Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Drodzy Czytelnicy,

ostatnich sześć lat było niezwykle trudnych dla wolnych mediów, w szczególności prasy. Zawsze jednak staraliśmy się postępować tak, by naszymi problemami nie zaprzątać głowy naszych Czytelników. Wszyscy Państwo w czasach pisowskiej opresji dosyć mają własnych problemów.

Jednak nie możemy dłużej wobec Państwa milczeć. „Gazeta Wyborcza" jest Wasza, „Wyborcza" to Wy – i jako klubowicze, i jako prenumeratorzy, i jako nasi wierni Czytelnicy mają Państwo prawo wiedzieć, co się dzieje.

Dzięki ogromnemu wysiłkowi naszego zespołu, dzięki Państwa zaufaniu mamy dziś ponad 260 tys. prenumerat cyfrowych i jesteśmy pod tym względem w pierwszej dziesiątce europejskiej oraz w pierwszej dwudziestce światowej tytułów prasowych.

Mamy stabilne przychody i wypracowujemy zysk, który chcemy reinwestować w rozwój – w redakcję, w ludzi i technologię. Słowem, mamy sukces, który paradoksalnie stał się naszym problemem. Daje nam bowiem to, czego nie tolerują żadne zamordystyczne partie ani żadne pazerne i krótkowzroczne korporacje. Niezależność.

Z partią rządzącą – mimo zalewu pozwów (na dziś ok. 70), ataków mediów partyjnych, ekonomicznej dyskryminacji, problemów z kolportażem, hejterskich ataków na naszych dziennikarzy – dajemy sobie radę. Agresja partii rządzącej na naszą broniącą demokracji gazetę była i jest przewidywalna. Partia ta uznaje nas za wrogów i jest naszym wrogiem.

Gorzej z ludźmi, którzy podają się za naszych przyjaciół, deklarują pomoc i troskę. Strzeż nas, Panie, od przyjaciół, bo z wrogami poradzimy sobie sami.

Uderzenie znienacka

Od pięciu z górą miesięcy próbujemy zażegnać największy kryzys w historii „Gazety Wyborczej" wywołany przez Zarząd Agory. 8 czerwca prezes Zarządu Bartosz Hojka postanowił znienacka, bez konsultacji z kierownictwem „Wyborczej", wyrzucić naszego wydawcę, architekta naszego sukcesu Jerzego Wójcika, oraz połączyć „Wyborczą" z portalem Gazeta.pl, który z sukcesami idzie swoją drogą, by stworzyć szkodliwą mieszaninę nieprzystających do siebie treści i modeli biznesowych.

Agora szukała oszczędności, więc taki twór pozwoliłby zwolnić część dziennikarzy. Co gorsza, chciano nas pozbawić kontroli nad naszymi subskrypcjami, które są fundamentem finansowej niezależności „Wyborczej" dzisiaj i w przyszłości.

O swych zamiarach Zarząd Agory poinformował nas kilka godzin przed ich ogłoszeniem. Solidarna postawa naszego zespołu, kierownictwa redakcji i wielu przyjaciół „Wyborczej" zapobiegła temu potrójnemu – etycznemu, politycznemu i biznesowemu – błędowi.

Panujący od miesiąca względny spokój między nami a Zarządem nie oznaczał jednak – jak chcieliśmy wierzyć – wygaszenia kryzysu. Zarząd wykorzystał ten czas na przygotowanie nowej wojny z „Wyborczą".

We wtorek, 23 listopada, Bartosz Hojka – znowu znienacka – zwolnił dyscyplinarnie Jerzego Wójcika, naszego wydawcę. Znają Państwo te metody. Teraz to się robi z domu. Zdalnie. Po 30 latach pracy przychodzi e-mail, potem odłączają konto pocztowe, nie działa karta, zabierają telefon, komputer. I za drzwi. Żadnych praw. Tak wygląda „etyka" w spółce, której management ma pełne usta wzniosłych słów. A tu, proszę, podłe sponiewieranie pracownika.

„Wyborcza" jest Wasza

Gdyby tylko Zarząd Agory wykazywał się taką samą konsekwencją w prowadzeniu swego biznesu jak w polowaniu na wydawcę „Wyborczej", to akcja spółki warta byłaby dziś 800 złotych, a nie osiem.

