Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do masakry doszło przed południem, gdy szpaler oddziałów Berkutu nieoczekiwanie wymaszerował z zajmowanej przez siebie części Majdanu. Zapewne chodziło o sprowokowanie aktywistów. I rzeczywiście, kilku czy kilkunastu chłopców rzuciło się za funkcjonariuszami. Wtedy dwóch berkutowców otworzyło do nich ogień, co rozjuszyło setki ludzi. W ruch poszły kamienie i koktajle Mołotowa, a do ludzi z Majdanu zaczęli strzelać snajperzy milicji i sił specjalnych. Oprócz zabitych było prawie 1000 rannych.

W czwartek, nazwany już przez Ukraińców "czarnym", pojawiła się jednak nadzieja na rozwiązanie kryzysu. Udało się zwołać posiedzenie Rady Najwyższej, która planowała wprowadzenie postulowanych przez opozycję zmian do konstytucji ograniczających dyktatorskie kompetencje prezydenta Wiktora Janukowycza. Nawet przywódcy radykalnego Prawego Sektora obiecali, że po przyjęciu takich zmian zgodzą się na zawieszenie broni.

Opozycjoniści bez wsparcia posłów komunistycznych i z prezydenckiej Partii Regionów nie mogliby zebrać kworum. W obozie "regionałów" doszło jednak do rozłamu. 12 posłów już porzuciło partię, 12 kolejnych wypowiedziało posłuszeństwo Janukowyczowi.

Dwie grupy deputowanych Partii Regionów przyprowadzili do parlamentu szanowani w tym ugrupowaniu politycy Sierhij Tihipko i Nestor Surfycz. Dzięki temu udało się zebrać 227 parlamentarzystów, czyli kworum.

Przemawiający do nich Arsenij Jaceniuk z Batkiwszczyny przypomniał, że nigdy jeszcze w historii Ukrainy nie było takiej tragedii jak teraz. I nigdy nie było tu "krwawej władzy". - Głosujmy więc, by ratować nasz kraj - apelował. Odczytano także list od uwięzionej Julii Tymoszenko, w którym była premier przestrzegała przed jakimikolwiek rozmowami z Janukowyczem.

Posłowie potępili użycie broni przez milicję, zaapelowali o powrót do koszar i przypomnieli, że stan wyjątkowy może wprowadzić tylko parlament.

Do Kijowa na rozmowy z opozycjonistami i Janukowyczem przyjechali szefowie dyplomacji Polski, Francji i Niemiec: Radosław Sikorski, Laurent Fabius i Frank-Walter Steinmeier. Zaproponowali "mapę drogową" rozwiązania konfliktu: utworzenie rządu przejściowego, rozpoczęcie reformy konstytucyjnej i przyspieszenie wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Dziś rozmowy mają być kontynuowane.

- Wybory prezydenckie i parlamentarne miałyby się odbyć w tym roku, rząd jedności narodowej miałby powstać w ciągu dziesięciu dni, a zmiany w konstytucji - do lata - mówił w Warszawie premier Donald Tusk. Zastrzegł, że wiarygodność Janukowycza jest wątpliwa.

Do akcji wkroczyła też UE, która zatwierdziła pomysł sankcji - zakaz wjazdu i zamrożenie aktywów - na ludzi reżimu. Kształt czarnej listy będzie zależeć od wydarzeń w najbliższym czasie.

Przedstawiciela na Ukrainę wysłał też prezydent Rosji Władimir Putin - to wytrawny dyplomata Władimir Łukin, były rzecznik praw człowieka.

Ludzie z obozu ukraińskiej władzy, widząc, co się święci, próbują ratować skórę. Z Partii Regionów, i to trzaskając drzwiami, odszedł szef administracji Kijowa Wołodymyr Makiejenko. W telewizji zwrócił się do Janukowycza, przypominając: " Żadna władza nie jest warta życia ludzkiego". Wyznał też, że ma już dość tego, że codziennie musi "chować kilkudziesięciu zabitych" mieszkańców miasta, i ogłosił, że teraz bierze na siebie odpowiedzialność za porządki w Kijowie. Zaraz po tym ogłoszono, że zaczyna pracować metro zatrzymane we wtorek na rozkaz milicji.

Telewizja Hromadske informowała zaś o odlatujących z Kijowa małych samolotach z dygnitarzami na pokładzie.

W nocy liderzy opozycji i wysłannicy UE ponownie spotkali się z Janukowyczem. Już bez Fabiusa, bo musiał lecieć na zaplanowaną wcześniej wizytę do Chin.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.