Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Kwestię opłat celnych dla wyjeżdżających za granicę mamy rozpatrzyć w ciągu miesiąca. Nie będą one dotyczyć turystów - oświadczył w środę wicepremier Piotr Prakapowicz.

Kilka dni temu taki krok zapowiedział prezydent Aleksander Łukaszenka: - Przywożą zza granicy jakieś rupiecie, które i tak produkujemy. Wydałem polecenie, żeby było tak: jedziesz za granicę po te rupiecie, zapłać opłatę celną 100 dolarów z nosa.

Nie wiadomo jeszcze, w jaki sposób i z jaką częstotliwością będą pobierane opłaty i jak rząd będzie rozróżniał turystów i klientów supermarketów.

- Poważnie się nad tym zastanawiamy i w ciągu miesiąca będziemy w stanie udzielić wszystkich odpowiedzi - oznajmił Prakapowicz.

Powodem, dla którego władze postanowiły wprowadzić dodatkowe opłaty, jest chęć obrony miejscowych producentów. Ostatnimi laty coraz więcej Białorusinów wyjeżdża na zakupy do Polski czy na Litwę i zaopatruje się tam w telewizory, lodówki, ubrania, a nawet jedzenie - wszystko jest znacznie tańsze i lepszej jakości niż wyroby rodzime.

Według Łukaszenki w ostatnim czasie Białorusini wydali za granicą ponad 3 mld dol. (prezydent nie uściślił, w jakim terminie to nastąpiło).

Bank Narodowy Białorusi nie kryje, że kraj ma ujemny bilans handlowy; tylko w lipcu wyniósł on 126,3 mln dol. - więcej towarów się sprowadza, niż eksportuje. Stała ujemna nadwyżka w handlu była w 2011 r. jedną z przyczyn załamania się gospodarki. Rząd musiał wtedy zdewaluować białoruskiego rubla - w rezultacie kurs dolara podskoczył o 187 proc., a inflacja w ciągu roku przekroczyła 100 proc. Wtedy Łukaszence udało się utrzymać sytuację pod kontrolą, jednak w ostatnich tygodniach wartość rubla znowu zaczęła spadać, co mocno niepokoi rząd.

- Władze chcą zmusić Białorusinów, by wydawali pieniądze u siebie i nie wykupywali przy okazji dolarów w kantorach. Kraj musi spłacać długi i wyrównać ujemny bilans handlowy, a waluty nie ma, dlatego rząd sięga po takie rozwiązania - mówi "Gazecie" ekonomista Leanid Złotnikau z ośrodka Alternatywy XXI.

Czy zapowiedziane przez Łukaszenkę 100 dol. opłaty celnej zniechęci Białorusinów do wyjazdu na zakupy do Polski i na Litwę? Zdaniem większości ekspertów - raczej nie.

- Ci, którzy jeżdżą do UE, twierdzą, że i tak będzie się to opłacało - uważa Złotnikau. Jego zdaniem rządowi tak naprawdę nie chodzi o zamknięcie granicy, lecz o załatanie dziury w budżecie powstałej w wyniku przewagi importu nad eksportem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.