W istocie nie chodzi tu o konflikt personalny, do którego Zarząd fałszywie redukuje problem. Chodzi o to, do kogo należy „Gazeta Wyborcza".

Czy do Czytelników i ludzi, którzy w redakcji zostawili całe swoje życie? Czy do „macherów od cashu" i Excela?

Czy „Wyborcza" będzie nadal domem polskiej demokratycznej inteligencji? Czy ma być generatorem wyżyłowanego zysku dla spółki? Innymi słowy: czy z trudem wypracowane przez „Wyborczą" zyski będą inwestowane w niezbędny rozwój, czy też zabierane przez korporację.

Czy, wreszcie, będzie to nowoczesna gazeta konkurująca z innymi doinwestowanymi przez światowych gigantów mediami? Czy może -– jak to ujął szef rady nadzorczej Agory – jedynie „13 procentami wartości spółki", czyli konglomeratu rozrywkowo-medialnego stawiającego na fast food i popcorn.

Wiedzcie więc, Drodzy Czytelnicy, przyjaciele spod sądów, uczestnicy protestów w obronie konstytucji i ze Strajku Kobiet, obrońcy praw prześladowanych mniejszości, obrońcy Unii Europejskiej, obrońcy naszej planety, działacze społeczni i samorządowi – Wasza „Wyborcza" jest dziś zakładnikiem ludzi o mentalności „13 proc.".

Niszczyciele

Zapytają Państwo: po co to wszystko? Czy chodzi im – i to akurat teraz, pod tą autorytarną władzą – o zarzynanie „Wyborczej", niszczenie jej sukcesu, wywoływanie w zespole niepokoju, osłabianie tytułu i marki, a tym samym neutralizowanie „Gazety Wyborczej" w jej misji obrony demokracji w Polsce?

Pytamy więc publicznie ten Zarząd: Bartosza Hojkę, Annę Kryńską, Tomasza Jagiełłę, Tomasza Grabowskiego, Agnieszkę Siuzdak, a także patronującą im Wandę Rapaczyński: Czy to wasza zajadła mściwość, głupota, czy błąd?

Pytamy też naszą „matkę założycielkę", właścicielkę złotej akcji Helenę Łuczywo. Jest to pytanie bolesne dla zespołu i kierownictwa redakcji: Dlaczego na to wszystko pozwalasz? Heleno, dlaczego godzisz się na powolne niszczenie także dzieła swego życia? Czy naprawdę uważasz, że o los „Wyborczej" lepiej zadba korporacja niż sam zespół „Gazety Wyborczej"?

Nie mamy odpowiedzi na te pytania. Nie wiemy, jaki jest skryty plan, który za tym stoi, ale wiemy, że ten Zarząd działa na szkodę „Gazety Wyborczej", że jest dla „Wyborczej" po prostu niebezpieczny. Zasiadają w nim ludzie, którzy nie mają pojęcia, na czym polega wydawanie nowoczesnej gazety, a właśnie zwolnili jednego z najlepszych specjalistów na rynku, bo się im nie podlizywał.

To nie przejdzie

Zwolnienie dyscyplinarne naszego wydawcy zostało wręczone z naruszeniem prawa pracy i jest nieskuteczne. Redaktor naczelny Adam Michnik powołał dziś Jerzego Wójcika na stanowisko zastępcy redaktora naczelnego ds. rozwoju. Kwestionowanie tego faktu przez spółkę Agora i uniemożliwianie mu wykonywania powierzonych przez naczelnego obowiązków potraktujemy jako kolejną napaść Zarządu na niezależność „Wyborczej".

Niczego dobrego już się nie spodziewamy po tym Zarządzie. Dlatego nie do niego kierujemy ten list, lecz do Państwa – prawdziwych właścicieli „Wyborczej".

Jedyne, co ludzie z Zarządu mogliby zrobić, to nie wtrącać się, wydzielić „Wyborczą" w osobną spółkę albo odejść. Nie robią ani pierwszego, ani drugiego, ani trzeciego.

Oświadczamy więc: kierownictwo „Gazety Wyborczej" całkowicie utraciło do Zarządu Agory zaufanie i składa wobec niego wotum nieufności.

Adam Michnik (redaktor naczelny), Jarosław Kurski (pierwszy zastępca redaktora naczelnego)

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.