Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niemal co tydzień służby prasowe białoruskich resortów siłowych informują o ujęciu wysoko postawionych urzędników czy biznesmenów.

Najwyższy rangą spośród aresztowanych jest prawdopodobnie wiceszef państwowego koncernu Biełnieftiechim zajmującego się przeróbką rosyjskiej ropy i eksportem paliw na Zachód. - Został zatrzymany w swoim gabinecie, gdy przyjmował kolejną łapówkę od pewnego biznesmena - poinformował kilka dni temu komitet śledczy.

Służby specjalne nie ujawniają tożsamości aresztowanego, jednak według niezależnych mediów chodzi o Uładzimira Wołkaua. Sprawa ta może wstrząsnąć nawet otoczeniem prezydenta Aleksandra Łukaszenki, bowiem w związku z nią zatrzymano też przedsiębiorcę Aleksieja Aleksina, wspólnika białoruskiego oligarchy z branży paliwowej i budowlanej Jurija Czyża. 49-letni Czyż uchodzi za najbogatszego Białorusina - jego majątek ocenia się na ponad miliard dolarów. Bywa nazywany "portfelem Łukaszenki", gdyż udziela prezydentowi finansowego wsparcia (trafił na czarną listę kilkuset Białorusinów, którym Unia Europejska zakazuje wjazdu).

Jednak sprawa kierownictwa Biełnieftiechimu to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Na początku sierpnia Łukaszenka odbył naradę z kierownictwem KGB, MSW, komitetu śledczego i innych resortów siłowych, żądając bezlitosnej walki z korupcją. - Jeśli nie dajecie sobie rady, znajdę nowych ludzi - zagroził.

Od tego momentu służby prześcigają się w raportach o kolejnych aresztowaniach. I tak KGB zatrzymało niedawno szefów państwowego koncernu Biełkoopsojuz, który zajmuje się handlem i ma sieć sklepów w całym kraju. Do więzienia trafił m.in. kierujący działem budownictwa Dzmitryj Kałodzieznyj oskarżony o nadużycia finansowe. Komitet śledczy poinformował też o aresztowaniu kierowników państwowego zakładu Witebskie DSK (przetwórstwo drewna i budownictwo), a MSW - o ujęciu dyrektora generalnego przedsiębiorstwa budowlanego Monolitgrad. Wszystko to szeroko relacjonują reżimowe media. Rządowa agencja Biełta od kilku tygodni na swojej stronie internetowej eksponuje "Korupcyjne afery ostatnich dni".

Aleksander Łukaszenka doszedł do władzy w 1994 r., m.in. dzięki obietnicom bezwzględnej walki z korupcją. Chce uchodzić za jedynego uczciwego polityka, a zarazem dzięki atmosferze strachu trzymać pod kontrolą aparat państwowy.

Białorusini już się przyzwyczaili, że zaostrzenie walki z korupcją ma w kraju wymiar polityczny. - Chodzi o udzielenie społeczeństwu odpowiedzi na pytanie, kogo obwiniać za kryzys i pogorszenie się sytuacji materialnej. Proponowana przez władzę odpowiedź brzmi: stoją za tym skorumpowani ludzie, którzy zamiast wykonywać polecenia głowy państwa, rozkradają pieniądze - mówi "Gazecie" politolog Walery Karbalewicz z Centrum Analitycznego "Strategia".

Niezależni ekonomiści alarmują, że Białoruś - podobnie jak w 2011 r. - znalazła się na skraju załamania gospodarczego. Maleją państwowe rezerwy walut i złota; według Banku Narodowego tylko we wrześniu stopniały one o 313 mln dol. Saldo wymiany handlowej pozostaje ujemne, co oznacza, że kraj wydaje więcej waluty, niż zarabia.

W 2011 r. to właśnie stało się przyczyną załamania gospodarki i dewaluacji białoruskiego rubla. Dziś nawet rządowi ekonomiści przyznają, że sytuacja jest trudna, a Łukaszenka, który wielokrotnie obiecywał, że o kolejnej dewaluacji nie ma mowy, w ostatni piątek wcale jej nie wykluczył.

Lekarstwem ma być prywatyzacja. Rząd już zapowiedział, że jest gotów sprzedać udziały państwa w ponad 80 przedsiębiorstwach, m.in. w Mozyrskim NPZ przerabiającym rosyjską ropę. Zainteresowanie jego kupnem już zadeklarował rosyjski Gazprom.

- W trudnym 2011 r. sprzedano Rosjanom Biełtransgaz zajmujący się dostawami gazu do Europy. Teraz można oczekiwać podobnego kroku, bo sytuacja znów staje się krytyczna - mówi ekonomista Leanid Złotnikau z ośrodka Alternatywy XXI.

Jeśli sytuację gospodarczą ma uratować częściowa prywatyzacja, na płaszczyźnie politycznej odpowiedzialność jest zrzucana na skorumpowanych urzędników. - To dyżurny temat, do którego władza wraca zależnie od bieżących potrzeb politycznych - mówi "Gazecie" Mieczysław Gryb, generał MSW w stanie spoczynku.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.