Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To nie jest równa wojna. Po jednej stronie są bezbronne zwierzęta i często słabo uzbrojeni, źle opłacani, podatni na korupcję strażnicy parkowi. Po drugiej - coraz lepiej uzbrojone i zorganizowane bandy, których szefowie obracają milionami dolarów. Kłusownicy i handlarze bezlitośnie wykorzystują biedę i niestabilność polityczną krajów Afryki i tamtejsze dziurawe granice, a także luki prawne w Chinach. Sprzyja im chińska ekspansja ekonomiczna na Czarnym Lądzie.

Zwłoki w kameruńskim buszu

Największa w ostatnich latach rzeź słoni miała miejsce wiosną w parku narodowym Bouba N'Djida na północy Kamerunu. Kłusownicy wybili grubo ponad 300 słoni, zostawiając ich zmasakrowane zwłoki w buszu. Przez sześć tygodni systematycznie i bezkarnie mordowali całe stada, wywożąc z parku kły.

Organizacja ekologiczna WWF opublikowała właśnie wstrząsający film o masakrze. - Wolałbym nigdy nie oglądać czegoś takiego na własne oczy - mówi jeden ze sfilmowanych strażników. I tłumaczy, że kłusownicy od kilku lat nawiedzali sporadycznie Bouba N'Djida, ale nigdy tak masowo jak w tym roku. - Po zastrzeleniu obcinali zwierzętom głowy na wysokości oczu, by łatwiej wydostać łup, czyli słoniowe ciosy.

Kłusownicy przedarli się do Kamerunu najpewniej z Sudanu, konno, przez dziurawą granicę z Czadem. Jak mówi "Gazecie" Paweł Średziński z WWF, przekupili część strażników, którzy przymknęli na wszystko oko.

Dziennikarze rozgłośni Voice of America dotarli do kameruńskiego dziennikarza Jeana Vincenta Tchienehoma, specjalizującego się w walce z kłusownictwem. Według niego bandyci korzystali też z pomocy mieszkańców okolicznych wiosek, dla których słonie to szkodniki niszczące plantacje kukurydzy czy sorgo.

Pod presją międzynarodowej opinii publicznej rząd Kamerunu obiecał, że do walki z kłusownikami w ciągu najbliższych pięciu lat rzuci 2,5 tys. nowych strażników. Ale mało kto wierzy w spełnienie tej obietnicy.

Wszystko zostanie zapewne po staremu. Kość słoniowa zaś - tak jak zwykle - wydostanie się w świat przez port lub lotnisko gdzieś we wschodniej Afryce (w Kenii czy Mozambiku) albo przez Kair.

- W ostatnim czasie Egipt stał się jednym z głównych centrów pośrednictwa w handlu kością słoniową. W Kairze i Luksorze można ją kupić bez trudu na bazarach - mówi Średziński. To jeden z ubocznych efektów egipskiej rewolucji. Tamtejsza władza jest teraz słabsza i przestała kontrolować przestrzeganie konwencji CITES, zakazującej handlu zagrożonymi gatunkami.

Niechlubny rekord

Masakry podobne do kameruńskiej miały miejsce w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w Kongu (gdzie zabito co najmniej kilkadziesiąt słoni), Czadzie (30), Kenii (278 w 2011 r.) i Mozambiku.

- Rok 2011 był naprawdę tragiczny dla słoni - mówi Tom Milken ze "słoniowego" wydziału organizacji TRAFFIC, monitorującej nielegalny handel zwierzętami. Służby w różnych krajach przechwyciły bowiem rekordową ilość przemycanej kości słoniowej - prawie 24 tony. To dwa razy więcej niż w 2010 r. i najwięcej, odkąd zaczęto śledzić ten proceder.

Żeby uzyskać taką ilość surowca, zabito co najmniej 2,5 tys. słoni. Problem w tym, że przechwycone ładunki ciosów to zapewne wierzchołek góry lodowej, więc ofiar było więcej.

Co gorsza, z danych zbieranych przez Traffic wynika, iż rok 2012 nie będzie wcale pod tym względem lepszy. Eksperci przestrzegają, że utrzymanie się tego niebezpiecznego trendu zagraża populacji słoni afrykańskich, która zaczęła odradzać się po hekatombie z lat 70. czy 80. (zanim wprowadzono zakaz, a polowania stały się plagą).

