Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na początku września prezydent Aleksander Łukaszenka zapowiedział wprowadzenie obowiązkowych opłat celnych dla Białorusinów, którzy wyjeżdżają za granicę na zakupy. - Przywożą jakieś rupiecie, które i tak produkujemy. Wydałem polecenie, by było tak: jedziesz za granicę po te rupiecie, wnieś opłatę celną w wysokości 100 dol. - grzmiał Łukaszenka.

W ciągu ostatnich lat nadzwyczaj popularne stały się wyjazdy na zakupy do przygranicznych supermarketów w Polsce i na Litwie. Białorusini kupują telewizory, lodówki, komputery, odzież, ale także jedzenie, które jest tu droższe.

Rząd już od dawna jest zaniepokojony tą tendencją, gdyż powoduje ona spadek sprzedaży ojczystych towarów. Obecnie opracowuje więc prawo, które zmusi do obowiązkowych opłat celnych tych, którzy jeżdżą za granicę na zakupy. Na razie nie wiadomo, jak władze będą ich odróżniać od turystów.

Takie plany rządu budzą niezadowolenie zwykłych Białorusinów. Już ponad 24 tys. osób podpisało apel do Łukaszenki, by z nich zrezygnował.

Złagodzić nastroje ma kampania medialna, którą rozpoczęły rządowe media. Nie zostawiają one suchej nitki na osobach, które jeżdżą na zakupy do Polski i na Litwę.

"Działalność współczesnych przygranicznych "biznesmenów" przypomina pasożytniczą roślinę na wielkim drzewie, która chłonie jego energię i nic nie daje w zamian. Chce się wierzyć, że zaprowadzenie porządku na granicy w perspektywie przyniesie zamierzony rezultat: pozwoli zmniejszyć kolejki na granicy, zwiększy wpływy z podatków i zmniejszy niekontrolowaną falę zagranicznych towarów spływających do naszej republiki" - napisała we wczorajszym wydaniu gazeta "Respublika", organ prasowy białoruskiego rządu.

Wcześniej w podobnym tonie wypowiedziała się rządowa "Biełaruskaja Niwa", która straszy złą jakością zachodnich towarów: "Zagranicznym klientom nie zawsze są sprzedawane lepsze towary i nawet jeżeli jest się bardzo uważnym, można nie dostrzec, co się kryje pod błyszczącym opakowaniem.

Swoje poparcie dla inicjatywy Łukaszenki wyraziły też znane na Białorusi postacie. - Jeśli człowiek stale jeździ na zakupy, to zapłacenie za to 100 dolarów nie będzie żadnym problemem - oświadczyła piosenkarka pop Alena Łanskaja.

- Ta kampania, a zwłaszcza straszenie złą jakością towarów, może przekonać tylko tych, którzy nie jeździli na zakupy. Ci, którzy to robią, wiedzą swoje - powiedziała "Gazecie" Alena, nauczycielka jednej z grodzieńskich szkół, która raz na miesiąc jeździ na zakupy do Polski. Jej zdaniem inicjatywa Łukaszenki na razie tylko zwiększyła intensywność wyjazdów, gdyż ludzie chcą teraz porobić jak największe zapasy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.