Cudownie, że chcesz pomóc. Ale zastanów się, czy dasz radę mieć u siebie osobę obcą, po przejściach wyjątkowo traumatycznych, np. osobę w całkowitej rozpaczy? - mówi "Wyborczej" Katarzyna Podleska, psycholog i psychotraumatolog, autorka "Poradnika dla osób goszczących uchodźców z Ukrainy" przygotowanego dla Fundacji HumanDoc
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ze względu na wagę tego, co się dzieje za polską granicą wschodnią, ten tekst jest otwarty dla wszystkich.

Pomóż mieszkańcom Mariupola i odbierz prenumeratę Wyborczej

Tomasz Jakubowski: Na wieść o napaści zbrojnej Rosji na Ukrainę i milionach ludzi, którzy znaleźli się w tragicznej sytuacji, w Polakach obudziła się chęć niesienia pomocy, w szczególności uchodźcom. Media pokazują nam całe rodziny uciekające przez nalotami, koczujące na dworcach metra, ostrzelane budynki, ulice, na których leżą martwi ludzie. To obrazy, które wywołują odruch niesienia pomocy. To wspaniały odruch, ale czy na pewno wiemy, z czym to się wiąże?

Katarzyna Podleska: Polacy są doskonali w różnych rodzajach narodowych zrywów czy w obliczu tragedii i wiele osób zgłasza się natychmiast, bo uważa, że jest w stanie przyjąć uchodźców pod swój dach. Natomiast u mnie zrodził się strach, że ten zryw jest wyrazem emocji, a potem następuje otrzeźwienie: "O matko, co ja zrobiłam! Jak ja sobie dam radę?". Stąd pomysł na napisanie poradnika o tym, jak sobie poradzić w pierwszych chwilach. Bo te początki rzeczywiście są najgorsze.

Zderzenie z realiami. Zapraszamy do siebie uchodźców. Zapraszamy jednak nie tylko osoby, ale również cały bagaż ich traum, przeżyć ostatnich dni.

- Dlatego podzieliliśmy poradnik na kilka części: Zanim goście przyjadą, co, jak już są. I kolejna - jak im pomóc rzeczywiście, jak o nich zadbać.

Pomoc to nie tylko lokum. Czego się spodziewać?

- Przede wszystkim przyjadą do nas ludzie przerażeni. Osoby w silnych emocjach, które właśnie uciekają z kraju objętego konfliktem wojennym. To głównie kobiety z dziećmi, bo na Ukrainie zarządzono pełną mobilizację mężczyzn. Te kobiety i te dzieci oprócz tego, że widziały być może przerażające sceny, spadające bomby, strzelaniny, osoby martwe i ranne, przeżywają jednocześnie obawę o swoich bliskich. Tych, którzy tam pozostali. Nie wiedzą, czy się z nimi jeszcze zobaczą. To osoby, o których można powiedzieć, że mogą mieć wszelkiego rodzaju emocje poza radością.

Jednocześnie to ludzie wyrwani wprost z domów. Domów, w których mieszkali ze swoimi obyczajami. Ludzie mający swoje wieloletnie przyzwyczajenia.

- Ludzie mają swoje rytuały, wszyscy jesteśmy przyzwyczajeni do wielu codziennych rzeczy. Proszę pamiętać, że jak przyjeżdża taka rodzina - próbowałam się nawet postawić na miejscu takich osób - to przyjeżdża do nieznanego im wcześniej miejsca. Nie wie, czego się spodziewać. Jest rzucona pomiędzy obcych ludzi, obcą rodzinę. Więc się boi. Alei my, gospodarze, też się boimy. Będziemy dzielić prywatną przestrzeń z zupełnie obcą nam osobą, o której nic absolutnie nie wiemy. Emocje są po obu stronach.

Napisała pani w poradniku, że możemy nawet nie dostrzegać, że w naszym domu panują reguły zupełnie obce i nietypowe dla gości.

- Dam przykład. Już od rana, gdy tylko wstajemy, hałasujemy ekspresem do kawy. Czy jak w moim przypadku mikserem do koktajli. Po południu biegamy na orbitrekach, mamy inne zajęcia, potrzebujemy chwili spokoju po pracy, o czym każdy w rodzinie wie, ale o czym się na co dzień nie myśli. Tymczasem gdy ktoś nas odwiedza na czasem wiele dni, musimy sobie zdać z tego sprawę. Ale nie musimy tego przerywać, możemy śmiało powiedzieć o tym, że tak jest. Jednak też uwzględnić obyczaje gości. Zapytać o nie. Co zwykle jedzą na śniadanie, jak wygląda u nich ten czy inny rytuał. Bo oni je wniosą do naszego życia. Z doświadczenia wiem, ze takie osoby trafiające pod czyjś dach często się dostosowują, nie jest to duży problem.

