Jestem pewien, że milicjanci dostali rozkaz rozprawienia się z dziennikarzami. Siarhiej Marczyk, operator nadającej z Polski białoruskiej telewizji Biełsat, opowiada, jak pobito go w Czerkasach.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieliśmy razem z dziennikarzem Jurasiem Wysockim robić dla Biełsatu materiał o pracy niezależnych ukraińskich dziennikarzy w czasie protestów. Jednym z jego bohaterów była Tatiana Czornowoł, dziennikarka, którą w grudniu ciężko pobito w związku z wykonywaniem pracy. Tego dnia razem z kolumną automajdanu ruszyła do Czerkasów. Powiedziano nam, że odbędzie się tam szturm na budynek miejscowej administracji. Pojechaliśmy razem z nią, by mieć nagranie warunków pracy dziennikarza na Ukrainie.

Kiedy podjechaliśmy pod budynek administracji w Czerkasach, rozpoczął się szturm i nagle pojawił się Berkut. Funkcjonariusze bili wszystkich, jak leci. Widziałem, jak strzelają do ludzi gumowymi kulami. Na moich oczach z bliskiej odległości kilkakrotnie strzelali do starszego mężczyzny; nie wiem, co dalej się z nim stało.

W pewnym momencie zauważyłem, że ranny został funkcjonariusz Berkutu. Zaczęli mu udzielać pomocy medycznej. Stałem z Jurasiem tuż obok i to nagrywałem. I w tym momencie Berkut wściekle nas zaatakował. Widzieli, że jesteśmy dziennikarzami, ale ich to nie powstrzymało. Wręcz odwrotnie.

Rozbili nam kamerę, przewrócili nas na ziemię i zaczęli bić pałkami, rękami, nawet tarczami: po głowie, po całym ciele, skakali po mnie. Gdyby nie kamizelka kuloodporna, miałbym połamane żebra. Kopali mnie w głowę. Jury miał na głowie hełm, więc jego bili po twarzy i po nogach. Jestem pewien, że Berkut dostał rozkaz zaatakowania dziennikarzy, że to było celowe działanie. Później dowiedziałem się, że zaatakowali również ukraińskich dziennikarzy - telewizję 1+1, ekipę 5. Kanału oraz operatora jakiejś miejscowej stacji. Im też zniszczono sprzęt.

Zaciągnęli nas do samochodu więziennego. Tam jeszcze kilka razy nas uderzyli. Po jakimś czasie zaczęli sprawdzać tożsamość. Uratowała nas legitymacja TVP [Biełsat formalnie jest częścią TVP]. Kiedy powiedzieliśmy, że jesteśmy polskimi dziennikarzami, pojawił się błysk nadziei, że nas uwolnią. I faktycznie, po jakimś czasie podjęto decyzję o zwolnieniu. Miałem rozbitą głowę, nadal leciała mi krew, więc odwieźli mnie do szpitala.

Juraś próbował odzyskać kamerę, ale nic z tego. Nikt nie wiedział, co się z nią stało. Kiedy próbował na milicji złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - kradzieży kamery - zaczęli go straszyć. Powiedzieli: "Berkut tak się nie zachowuje". W końcu ledwo się wydostał z tego komisariatu.

W Czerkasach ludzie chcą protestować, ale bardzo się boją. Jednak kiedy wyjeżdżaliśmy z miasta, mieliśmy informację, że do Czerkasów zbliża się kolumna 170 samochodów. Oznacza to, że szturm będzie kontynuowany. Razem z Jurasiem wróciliśmy do Kijowa.

Nadal pracujemy nad reportażem, tylko nagle sami staliśmy się jego bohaterami. Juraś ma rozbitą twarz, uszkodzone kolano, jest mocno poobijany. Mnie założono 11 szwów na głowie, ale i tak uważam, że miałem szczęście. Gdyby nie kamizelka kuloodporna, wylądowałbym na długo w szpitalu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
"nadającej z Polski białoruskiej telewizji Biełsat" Litości! Cały czas myślałem, że to polska telewizja nadająca po białorusku a tu taka niespodzianka. Jak widać propaganda, gdy rozpędzi się, nie ma litości dla faktów. Szkoda, że pan dziennikarz nie dodał ile kasy marnuje polski MSZ, płacąc na utrzymanie tej "nadającej z Polski białoruskiej telewizji Biełsat".
już oceniałe(a)ś
4
10