Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

8 listopada 2012 r. Do mieszkań 22-letniego prawnika Ilji Bagdanau z Połocka i 23-letniego ślusarza Andreja Gajdukou, który mieszka w odległym o 20 km Nowopołocku, w tym samym momencie wchodzą funkcjonariusze KGB. Mężczyźni to działacze Związku Młodych Intelektualistów, niezależnej organizacji pozarządowej, Bagdanau dodatkowo jest członkiem opozycyjnej Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji. Kagiebiści rozpoczynają rewizje. - Do mieszkania wtargnęło dużo ludzi w czarnych ubraniach. Rewizja trwała dwie godziny, potem założyli mi kajdanki i zawieźli do Mińska, do centrali KGB - opowiada "Gazecie" Bagdanau. Z mieszkań bezpieczniacy wynoszą opozycyjne ulotki, książki i komputery.

Tego samego wieczora, po przesłuchaniu Bagdanau został zwolniony bez postawienia zarzutów. O rewizji kazano mu jednak milczeć. Gajdukoua oskarżono zaś o zdradę i aresztowano. Pięć dni później KGB w specjalnym oświadczeniu pochwaliło się rozbiciem siatki szpiegowskiej.

- Podejrzanego obywatela zatrzymano w momencie wkładania do schowka informacji, które interesują zagraniczne służby specjalne - podała służba prasowa KGB.

W ubiegły piątek KGB wezwało Bagdanaua na kolejne przesłuchanie. Uznano, że skoro jego zeznania różnią się od zeznań więzionego kolegi, to również maczał palce w szpiegowskim procederze. Ma zakaz opuszczania Połocka. Obydwu działaczom grozi 15 lat więzienia.

Działacze opozycji w oskarżenia nie wierzą. Ich zdaniem sprawa z daleka śmierdzi prowokacją - KGB natychmiast pochwaliło się sukcesem. Nie pokazano jednak żadnych dowodów. To jasne. Chodzi o to, by nas zdyskredytować - mówi przywódca Białoruskiej Chrześcijańskiej Demokracji Wital Rymaszewski. W wyborach prezydenckich dwa lata temu Rymaszewski był jednym z konkurentów Łukaszenki. W wieczór wyborczy 19 grudnia 2010 r. po brutalnym zdławieniu przez białoruskie służby specjalne masowych protestów przeciwko sfałszowaniu wyników został aresztowany. Wspomina, że podczas przesłuchań śledczy wielokrotnie sugerowali, że on i inni działacze to szpiedzy na usługach Zachodu.

- Wówczas nie postawiono nikomu zarzutów szpiegostwa. Być może teraz postanowiono wypróbować taki scenariusz - zastanawia się Rymaszewski. Działacz nie wyklucza, ze KGB na pierwszy ogień wzięło młodych działaczy, by wybadać reakcje. Potem weźmie się za starszych rangą.

To, że KGB tak chwali się złapaniem rzekomych szpiegów, dziwi Walerego Kostkę, podpułkownika kontrwywiadu KGB w stanie spoczynku. - Szpiegostwo bardzo trudno udowodnić. A służby nigdy nie spieszą się z informowaniem mediów o złapaniu szpiegów - mówi "Gazecie" Kostka.

A Siarhiej Aniśka, inny emerytowany funkcjonariusz KBG, zwraca uwagę, że dzień po zatrzymaniu rzekomych szpiegów prezydent Aleksander Łukaszenka zdymisjonował szefa bezpieki generała Wadzima Zajceua. - Aresztując szpiegów, KGB być może chciało pokazać, że dobrze pracuje - mówi Aniśka.

Nie byłby to pierwszy taki przypadek. W 2007 r. na krótko przed dymisją ówczesnego szefa KGB generała Sciapana Sucharenki KGB przekazało do mediów informacje o likwidacji polskiej siatki szpiegowskiej, która miała działać w białoruskim wojsku. Aresztowano wówczas czterech oficerów, których później na zamkniętym procesie skazano na kary wieloletniego więzienia. Mimo że służby podobnie jak teraz odtrąbiły wielki sukces, szef resortu i jego pierwszy zastępca stracili stanowiska. Stołek zachował za to generał Wiktar Wiagiera, który od siedmiu lat dowodzi kontrwywiadem KGB. Ale według nieoficjalnych informacji pozycja gen. Wiagiery znowu jest zagrożona.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.