Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Kryzys światowej gospodarki dotarł i do Białorusi. Nasi wewnętrzni i zewnętrzni wrogowie cały czas atakowali nasze państwo, próbując zniszczyć główne osiągnięcie ostatnich dziesięcioleci: stabilność i spokój w społeczeństwie - oświadczył Łukaszenka. I podkreślił, że wrogowie ci ponieśli sromotną klęskę.

Białoruski prezydent, rządzący krajem od 1994 r. m.in. dzięki notorycznemu fałszowaniu wyników wyborów, wygłosił propagandową mowę na ostatnim wspólnym posiedzeniu dwóch izb białoruskiego parlamentu III kadencji. Nowy parlament IV kadencji, wybrany 23 września, rozpocznie pracę 18 października.

Ogłaszając koniec kryzysu, Łukaszenka wyraźnie się pospieszył. Chociaż władzom po dramatycznym załamaniu się gospodarki w 2011 r. - inflacja sięgnęła wtedy ponad 100 proc, a wartość białoruskiego rubla względem dolara w ciągu roku spadła niemal trzykrotnie - rzeczywiście udało się utrzymać sytuację pod kontrolą, to nic nie wskazuje, by najcięższą fazę kryzysu Białoruś już miała za sobą.

Gospodarka nadal się kurczy. W ciągu ostatnich dziewięciu miesięcy inflacja, zgodnie z informacją Narodowego Komitetu Statystycznego, wyniosła 16,1 proc. Od początku roku chleb zdrożał o 49,7 proc., benzyna o 17,2 proc., opłata za usługi komunalne o 18,1 proc., a ziemniaki - o 25,1 proc. Jednocześnie w sierpniu odnotowano znów ujemne saldo handlu zagranicznego, które wyniosło 363,6 mln dol. A właśnie ujemne saldo w handlu zagranicznym było jedną z głównych przyczyn gwałtownego załamania gospodarczego.

- Stwierdzenia Łukaszenki są hurraoptymistyczne, bo stan białoruskiej gospodarki nadal jest ciężki. W dodatku następny rok będzie dla nas nadzwyczaj trudny - powiedział "Gazecie Wyborczej" ekonomista Leonid Zaika z Centrum Analitycznego "Strategia". Zaika przypomina, że właśnie w 2013 r. trzeba będzie rozpocząć spłacanie białoruskiego długu zagranicznego, który wynosi obecnie ponad 33 mld dol, co spowoduje dodatkowe obciążenie i tak ledwo wiążącej koniec z końcem gospodarki.

Ekonomista Leonid Złotnikau z ośrodka badawczego "Alternatywa XXI" uważa, że przyczyną ogłoszenia przez Łukaszenkę końca kryzysu może być banalny brak wiedzy o rzeczywistej sytuacji w kraju: - Nasz system jest taki, że urzędnicy boją się informować prezydenta o problemach gospodarczych. Dlatego Łukaszenka może nie wiedzieć o rzeczywistej skali problemów i patrzeć na sytuację przez różowe okulary.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.