W 1973 r. naukowcy szacowali liczbę słoni w Afryce na ok. 1,3 mln. Dziś ich populacja - według różnych źródeł - wynosi od 470 tys. do 690 tys. Najwięcej żyje w Afryce Południowej i Wschodniej, a najbardziej zagrożone są te w centrum i na zachodzie kontynentu - czyli właśnie tam, gdzie doszło do wielkiej rzezi.

Za kilogram kości słoniowej chińscy pośrednicy płacą na czarnym rynku ok. tysiąca dolarów. Mafie wynajmujące kłusowników są gotowe na wszystko, by zaspokoić rosnący od kilku lat popyt na kość słoniową i rogi nosorożców w bogacących się szybko Chinach. Bo to Państwo Środka, obok Tajlandii i krajów Półwyspu Arabskiego, jest głównym odbiorcą tych zakazanych towarów.

W Chinach z kości słoniowej wytwarzane są luksusowe przedmioty i biżuteria. Sproszkowane rogi nosorożca uchodzą za znakomite lekarstwo na wiele rodzajów raka.

- Niestety, kość słoniowa jest w Chinach wciąż bardzo modna. Dla szybko rosnącej tamtejszej klasy średniej posiadanie wykonanych z niej ozdób to wyznacznik statusu - mówi Paweł Średziński z WWF.

Chiny, podobnie jak Japonia, korzystają z wyjątku z konwencji CITES. Część z tamtejszych (specjalnie wydzielonych) sklepów może oferować ozdoby z kości słoniowej. Pod warunkiem że posiadają certyfikaty pochodzenia materiału gwarantujące, iż pobrano go od padłych śmiercią naturalną zwierząt. Jak jednak udowodnili na początku tego roku dziennikarze śledczy z BBC, wiele chińskich sklepów sprzedaje takie wyroby bez certyfikatów bądź je fałszuje. Walka z tym zjawiskiem nie jest jednak priorytetem dla władz w Pekinie, a edukacja społeczeństwa dopiero się zaczęła.

Rogi droższe niż złoto

Kłusownictwo kwitnie nie tylko w biednych i słabo rządzonych krajach środkowej i zachodniej Afryki, ale też w stosunkowo bogatym i lepiej administrowanej RPA. Jednak tam celem band padają dużo rzadsze od słoni nosorożce.

O ile w 2007 r. kłusownicy zastrzelili ich 13, to w 2011 r. już ponad 340! Z danych rządowych cytowanych przez Reutersa wynika, że do końca kwietnia tego roku łupem kłusowników padło już 181 nosorożców. Jeśli więc obecne tempo się utrzyma, to 2012 r. zakończy się kolejnym niechlubnym rekordem - zabitych może być aż 600 nosorożców! African Wild Found szacuje, że jeśli nic się nie zmieni, populacja nosorożców (dziś szacowana na ok. 25 tys.) wyginie do 2025 r.

Czarnorynkowa wartość kilograma rogu nosorożca sięga 60 tys. dolarów (więcej niż złota). Mafie zatrudniające kłusowników stać więc na to, by wyposażyć ich w najnowsze uzbrojenie, a nawet, by zapakować do helikopterów. Zwierzęta zabijane są z powietrza i szybko ogołacane z cennych rogów. Wszystko dzieje się błyskawicznie - nawet najlepiej wyposażeni strażnicy z prywatnych parków nie mają szans, by powstrzymać bandytów.

Ale wojna z nimi trwa. W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy południowoafrykańskie władze aresztowały 200 kłusowników. Jesienią ub.r. w Johannesburgu wpadł Taj, członek międzynarodowego gangu polującego na nosorożce. Kilkunastu rabusiów zginęło w zbrojnych potyczkach ze strażnikami.

Eksperci od ochrony przyrody ostrzegają, że tej batalii nie da się wygrać bez zmiany cywilizacyjnej w Chinach. Tamtejsi konsumenci muszą zrozumieć - tak jak kiedyś ludzie na Zachodzie - że pewnych rzeczy warto się wyrzec, by powstrzymać zagładę zwierząt. Jak mówi "Gazecie" Paweł Średziński z WWF, organizacje ekologiczne mają pierwsze drobne sukcesy. W tym roku kilka chińskich portali pośredniczących w handlu kością słoniową wycofało się z tego interesu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.