Są też bardziej wymierne czynniki, mniej sympatyczne. To nie jest tak, że udostępniamy pokój, robimy więcej kanapek na śniadanie, jesteśmy mili i to wystarczy.

- Od razu trzeba uwzględnić wiele rzeczy. Przyjęcie gości to dodatkowe koszty. Za chwilę skoczą nam opłaty za wodę, prąd czy śmieci. To poświęcony przez nas czas na załatwianie różnych drobiazgów, na dowiezienie do lekarza czy urzędu. Gospodarze muszą to wziąć na siebie, a pamiętajmy, że mimo chęci nie każdy jest w stanie udźwignąć ten ciężar.

Co pani powie osobie, która reaguje emocjami: "Mam dwa pokoje, biorę uchodźców natychmiast"?

- Powiedziałabym na pewno: "Cudownie, że chcesz pomóc. Ale zastanów się, czy dasz radę mieć u siebie osobę obcą, po przejściach wyjątkowo traumatycznych, np. osobę w całkowitej rozpaczy". Pamiętajmy, że niezależnie od chęci trzeba być też świadomym tego, że jest masa rzeczy, które na nas działają, pobudzają określone emocje. Że żyjemy w pewnym rytmie i zaburzenie tego rytmu nie zawsze może być dla nas dobre. Pomaganie jest bardzo wyczerpujące. Chcemy i lubimy to robić, ale nie zapominajmy w tym o sobie. Czy nam czegoś w tej sytuacji nie brakuje. Nawet najsilniejsze osoby potrzebują resetu. Mamy określone zasoby.

Ale i te obiecane zasoby mieszkaniowe również warto dokładniej  sprawdzić.

− Często chodzi o rzeczy, o których nie mamy pojęcia. To nie tylko ręczniki, pościel, lecz także na przykład stan pokoju, który udostępniamy, Sprawdźmy też np., czy nie zostawiamy w nim rzeczy, po które jednak czasem sięgamy. Bo jednak będziemy przeszkadzać naszym gościom. A oni także potrzebują swojej intymności, a nie gospodarzy wpadających co chwilę do ich pokoju po deskę do prasowania.

Specjaliści podkreślają, a chętni do pomocy nie zdają sobie sprawy z tego, że mamy do czynienia z osobami, które doświadczyły lub były świadkami traumatycznego zdarzeń, np. cierpiących na PTSD (zespół stresu pourazowego). Czy jest się czego obawiać?

- PTSD pierwszy raz zostało zdiagnozowane po wojnie w Wietnamie. Ale nie dotyczy to tylko działań wojennych, to też katastrofy oraz inne tragedie. Tzw. wydarzenia traumatyczne, czyli sytuacje, w których ktoś poniósł śmierć, doznał obrażeń lub istniała groźba śmierci, poważnych obrażeń albo utraty fizycznej i psychicznej integralności. Reakcję na tego typu zdarzenia charakteryzuje intensywny strach, bezradność, poczucie horroru. Po przeżyciu traumatycznego wydarzenia normalne jest, że czujemy się przestraszeni, smutni i rozdrażnieni. A jeśli ten stan nie mija, a my cierpimy i czujemy się tak, jakbyśmy wciąż byli w niebezpieczeństwie, być może cierpimy z powodu zespołu stresu pourazowego (PTSD). Ale jak wspomniałam, mówimy o stanie, który się utrzymuje przez wiele miesięcy, bo pierwsze dni to z reguły jest szok.

Pytam o to, bo niektórzy z naszych gości mogą się zachowywać w sposób, którego na początku nie zrozumiemy. W poradniku napisała pani: "nie odbieraj pewnych objawów osobiście". Bo to osoby, które mogą się wydawać w naszych oczach dziwne, patrzyć na nas dziwnie, nic nie mówić, mało reagować.

- Na pewno musimy wziąć pod uwagę, że takie osoby mogą się czasem zachowywać w sposób nawet irracjonalny, np. ignorować wszystkich dookoła, być w swoim świecie. Albo wręcz zbyt głośne, krzykliwe, co odbierzemy jako agresję, choć ta "agresja" nie będzie wymierzona w nas. Trzeba o tym wiedzieć, być na to przygotowanym...

...oraz pamiętać o tym, że nie jesteśmy jednak Supermanami, że możemy zwyczajnie nie dać rady. Wtedy warto zwrócić się o profesjonalną pomoc.

− Gospodarze - może nieładnie to zabrzmi - dowodzą. Jeśli stwierdzą, że nie są w stanie, że możliwości były mniejsze niż chęci, niech zwrócą się do koordynatora fundacji lub kogoś innego, kto im pomoże w tej sytuacji. To w żadnym wypadku nie będzie oznaczało, ze nie daliśmy rady lub że jesteśmy słabi. Bo przecież na co dzień nie mamy do czynienia z tego typu sytuacjami. W pewnym momencie możemy po prostu nie wiedzieć, co się dzieje i jak sobie z tym poradzić.

