficjalnie w Polmozbycie kosztował 182.500 złotych, ale na talon, a cena giełdowa była 250 tys. Mniej więcej. I w Peweksie od ręki za 2.500$, przy kursie czarnorynkowym około 100 złotych za dolara, choć w parytecie siły nabywczej na podstawowe towary ten jeden dolar był wart około 20 ówczesnych złotych. Ja zmierzam do tego, ze dziś tak się nie da. Gospodarka bardziej otwarta, towary bardziej krążą. Ukraina ma własny węgiel i trochę ropy i gazu, i rudy, ale żeby wytworzyć tę stał w hucie w Donbasie cześć surowców trzeba kupić od Rosji, a i własne można na rynku sprzedać po cenie wyższej, niż cena tej wytworzonej stali.
    już oceniałe(a)ś
    11
    0
    @myslacyszaryczlowiek1 PS. - można oczywiście wprowadzać pełny etatyzm, ale to też ma swoją cenę. Podam Ci dwie ciekawostki. II Rzeczpospolita potrzebowała środków przede wszystkim na inwestycje w obronę, na co w latach 1930-tych szło około 30% budżetu państwa. Te środki zdobywanie opodatkowując co się dało i jak się dało, bo byliśmy postrzegani jako Saisonstaat, i środki zewnętrzne pozyskać było trudno. Monopol alkoholowy, tytoniowy, solny, zapalczany, a i tak było mało, a efekt końcowy znany. Konsekwencja była taka, że na rynku wewnętrznym cukier kosztował jakieś 1,50 złotego za kilo, czyli mniej więcej 15 złotych obecnych, i mimo słynnych haseł reklamowych "Cukier Krzepi" zbytu i wpływów nie było, a całe pogranicze polsko-niemieckie i polsko-lotewskie, gdze był swobodny przepływ ludzi, żyło z przemytu cukru właśnie. Druga ciekawostka jest taka, że wobec tego ten przemysł i zbrojenia utrzymywano na koniec dnia z jedynego pewnego wpływu budżetowego, czyli z opłat niemieckich za tranzyt przez korytarz pomorski do Prus Wschodnich. To też było 30% budżetu państwa. Tak, narodowi tego oczywiście nie mówiono bo byliśmy "Silni, Zwarci, Gotowi", ale całe zbrojenia i całe Wojsko Polskie utrzymywali de facto Niemcy tymi opłatami tranzytowymi, a gdy doszło do rozpatrywania propozycji Hitlera o eksterytorialnej autostradzie i kolei w 1939 roku, to największe weto postawił Eugeniusz Kwiatkowski mówiąc, że budżet padnie. Tak się kończy lekceważenie realiów ekonomicznych.
    już oceniałe(a)ś
    11
    1
    @asperamanka PPS. - ja zapomniałem dodać, że oczywiście jestem absolutnym przeciwnikiem niektórych dzisiejszych popularnych historii alternatywnych, że z Hitlerem należało paktować, propozycjom Gdańsku i autostradach przyjmować, i potem iść razem na Moskwę, bo uważam że na tym byśmy wyszli jeszcze gorzej. Ja tylko mowię, że ekonomia ma większy wpływ na bieżące decyzje polityczne, niż się często wydaje. To dlatego niejaki Józef Cyrankiewicz, pytany o to, dlaczego jako szef Polskiej Partii Socjalistycznej godzi się na układy z komunistami a nie z PSL, odpowiedział bodajże w 1947 roku publicznie, że "nie da się budować kapitalizmu w kraju bez kapitału". I otóż to. Ukrainie Unia Europejska musiałaby obiecać dać nie te marne 30 czy 50 miliardów EUR które dziś obiecuje, ale z 10 razy więcej, a tych ani nie ma, ani gdyby miała, dać by nie chciała, bo priorytety inne. Pieniądze na Ukrainie mają oligarchowie, ale też nie takie, i nie własny kraj, tylko zoologi i pałace pod Kijowem oraz rezydencje w Monte Carlo. Natomiast pieniądze ma dziś Rosja, jeszcze, i chęć ich wydania na zakup choć części kraju, i to jest u podstaw obecnych zdarzeń, a nie jakieś ideały, niestety.
