Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Z Grodna pisze Andrzej Poczobut

 

Choć ma zaledwie dziewięć lat, niezależny tygodnik "Nasza Niwa" umieścił go na 43. miejscu listy stu najbardziej wpływowych Białorusinów. Przed głową Cerkwi prawosławnej metropolitą Fiłaretem, zastępcą szefa administracji prezydenta i wszystkimi opozycyjnymi politykami.

Kola miał już audiencje u papieża Benedykta XVI, spotykał się z Hugo Chavezem, Raulem Castro, prezydentami Rosji, Ukrainy czy Armenii. Lubi broń i wojskowy uniform, więc od prezydenta Rosji dostał wykonany ze złota bojowy pistolet. A ponieważ prezydent Aleksander Łukaszenka niemal wszędzie pojawia się z najmłodszym synem, prócz tradycyjnego przydomka "Baćka" (po białorusku "ojciec") zyskał drugi - "Tata Koli".

Królewicz na scenie

W kwietniu 2008 r. Łukaszenka niespodziewanie pojawił się publicznie w towarzystwie maleńkiego chłopczyka. Razem pracowali na budowie wielkiej hali sportowej, mieszając i wylewając beton. Nazajutrz zdjęcie prezydenta i dziecka obiegło czołówki wszystkich państwowych gazet.

Kim jest ten chłopczyk? - głowili się dziennikarze. Odpowiedzi nie było. - Nie chcę snuć domysłów, nie wiem też, w jaki sposób chłopczyk trafił na czyn społeczny. Ale dobrze popracował z Aleksandrem Grigorijewiczem, zrobiliśmy im zdjęcie i umieściliśmy na swoim portalu - oznajmił Paweł Lohki, sekretarz prasowy Łukaszenki.

Tożsamość chłopca szybko przestała być tajemnicą. Kilka dni później w telewizyjnym reportażu można było zobaczyć, że chłopczyk zwraca się do prezydenta "tata". W ten sposób Białorusini dowiedzieli się, że ich przywódca ma nie dwóch, a trzech synów. Najmłodszy, Kola, urodził się w 2004 r. Jego matką jest Iryna Abelskaja, przez wiele lat osobista lekarka Łukaszenki.

Dlaczego dopiero w 2008 r. Kola został pokazany Białorusinom? W tym czasie prezydent podpisał umowę ze znanym brytyjskim fachowcem od PR, lordem Timothym Bellem, który miał zadbać o polepszenie wizerunku Białorusi na Zachodzie. Uważa się, że publiczne eksponowanie maleńkiego syna to był właśnie pomysł Bella na ocieplenie wizerunku polityka nazywanego "ostatnim dyktatorem Europy".

Sam Łukaszenka to dementował: - To nie jest żadna piarowa kampania. Co, jestem jedynym prezydentem, który ma dzieci? Tak, Kola stał się częścią polityki. Taki jest jego los, bo urodził się u ojca-prezydenta.

Tylko z ojcem

Od momentu pierwszego publicznego pojawienia się, Kola stale towarzyszy ojcu. Ubrany w wojskowy mundurek, przyjmuje defilady - salutują mu nie tylko żołnierze, ale nawet białoruscy generałowie. Często wizytuje razem z ojcem zakłady pracy, spotyka się z weteranami II wojny światowej czy odwiedza imprezy kulturalne. - Jeżeli dowie się z telewizji, że gdzieś byłem, a jego ze sobą nie zabrałem, to robi mi awanturę - skarżył się Łukaszenka.

Być może to sprawiło, że razem z tatą Kola uczestniczy nawet w oficjalnych spotkaniach na najwyższym szczeblu. W 2009 r. w trakcie pertraktacji z prezydentem Armenii Serżem Sarkisjanem Kola siedział na kolanach Łukaszenki i kładł mu głowę na ramię. To był debiut chłopca podczas międzynarodowych negocjacji, a dziecko czuło się niepewnie i milczało.

