Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Według KGB Gajdukou na polecenie obcego wywiadu miał zbierać tajne informacje na temat politycznej i ekonomicznej sytuacji kraju. Grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności.

Proces odbywa się za zamkniętymi drzwiami, żadnych szczegółów nie ujawniono. Gajdukou nie przyznaje się do winy. W liście z więzienia napisał: "Jestem oskarżony o to, że mogłem zagrażać narodowemu bezpieczeństwu, zdestabilizować sytuację polityczną w kraju".

Zdaniem Gajdukoua dowodem działalności szpiegowskiej ma być m.in. próba zdobycia przezeń funduszy na opozycyjną działalność za pośrednictwem ambasady USA. KGB uznało to za "kontakt z CIA i nawoływanie zachodnich państw do sankcji w stosunku do Białorusi".

Według KGB oskarżony został zatrzymany w momencie składania do skrytki zdobytych informacji.

23-letni Andrej Gajdukou z prowincjonalnego Nowopołocka pracował w państwowym przedsiębiorstwie Naftan. Od kilku lat aktywnie działał w opozycji. Podczas ostatniej kampanii prezydenckiej w grudniu 2010 r. był w drużynie kandydata na prezydenta, Andreja Sannikaua.

- Rozprowadzał ulotki, brał czynny udział w kampanii. Po wyborach nadal współpracował z ugrupowaniem Europejska Białoruś - mówi "Gazecie" Uładzimir Kobiec, były szef sztabu wyborczego Sannikaua.

Później Gajdukou usiłował założyć własną organizację - Związek Młodych Intelektualistów. Latem 2011 r. brał zaś udział w "milczących protestach", w których uczestniczyły tysiące Białorusinów. 8 listopada 2012 r. KGB przeprowadziło w jego mieszkaniu rewizję, konfiskując m.in. komputer. On sam został zatrzymany, trafił do więzienia śledczego. Pięć dni później KGB oficjalnie poinformowało o aresztowaniu szpiega współpracującego z (nienazwanym) wywiadem.

- Jeżeli oskarżenie rzeczywiście wygląda tak, jak napisał Gajdukou w liście z więzienia, nie mam wątpliwości, że to sprawa polityczna - mówi "Gazecie" Anatol Labiedźka, lider opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej.

W przededniu rozpoczęcia procesu przywódcy sześciu opozycyjnych organizacji zaapelowali do władz o jego odtajnienie. Apel został zignorowany.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.