A co z poczuciem wyższości? Pomogłem ci, więc bądź dla mnie grzeczny? Co, jeśli czujemy brak wdzięczności od tych, którym pomogliśmy?

- Chyba bym się tego nie obawiała. W tej chwili siedzi w nas duża potrzeba pomocy, chyba raczej pojawi się u nas myśl: "Pomogłem, jestem wielki, jestem super!". I niech sobie to ludzie mają. Nie odbierajmy im tego, niech będą dumni, a najlepiej, jeśli to poczucie przekładane jest na czynienie dobra.

Cały czas mówimy właściwie o dorosłych, a przecież pod dach przyjmiemy też dzieci, które nie za bardzo wiedzą, co się stało, dlaczego musiały uciekać.

− Najgorsze jest to, ze dzieci w takich sytuacjach tracą poczucie omnipotencji, wszechmocy - że dadzą radę, że mogą wszystko. Nagle okazuje się, że jest coś, co jest ponad nimi. Co sprawia, że tracą kontrolę, a świat wokół nich nie jest już taki jak ten, w którym się urodziły. Jednocześnie dzieci mają niesamowite radary, widzą, słyszą i rozumieją więcej, niż dorośli sobie to wyobrażają. Wiec one, patrząc na rozedrganą mamę, płaczącego tatę, szybko dostrzegają, ze coś jest nie tak. Nie ma co przed nimi ukrywać, trzeba rozmawiać, ale jak? Na przykład, jeśli stoimy i patrzymy na dziecko z góry, może ono źle się w tym czuć. Pochylmy się, by rozmawiać z nim na wysokości oczu. Z nastolatkami rozmawiajmy raczej jak z dorosłymi, bo one zwykle są przewrażliwione na punkcie tego, że są już dorosłe. Dajmy im to poczucie, ale nie "parentyfikujmy", bo to wciąż dzieci. Nie mówmy im: "Twój tata jest na wojnie, więc teraz ty musisz przejąć obowiązki i być głową rodziny". To nie tylko rada dla rodziców-gości, ale również rodziców-gospodarzy.

Pamiętajmy też, że mamy nasze własne pociechy.

A te mogą poczuć się w tej sytuacji odsunięte. Mieć żal, że nie poświęcamy im tyle czasu co zwykle. Mogą wtedy zachowywać się niegrzecznie. Nie słuchać, być agresywne. To z reguły będzie sygnał: "Czuję się niezaopiekowany, zajmij się mną". Na to też zwracamy w poradniku uwagę.

A co z nami samymi? Niezależnie od chęci, od siły może się zdarzyć, że je stracimy. Do tego dojdzie utrata cierpliwości. W końcu dajemy z siebie sporo energii. Po kilku dniach baterie przestaną nam działać. Dojdzie irytacja.

- To punkt "Zadbaj o siebie". Jeśli dajemy z siebie wszystko w każdym momencie, w pewnym momencie poczujemy się wypaleni. "O tej porze powinienem być na siłowni lub basenie, a tymczasem siedzę w domu i zajmuję się gośćmi" - pomyślimy. Więc mówię na to: zajmij się sobą, idź na tę siłownię czy basen, Dawanie siebie w stu procentach 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu nie jest dobrym wyjściem. Okazujmy ciepło i wsparcie, ale nie zapominajmy o sobie.

Martwię się, czy po przeczytaniu tej rozmowy ludzie nie zniechęcą się do pomocy. Na pewno ostudzi ona zapał, ale czy nie będzie tak, że niektórzy zrezygnują w ogóle?

− Mam nadzieję, że osiągniemy odwrotny skutek, że tą rozmową raczej rozwiejemy wiele obaw u osób, które się jeszcze wahają, że teraz, jak już się ludzie dowiedzą, jak się przygotować, jak działać, jak pomagać, zgłoszą swoją chęć do przyjęcia uchodźców u siebie. To jest bardzo ważny i wspaniały gest. To jest jedna z najbardziej praktycznych form pomocy, jakiej możemy udzielić osobom uciekającym z własnego kraju przed wojną i znajdujących się w kryzysie.

