Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Kraj potrzebuje zysków. Wszędzie, gdzie się nie spojrzy, widać też konieczność oszczędzania - oświadczył białoruski prezydent. Wszystkie organa władzy - poczynając od jego administracji, a na lokalnych komitetach wykonawczych kończąc - mają więc za zadanie zredukować wydatki.

W 2013 r. o 25 proc. ma zmaleć liczba urzędników państwowych. Specjalnie powołana komisja, na której czele stoi doradczyni prezydenta Natalia Piątkiewicz, do 31 grudnia przygotuje plan redukcji etatów w ministerstwach i innych urzędach. Cięcia dotkną też resorty siłowe, w tym MSW, KGB oraz Komitet Śledczy.

Aleksander Łukaszenka zapowiedział też, że wysokie kary będą grozić za niedbalstwo i brak gospodarności w zakładach państwowych.

- Rok oszczędności dotyczy też ludzi. Trzeba ograniczyć zużycie elektryczności i wszystkiego, co się da. Kraj źle wykorzystuje zarówno zasoby własne, jak i te kupowane za walutę - oświadczył Łukaszenka. Administracja prezydenta wraz z rządem będą zachęcać obywateli do zaciskania pasa.

Wszystkie ministerstwa mają przedstawić swoje plany oszczędnościowe. Na razie uczyniło to ministerstwo informacji. Jego szef Aleg Praleskouski zapowiada reformę państwowych mediów.

Teraz wszystkie najważniejsze organy władzy mają swoje gazety. Administracja prezydenta wydaje "Sowietską Biełorussiję", rząd - "Republikę" i "Zwiazdę", parlament "Narodną Gazetę", a ministerstwo rolnictwa - "Białoruską Niwę". Zdaniem Praleskouskiego gazet o zasięgu krajowym jest za dużo. - Wydarzenia często są opisywane w ten sam sposób. Po co to dublowanie? - pyta minister.

Trzonem planowanej supergazety, która połączy większość tych tytułów, będzie "Sowietskaja Biełorussija" (choć pod nową winietą). Natomiast "Zwiazdę" już połączono z tygodnikiem "Literatura i mastactwa". I choć władze zapowiadają, że żaden dziennikarz nie zostanie wyrzucony na bruk, jest oczywiste, że reforma pociągnie za sobą przede wszystkim masowe redukcje etatów.

Przyczyną przyszłorocznych cięć jest stan gospodarki.

- Rzecz jasna nie oznaczają one, że Łukaszenka nagle został liberałem. Po prostu w 2013 roku musimy zwrócić 5 mld dolarów (kredyty i odsetki). A pieniędzy nie ma - mówi "Gazecie" ekonomista Leonid Zaika, szef Analitycznego Centrum "Strategia".

Jego zdaniem Łukaszenka będzie musiał sprywatyzować część przedsiębiorstw państwowych, rozwijać białoruski biznes i wciąż ograniczać wydatki budżetowe.

- Dlatego należy go pochwalić za nakłanianie do oszczędności - mówi Zaika.

A gospodarka się kurczy, bo Rosja nie chce jej dłużej wspierać tanimi surowcami energetycznymi - powoli, ale konsekwentnie podnosi ich ceny. W zamian za ulgowe (jak dotychczas) traktowanie, Kreml domaga się prywatyzacji przez rosyjski biznes najbardziej łakomych kąsków z białoruskiego przemysłu. Łukaszenka nie chce na to przystać i dlatego między Mińskiem i Moskwą regularnie dochodzi do "wojen handlowych". A te pogłębiają kryzys.

W 2011 r. gospodarka załamała się i narodowy bank musiał dokonać dewaluacji białoruskiego rubla - w rezultacie jego wartość względem dolara spadła o 187 proc. Według Narodowego Komitetu Statystycznego w 2012 r. Białoruś była na pierwszym miejscu wśród członków Wspólnoty Niepodległych Państw pod względem wzrostu inflacji - w porównaniu z grudniem 2011 r. ceny podskoczyły o 18,1 proc.

- Łukaszenka powiedział prawdę, przyznając w jednym z wywiadów, że rok 2013 będzie dla kraju bardzo trudny. Jest oczywiste, że autorytarna władza będzie miała coraz większe problemy - mówi politolog Aleś Lahviniec z Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego. Jego zdaniem Łukaszenka ma dość sił, by utrzymać pod kontrolą sytuację polityczną, ale nie jest już w stanie powstrzymać narastającego kryzysu w gospodarce.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.