Kilka miesięcy później, w trakcie rozmów z Wiktorem Juszczenką, Kola nie miał już tremy i zdecydowanie popędzał ojca, by ten kończył spotkanie z prezydentem Ukrainy. - Tato, długo jeszcze? - zwracał się do Łukaszenki na oczach zdumionych Ukraińców. - Histerię mi urządził: "Weź mnie na kolana, przecież jesteś moim tatą". I co tu powiesz, przecież dookoła dziennikarze - tłumaczył się później prezydent Białorusi.

W trakcie wizyty w Watykanie w 2010 r. chłopca zainteresowała szwajcarska gwardia papieża, którą Kola określił mianem klaunów. - Jacy to żołnierze... Przecież nie mają naramienników - mówił. - Cały szereg przed nim stał na baczność. Kola szybko porządek tam zaprowadził - chwalił się prezydent Białorusi.

Już w przedszkolu Kola demonstrował swój charakter. Łukaszenka mówił, że syn nie chce - tak jak inne dzieci - kłaść się po obiedzie spać i idzie od razu do dyrektorki, by ta pozwoliła mu w tym czasie bawić się. Oczywiście, natychmiast dostawał pozwolenie.

Dwa lata temu Kola poszedł do szkoły, ale teraz podobno uczy się w domu. Dlaczego podjęta została taka decyzja, nie wiadomo. - Ma ciężki charakter, jak jego ojciec - wyznał szczerze Łukaszenka.

Chłopca nigdy nie widziano z matką. Rosyjska prasa spekulowała, że Łukaszenka nie pozwala Irynie Abelskiej widywać syna. Sam prezydent nigdy nie wypowiadał się na ten temat.

Chce do specnazu

59-letni dziś Łukaszenka kilkakrotnie mówił, że widzi w Koli swego następcę i że przyjdzie dzień, kiedy chłopiec zostanie prezydentem Białorusi. Później dementował te słowa. Według niego cała historia z Kolą-następcą miała zostać zmyślona przez opozycję. - Chcieli nastraszyć ludzi, że Łukaszenka tyle lat jest już u władzy, a tu zamierza rządzić do czasu, dopóki syn nie wyrośnie - mówił prezydent, który został głową białoruskiego państwa w 1994 r. Potem zmienił konstytucję, likwidując przepis ograniczenia kadencji prezydenta do dwóch.

Niechęć Białorusinów do rządzącego już 19 lat Łukaszenki jest dziś po części przerzucana na Kolę. W internecie często wypominają chłopcu, że urodził się poza związkiem małżeńskim, do tego regularnie kolportowane są przeróżne plotki na jego temat. Według nich chłopczyk a to miał pogryźć stewardesę, a to opluć milicjanta. Ma to pokazać, że Koli wszystko wolno.

- W mojej ocenie społeczeństwo negatywnie reaguje na osobę Koli, bo jego obecność w trakcie oficjalnych spotkań jest ewidentnie nie na miejscu. To tak jakby dyrektor firmy zabierał na ważne spotkania dzieci i pozwalał im bawić się obok, a sam prowadził pertraktacje - uważa medioznawca Aleś Ancipienka.

Niechęć Białorusinów do Koli powoduje, że Łukaszenka już dziś martwi się o los syna. - Dziś wszyscy są dobrzy, ładne piosenki o tobie śpiewają, a później będą się z kijami na ciebie rzucać - mówił prezydent podczas jednej z konferencji prasowych, odnosząc się do sytuacji, gdyby stracił władzę. - Jedynie, czego chcę, to żeby nie znęcano się nad mymi dziećmi, zwłaszcza nad maleńkim. Żeby mogli spokojnie żyć i pracować, by nie wypominano im ojca.

Jaka będzie przyszłość Koli, dziś nie sposób przewidzieć. Starsi synowie Łukaszenki są urzędnikami państwowymi. Wiktor jest doradcą prezydenta ds. bezpieczeństwa i nadzoruje działalność wszystkich resortów siłowych, a Dzmitryj jest szefem prezydenckiego klubu sportowego.

Sam Kola w krótkim wywiadzie dla jednej z łotewskich stacji telewizyjnych powiedział, że chce zostać żołnierzem specnazu, by bronić swojej ojczyzny.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.