Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nieznani sprawcy spiłowali go jeszcze w piątek. - To akt wandalizmu - mówi Weronika Sebastianowicz, prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK.

- Właścicieli posesji wezwały lokalne władze: przyjechał samochód i zawieziono ich do Bakszt. Tam dwie godziny byli przetrzymywani w urzędzie, a w tym czasie krzyż spiłowano i wywieziono w nieznanym kierunku - opowiada "Gazecie" Marek Zaniewski, członek nieuznawanego przez Mińsk Związku Polaków na Białorusi (ZPB). Jego zdaniem stoją za tym białoruskie władze.

Zaprzecza temu Anna Biekisz, przewodnicząca rady wiejskiej w Baksztach. - Nic nie wiem o zniknięciu krzyża. Sytuacja jest przykra, gdyż z jednej strony to świętość, ale z drugiej upamiętnia bandytów, którzy mordowali niewinnych ludzi - mówi "Gazecie" Biekisz. I przyznaje, że zapraszała właścicieli ziemi, na której stał krzyż, do siebie do urzędu, gdyż mieli się z nimi spotkać przedstawiciele rejonowych władz. Niestety, urzędnicy nie dojechali.

Sąd nad krzyżem

Raczkowszczyzna to niewielka wieś, zaledwie kilka domów. Mieszka tu polska rodzina państwa Korzeniewskich. 12 maja na należącej do nich posesji działacze nieuznawanego przez Mińsk ZPB ustawili krzyż. Tego bowiem dnia w 1949 r. zginął tu w potyczce z NKWD ostatni dowódca polskiego podziemia niepodległościowego, podporucznik Anatol Radziwonik, "Olech". Krzyż został poświęcony w obecności konsula generalnego RP w Grodnie Andrzeja Chodkiewicza.

Początkowo wydawało się, że wydarzenie to przejdzie bez echa. Jednak pod koniec maja obszerny artykuł na ten temat zamieściła reżimowa gazeta "Grodnienskaja Prawda". Określiła żołnierzy AK mianem bandytów z maniakalnym pędem do zabijania, a postawienie krzyża nazwała ukrzyżowaniem pamięci ich ofiar.

Reakcja władz była natychmiastowa. Prezes ZPB Mieczysław Jaśkiewicz i prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK Weronika Sebastianowicz zostali oskarżeni o zorganizowanie nielegalnego wiecu (tak określono wzniesienie krzyża) i stanęli przed sądem w Szczuczynie. Ten 19 czerwca wymierzył im grzywny: Jaśkiewicz ma zapłacić 1,5 tys. zł, Sebastianowicz - 900 zł.

Oficjalna historiografia piętnuje AK

Polskie podziemie niepodległościowe przetrwało na terenach dzisiejszej Białorusi do połowy lat 50. W oficjalnej historiografii jego żołnierze są nazywani bandytami, żaden ze skazanych przez sądy stalinowskie nie został zrehabilitowany.

Władze konsekwentnie odmawiają wydawania pozwoleń na upamiętnienie mogił żołnierzy AK. Jedyny uporządkowany cmentarz wojskowy, na którym spoczywają polegli w walce z NKWD, znajduje się w Surkontach. Został uporządkowany w 1993 r., zanim do władzy doszedł Aleksander Łukaszenka. Obecnie tuż obok powstaje wielkie kołchozowe gospodarstwo hodujące krowy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.