Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rząd zbierze się we wtorek o godzinie 11 i zadecyduje, czy przedłużyć stan wyjątkowy na granicy z Białorusią. Sprawa jest praktycznie przesądzona.

Rzecznik rządu Piotr Müller poinformował, że to premier Mateusz Morawiecki wprowadził do porządku obrad „kwestię przedłużenia stanu wyjątkowego". "Sytuacja na granicy polsko-białoruskiej jest nadal bardzo poważna i wymaga szczególnych działań" – napisał na Twitterze.

Wcześniej na konferencji prasowej szef MSWiA i koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński zapowiedział, że będzie ministrom rekomendował wydłużenie stanu wyjątkowego o 60 dni.

PiS: Polacy są za szczelnością granic

Według naszych rozmówców PiS i rząd robią badania opinii publicznej w tej sprawie. – Polacy odbierają szturm na naszą granicę jako naruszenie miru domowego, wiedzą, że to akcja Łukaszenki, są za szczelnością granic. Dlatego im więcej opozycja nas atakuje, tym bardziej nam to służy – słyszymy od ważnego polityka obozu władzy. Zwraca uwagę, że dlatego rządzący więcej mówią o zorganizowanej akcji władz Białorusi, a mniej atakują samych uchodźców.

W poniedziałek minister Kamiński stwierdził, że „zmalał opór na granicach Litwy i Łotwy, a napór skupił się na granicy z Polską". A "sytuacja jest bardzo napięta, dochodzi do szeregu prowokacyjnych incydentów z udziałem funkcjonariuszy mundurowych służb białoruskich i do prób masowego łamania integralności naszej granicy".

- Nie mówimy tutaj o żadnych ruchach uchodźczych, ale o spowodowanej ruchami politycznymi masowej nielegalnej migracji. Osoby, które próbują forsować naszą granicę, nie są w żaden sposób zagrożone na Białorusi. Są tam zapraszane przez reżim Łukaszenki i używane przez niego jako broń ze względów politycznych – przekonywał Kamiński.

Podawał statystyki: - Od sierpnia mamy około 9,4 tys. prób nielegalnego przekroczenia polskiej granicy. W wypadku 8,2 tys. prób zostało to udaremnione. Mamy około 1,2 tys. zatrzymanych nielegalnych migrantów.

Przekaz o zagrożeniu organizatorzy konferencji wzmocnili specjalną prezentacją o nielegalnych imigrantach, którzy są teraz w ośrodkach Straży Granicznej. Kolejne slajdy to nowe informacje: „2/3 badanych osób zostało wytypowanych do głębokiej weryfikacji z uwagi na zagrożenie dla bezpieczeństwa RP". „25 proc. badanych" ma mieć „niebezpieczne" powiązania i udział w praktykach „niezgodnych z prawem", co dziesiąta osoba ma mieć związek z „organizacjami terrorystycznymi, przestępczością kryminalną, przemytem ludźmi".

I dalej: „Zidentyfikowano materiały" świadczące o „doświadczeniu bojowym". „1/5 badanych posiada związki z terytorium Federacji Rosyjskiej", co próbują ukryć. Służby zidentyfikowały również dowody na działalność pedofilską i dowody zoofilii – tak mówił komendant główny Straży Granicznej gen.Tomasz Praga.

W prezentacji były też zdjęcia z przejętych telefonów: egzekucja w Afganistanie, zrzuty rozmów jako dowód „powiązań z Państwem Islamskim", planu trasy podróży w rosyjskim metrze, a innego - zdjęcie pod Kremlem – jako dowód na związki z Federacją Rosyjską. Kamiński zapewnił, że każdy z wątków „nielegalnej działalności" zostanie dokładnie zbadany.

O prowokacjach wobec funkcjonariuszy Straży Granicznej mówił minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. Wymieniał: strzały w powietrze, symulowanie rzutów granatami na polską stronę, zostawianie na oczach polskich żołnierzy i funkcjonariuszy Straży Granicznej podejrzanych pakunków i podbieganie oraz niszczenie zapór granicznych.

Po południu ministrowie spotkali się z posłami sejmowej komisji MSWiA. Padły głównie te same argumenty. Rzecznik koordynatora służb Stanisław Żaryn przedstawił prezentację złożoną ze zdjęć znalezionych w telefonach uchodźców. Wśród nich były m.in. fotografie umundurowanych żołnierzy armii irackiej oraz sił bezpieczeństwa Afganistanu. Nie dodał, że do tej pory byli to sojusznicy polskich żołnierzy uczestniczących w misjach bojowych w Iraku i w Afganistanie.

Będzie łatwiej przedłużyć stan wyjątkowy

2 września prezydent Andrzej Duda podpisał na wniosek rządu rozporządzenie o wprowadzeniu na 30 dni stanu wyjątkowego na obszarze województw podlaskiego i lubelskiego, graniczących z Białorusią. Cztery dni później Sejm podtrzymał wniosek głowy państwa, bo do odrzucenia potrzebna jest bezwzględna większość głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. 

Teraz procedura będzie ta sama: rząd, prezydent, na końcu Sejm. I na ostatniej prostej politycy PiS chcą zmian. Od trzech dni w Sejmie jest projekt nowych zapisów w regulaminie izby. Obóz władzy chce nowego rozdziału pt. „Postępowania w sprawach dotyczących stanów nadzwyczajnych". A w nim zapisać, by wniosek o uchylenie rozporządzenia „o wprowadzeniu stanu nadzwyczajnego Sejm rozstrzygał bezwzględną większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów", ale wniosek o przedłużenie stanu nadzwyczajnego tylko „zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów".

Co oznacza, że stan nadzwyczajny łatwiej przedłużyć, niż uchylić.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.