"Poradnik dla osób goszczących uchodźców z Ukrainy" przygotowany dla Fundacji HumanDoc pobrać można pod tym linkiem.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    komentarze poniżej to doskonały przykład tego, o czym bohaterka mówiła;

    zastanówcie się może nad tym i spróbujcie zrozumieć problem, zamiast pałać świętym oburzeniem; tak, pomoc jest jak najbardziej pożądana i chwalebna, ale po prostu nie każdy udźwignie tę jej formę;

    wystarczy przypomnieć sobie ulgę po ostatniej kilkudniowej wizycie dalekiej rodziny, a potem uświadomić sobie, że te dni mogą zamienić się w tygodnie, a ta rodzina nie jest tylko daleka, ale zupełnie obca, i w dodatku w mało rozrywkowym nastroju; no a my niekoniecznie jesteśmy ekstrawertykami...

    pomagajmy tak, jak możemy i potrafimy, tyle;
    @aneka72
    Dziękuję
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    Artykuł fajny i pomocny. Byłoby dobrze, gdyby państwo ogłosiło, na ile można liczyć na pomoc np w kwestii opłat za prąd i jedzenie bo po prostu nie każdego stać opłacać dodatkowe duże koszty, a chce pomóc i ma miejsce w domu. Serce ludzie mają, ale mają też prawo się bać czy podołają. Mam nadzieję, że podołamy - i goście, i gospodarze, że wniesie to wiele dobra do naszego życia.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    myślę że jeden akapit jest w tym tekście cenny:

    "Jeśli stwierdzą, że nie są w stanie, że możliwości były mniejsze niż chęci, niech zwrócą się do koordynatora Fundacji lub kogoś innego, kto nam pomoże w tej sytuacji. To w żadnym wypadku nie będzie oznaczało, ze nie daliśmy rady lub że jesteśmy słabi. Bo przecież na co dzień nie mamy do czynienia z tego typu sytuacją. W pewnym momencie możemy po prostu nie wiedzieć, co się dzieje i jak sobie z tym poradzić."

    a poza tym brakuje mi tu jednego, trzeba na starcie sobie powiedzieć na jaką perspektywę czasową jesteśmy gotowi - miesiąc, pół roku, czy więcej? postawienie sprawy jasno na starcie pozwala uniknąć nieporozumień i łatwiej jest też do tego deadline'u wytrzymać, a też zawsze można ten okres przedłużyć
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    Pomagam przy pakowaniu zebranych rzeczy dla Ukrainy, wpłaciłam datek na pomoc Ukrainie.Tyle mogę zrobić.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    Szkoda, że nie ma jak pomagać ludziom na podlaskich mokradłach. Gdyby pani psycholog wytłumaczyła jak sobie poradzić ze smutkiem, że Polacy to rasiście.
    @Labe_20
    Czuję podobnie. Tj.bardzo cieszy mnie zryw Polaków, by pomóc Ukraińcom (sama się przyłączyłam), ale wciąż myślę o tych nieszczęśnikach na granicy z Białorusią. Czy ogół naszego społeczeństwa wreszcie zaakceptuje fakt, że to też są ludzie w potrzebie i im też należy pomóc? Nawet jeśli będzie to tylko ogrzanie, nakarmienie, umożliwienie wymycia się, a następnie - po negatywnym rozpatrzeniu wniosku o azyl - odesłanie samolotem do domu... Do lepsze niż śmierć z zimna i głodu gdzieś w lesie!
    już oceniałe(a)ś
    5
    1
    Czy są jakieś dane ilu uchodźców zatrzymuje się u Ukraińców mieszkających w Polsce, rodziny, znajomych?
    Co robi rząd aby trochę finansowo odciążyć pomagających? Na razie to wszystko wygląda na grass root działalność. I napewno pani psycholog jest just a phone call away aby posłużyć pomocą pro bono.
    @erna
    Słowacja planuje dopłacać po 200 euro za każdego dorosłego i 100 za dziecko, a u nas ......
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Ku... mać, oczywiście, że tak. To też jest nasza wojna!
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    co za artykuł? jak zaczniemy się zastanawiać to nikomu nie pomożemy. To się robi spontanicznie, z empatią.
    A gdybyśmy to my znaleźli się w takiej sytuacji? A dzieci? Zawsze jakoś to będzie, trzeba też prosić innych o pomoc jak nie dajemy rady. mierz siłę na zamiary nie zamiar podług sił.
    @ew@
    a jak to się robi w praktyce? te pomiary?...
    już oceniałe(a)ś
    3
    0
    @ew@
    Absolutnie nie. Takie spontaniczne zrywy empatii są piękne, ale pożyteczne tylko w perspektywie krótkofalowej. A tego przecież nikt nie może zagwarantować. Lepiej sprawę gruntownie przemyśleć, niż później patrzeć wilkiem na osoby, którym chcieliśmy pomóc. Analogiczna sytuacja jest z dziećmi oddawanymi przez rodziców adopcyjnych, czy adoptowanymi zwierzętami oddawanymi po niedługim czasie do schroniska. Wiem, że to przykre, co piszę, ale niestety boleśnie prawdziwe. Wiedzą o tym doskonale osoby, które na co dzień pracują w instytucjach pomocowych. Stąd ten poradnik.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0