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    @asperamanka A propos polskiej gospodarki II RP i cukru warto przypomnieć głośną w l. 30 . "aferę" cukrową: pewna polska firma eksportowała cukier do Afryki Płd.; ponieważ polskim władzom zależało na utrzymaniu rynku, był to cukier dotowany, dzięki czemu firma mogła sprzedawać go poniżej kosztu - bodajże po 75 gr za kg. Kiedyś w czasie wyładunku jedna ze skrzyń z cukrem rozbiła się i okazało się, że w środku jest żwir; sprawdzono pozostałe skrzynie - to samo. Ewidentne oszustwo - tyle tylko, że afrykański odbiorca nie zgłaszał żadnych pretensji. I cóż się okazało? Otóż polska firma żadnego cukru nie sprzedawał, do Afryki wysyłała żwir czy piasek, a dotowany cukier sprzedawała na polskim rynku - o 20 czy 30 gr na kg taniej niż państwo, co i tak (dzięki dotacjom za eksport) dawało jej znaczny zysk, którym dzieliła się z rzekomym odbiorcą w Afryce.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @ar.co Tiaa, możemy sobie popisać, ale legenda tej mitycznej skuteczności etatystycznej polityki gospodarczej II RP jest. Okno żywa. Afera cukrowa o której piszesz, afera zapalczana (tez monopol skarbowy), prywatyzacyjna afera żyrardowska, przekręt 20-lecia na budowie Poczty Głównej w Gdyni, przekręty importowe (bo mimo wymienialnej i parytetowej waluty II RP miała potężną urzędową listę towarów ponoć "luksusowych", których nie wolno było sprowadzać w imię ochrony bilansu platniczego) ;-)
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    @asperamanka >" Na wytworzenie jednostki PKB zużywa pięć, słownie pięć, razy tyle energiii co gospodarka Polski, [...]" A czy rozumiesz, że z tego wcale nie wynika, że wyprodukowanie tej samej ilości produktu na Ukrainie trzeba 5 razy więcej energii ? Wynika jedynie, że dostają za ten produkt 5 razy mniej pieniędzy.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @monop2 Zobacz sobie jake jest zużycie gazu, ropy, czy węgla na Ukrainie, sumarycznie, w tonach czy m3, w proporcji do PKB czy liczby ludności, i w porównaniu z Polską, to będziesz wiedział że nie masz racji. Owszem, z tego co napisałem, niekoniecznie wynika, że na ten sam produkt na Ukrainie potrzeba 5 razy wiecej energii, bo może 4 albo 4,5, jako że zużycie komunalne też jest potwornie marnotrawne, ale to nie zmienia istoty sprawy.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @asperamanka Jakieś bajki opowiadasz. 30 procent budżetu państwa z opłat za tranzyt do Gdańska, gdy była alternatywa w postaci drogi morskiej, gdzie transport morski był o wiele tańszy zwłaszcza w tamtych czasach niż drogowy, który był w powijakach, wtedy transport drogowy oparty był na koniach. A kolejowy też był bardzo drogi. Z tego co pamiętam bilet do kina dla młodzieży kosztował sporo mniej
