Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Za kilkanaście dni przestanie obowiązywać stan wyjątkowy. Co będzie dalej? – zapytał premiera Mateusza Morawieckiego poseł Tomasz Zimoch z Polski 2050 na nadzwyczajnym posiedzeniu Sejmu we wtorek. I nie był jedynym, który chciał się dowiedzieć, co rząd szykuje po zakończeniu 2 grudnia stanu wyjątkowego w przygranicznych gminach. Nie można go już przedłużyć, bo konstytucja pozwala na to tylko raz.

Szef rządu odpowiedział tylko, że na pewno "nie wprowadzimy stanu wojennego".

Budowa muru pod specjalnym nadzorem

Politycy z obozu władzy, z którymi rozmawialiśmy, mówią, że analizowanych jest kilka wariantów. - Zawsze jest możliwość, że 2 grudnia nic się nie wydarzy i nie będzie żadnego nowego stanu wyjątkowego, żadnych ograniczeń. Patrząc jednak na to, co teraz się dzieje, nie sądzę, żeby taka sytuacja była możliwa – tłumaczy nam ważny polityk PiS.

I tłumaczy: - Teoretycznie i zgodnie z prawem po 2 grudnia moglibyśmy odczekać dwa dni i znów wprowadzić stan wyjątkowy. Cytując jednak Waldemara Pawlaka z „Nocnej zmiany", powiem tak: „Jest to trochę gangsterski chwyt", i raczej nie jest to w tej chwili rozważane.

Ale jest opcja, którą władza sprawdza. – Objąć tereny przygraniczne specjalnym rozporządzeniem wojewody, który przecież jest przedstawicielem rządu w terenie – słyszymy od polityka z centrali PiS przy Nowogrodzkiej.

Zgodnie z ustawą wojewoda może np. wydać „rozporządzenia porządkowe, jeżeli jest to niezbędne do ochrony życia, zdrowia lub mienia oraz do zapewnienia porządku, spokoju i bezpieczeństwa publicznego". Za ich łamanie jest kara grzywny.

– Mamy jeszcze 21 dni, żeby zadecydować co dalej. Poza tym na granicy rozpocznie się też budowa płotu, a to oznacza, że będzie tam jeden wielki plac budowy. A zatem dochodzi kolejna okoliczność, którą musimy wziąć pod uwagę i która może być powodem obostrzeń – mówi ważny polityk obozu władzy.

Kiedy wpuszczą dziennikarzy?

Wciąż nie wiadomo, kiedy na teren przy granicy z Białorusią będą mogli wjechać dziennikarze. Władza nie chce ich tam wpuszczać. W środę premier Morawiecki stwierdził, że rząd „rozważa utworzenie odpowiedniego ośrodka blisko granicy, gdzie dziennikarze mieliby szybszy dostęp do informacji i osób mieszkających w pasie przygranicznym".

Zakaz pracy dla dziennikarzy wyjaśniał tak: - Pamiętacie państwo działania sprzed dwóch miesięcy, kiedy nasza granica stała się polem popisów różnych osób. Obecność kamer była zachętą dla niektórych, by eskalować te zdarzenia i urządzanie spektakli. Dzisiaj sytuacja jest na tyle napięta, że mogłoby to stworzyć bezpośrednie zagrożenie dla dziennikarzy i osób postronnych.

Dziennikarzy na granicę wpuściłby szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Paweł Soloch, „bo media odgrywają znaczną rolę w zwalczaniu propagandy Aleksandra Łukaszenki. Pod warunkiem, że "media będą zachowywały się w sposób odpowiedzialny".

- Wierzę, że jest to możliwe. Tym bardziej że to, z czym mamy do czynienia w tej chwili, w znacznej mierze rozgrywa się w sferze medialnej. To walka o świadomość wewnątrz społeczeństwa. Media mają tu do spełnienia bardzo ważną rolę. Być może w niektórych sytuacjach wręcz kluczową – mówił w środę na antenie Radia Szczecin.

Kilka dni temu wiceszef MSZ Piotr Wawrzyk radził dziennikarzom, by pojechali relacjonować sytuację na Białoruś. Reżim Aleksandra Łukaszenki organizuje takie wycieczki dla wybranych mediów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.