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @asperamanka Kilkaset lat temu Ukraina miala opcje utworzenia z Polska federacji Korony, Litwy i Rusi. Zamiast tego doraznie zawiazala sojusz z Rosja, w nadziei ze przyblizy to ich do niepodleglosci. Jak sie okazalo tez dorazny sojusz dluzej niz ktokolwiek na ukrainie tego chcial. Dzisiaj Ukraina stoi przed podobnym wyborem, dorazny sojusz z Rosja czy reorientacja na zachod?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    @myslacyszaryczlowiek1 "Jakieś bajki opowiadasz. 30 procent budżetu państwa z opłat za tranzyt do Gdańska, gdy była alternatywa w postaci drogi morskiej, gdzie transport morski był o wiele tańszy...." ================= Ja lubię dyskutować, ale gdy adwersarz ma pojęcie o faktach. A ty mi zarzucasz opowiadanie bzdur na podstawie tylko swoich wierzeń. Po pierwsze, to nie tranzyt do Gdańska, ale między zachodnią częścią Niemiec a całymi Prusami Wschodnimi. Średnio w czasach złotego, czyli po reformie Grabskiego, cały coroczny budżet II RP wynosił 2 miliardy złotych, a wpływy z tranzytu przez korytarz corocznie 250-280 milionów. Przy tym w dewizach, co też było ważne z uwagi na bilans wymiany zagranicznej. W ostatnich latach przed wojną, wskutek ożywienia gospodarczego spowodowanego przez zbrojenia Hitlera, te wpływy wzrosły dwukrotnie. Ciekawy link, który mi się nie chce wkleić, z historią tego tranzytu, masz choćby na wmtmk.pl czyli forum warmińsko mazurskiego towarzystwa przyjaciół kolei, posty "tranzyt przez Pomorze i WMG".
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Przeczytałem artykuł i wszystkie posty. Obraz jest dość jednoznaczny, Ukraina nie ma żadnych szans na sukces, co mnie osobiście nie zbyt martwi. Jakoś nie mogłem znaleźć żadnych racjonalnych powodów dla których Polska powinna się nadzwyczajnie angażować w sprawy Ukrainy.
    @rincewind07 ...."co mnie osobiście zbyt nie martwi..." Ciekawe, czy tak samo powiesz za kilka lat, jak skończy się kasa z UE w Polsce i padniemy wszyscy na plecy, a wtedy ktoś zza Odry powie "mnie to osobiście zbyt nie martwi..."
    już oceniałe(a)ś
    5
    9
    @rincewind07 No tak, lepiej mieć za płotem państwo skorumpowane i chwiejące się na nogach niż stabilne i w miare zamożne z kótrym możnaby handlować. Czy może wolisz ukraine która będzie przyczołkiem Rosji, czy może lepiej ktora jest buforem oddzielającym nas od Ruskich?? Pomyśl, aby Polska mogla się bogacić musimy mieć sprzyjające środowisko.
    już oceniałe(a)ś
    3
    3
    @tom.plamka Oczywiście. Czy jesteś gotów zacisnąć pasa w imię tego, co napisałeś i przeznaczyć z polskiego budżetu 1 mld zł. na gospodarkę ukraińską? Właśnie padła dziś taka propozycja.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    @tom.plamka Ukraina nei jest i nie będzie przyczółkiem Rosji chociazby dlatego, że władcy Ukrainy (oligarchowie) nie pozwola oligarchom rosyjskim i Putinowi na mieszanie się w ich wewnętrzne biznesy.
    już oceniałe(a)ś
    0
    1
    @amadeusrecords sciepa narodowa po 30 zlotych od lebka tylko po to zeby na wschodzie miec odpowiednik slowacji i czech, zamiast odpowiednik korei pln/kosowa/bialorusi? Oplaca sie i to bardzo.
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    nie dzis, jutro ale pojutrze Ukraina sie rozpadnie. wschodnia czesc bedzie utrzymywac na powierzchni Rosja. gorzej z zachodnia, to bedzie panstwo bandyckie ktoremu nikt nie bedzie udzielal zadnych pozyczek...
    @klikkre te minusy w ocenach postu niepotrzebne. Scenariusz rozpadu jest całkiem realny. Ukraina ma wszystkie dane po temu by ją rozszarpać "jak postaw sukna". Niestety. Teraz Ukraina MUSI walczyć o silną władzę centralną i integralność - wczorajsze ofiary bojówek Janukowycza szybko zaczną pacyfikować krymskich niepokornych.
    już oceniałe(a)ś
    15
    3
    Ukraina jest na 144 miejscu na 176 panstw w rankingu korupcji Transparency International Razem z Erytreą , Kongo i Syrią. Odkładając na bok emocje polityczne , to jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniadze Duze Te które pozwalaly Julii z Warkoczem placic lapowki zachodnim partenrom w wysokosci 50 mln dolarow Chodzi o gaz, a raczej o kontrolę systemu jego przesyłania. Do tej pory włascicielem instalacji jest Gazprom i to on dyktuje stawki za przesyłanie gazu do Ukrainy i na Zachód. Unia ma plan aby wprowadzić przepisy umozliwwiające wykorzystanie sieci dystrybucyjnej do przesylania własnych produktów po stawkach przez nia ustalonych To narusza interesy Gazpromu Ukraińcy na tym nie zyskają Straca oligarchowie i rzadzacy Ukraina czerpiący tradycyjnie krociowe zyski z biznesu przesylowego
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    No to teraz niech Radzio z Kaczorem (mogą sobie wziąć Kwacha i Stankiewicz do obstawy, czy kogo tam chcą, jak się sami cykają)) pojadą na Majdan i powiedzą tym ludziom, że czeka ich teraz 20-30 lat potu i łez.
    @lokomobila.blog.pl Radzio im powie, tak jak powiedział o uporze na Majdanie, natomiast kaczorek będzie pierdzielił i obieca, że wszystko załatwi bez problemu, tylko niech go wybiorą
    już oceniałe(a)ś
    1
    0
    CAŁY TEN PRZEWRÓT NA UKRAINIE NIE NAPAWA OPTYMIZMEM. JAK PATRZĘ NA TWARZE TYCH CO TERAZ PRZEJMUJĄ WŁADZĘ TO SĄ PODOBNI DO ODWOŁANEGO (CZY ZGODNIE Z PRAWEM ?) PREZYDENTA, A NAWET GORSI, WYGLĄDAJĄ JAK MAFIOZI. ŻEBY TYLKO WIĘKSZEJ WOJNY Z TEGO NIE BYŁO. BO TAM NA UKRAINIE TO CHYBA JUŻ WOJNA JEST, A MY CHYBA TYLKO JESZCZE TEGO NIEŚWIADOMI. TAK MI SIĘ WYDAJE, OBYM SIĘ MYLIŁ.
    już oceniałe(a)ś
    14
    9
    JAK wszystkie kraje da się "uratować" . Zadłużyć potem zaproponować "bardzo trudne w uzyskaniu" kredyty i po tym BANK ŚWIATOWY ma opiekę nad tym krajem czyli ma ich w szachu i macie . Angiologicznie czy człowiek z kredytami czuje się wolny i wszystko mu wolno ? odpowiedzcie sobie sami
    już oceniałe(a)ś
    2
    2
    jeżeli szacunki, że 50% gospodarki działa w szarej strefie są prawdziwe to tu są ogromne rezerwy do uaktywnienia zbieżne z najważniejszymi postulatami Majdanu. Walczyli o przejrzystosć reguł i równosć wobec prawa i za to m.in. oddali życie. Mają szanse, jeżeli pójdą to drogą. Muszą tylko przeprowadzić gigantyczną operację przewietrzenia i odmłodzenia aparatu władzy i armii urzędników. Ale taki awans pokoleniowy też zadziałał by na umocnienie nowej władzy politycznej a nie osłabienie. Z wysokimi cenami gazu od Rosji radzili już sobie w przeszłosci więc i teraz sobie poradzą. Gorzej z urynkowieniem dla gospodarstw domowych ale na początku rewolucji ludzie gotowi są na wiele wyrzeczeń i reformy w pakiecie muszą wprowadzić jak najszybciej, cos na wzór planu Balcerowicza. Warunkowo j.w. jestem optymistą :)
    już oceniałe(a)ś
    8
    12