Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pracownia Ipsos na nasze zlecenie od wtorku do czwartku przepytywała Polaków. Zapytaliśmy, czy to dobrze, czy źle, że na mocy stanu wyjątkowego władze zakazały dziennikarzom pracy w regionie przy granicy z Białorusią?

Od 2 września przy granicy polsko-białoruskiej, na którą docierają wysyłani przez reżim Łukaszenki migranci, trwa stan wyjątkowy. To oznacza wiele restrykcji, w tym zakaz pracy dziennikarzy. W efekcie opinia publiczna w Polsce musi korzystać w dużej mierze z oficjalnych komunikatów Straży Granicznej. Czyli naprawdę mało wiemy o tym, co tam się dzieje, w jakich warunkach przebywają migranci i jak są traktowani przez nasze służby.

To naprawdę fundamentalna sprawa: wolność słowa i prawo do rzetelnej informacji to ważne wartości w każdym demokratycznym państwie, mamy je zapisane w konstytucji. Nie można ich odwołać, zawiesić ani zlikwidować rozporządzeniem. Zgodnie z podpisaną przez Polskę europejską konwencją praw człowieka „każdy człowiek ma wolność otrzymywania informacji bez ingerencji władz publicznych, zaś rolą dziennikarzy w państwie demokratycznym jest informowanie społeczeństwa o sprawach budzących istotne zainteresowanie społeczne".

I dlatego dziennikarze „Gazety Wyborczej" i wielu innych mediów, w sumie aż 43 redakcje i organizacje dziennikarskie (tu pełna >>lista), będą informować, co się dzieje w strefie stanu wyjątkowego.

A tam umierają ludzie, kilka dni temu Straż Graniczna informowała o czterech zgonach.

"Żeby nie było śladów"

6 września Rzecznik Praw Obywatelskich przypomniał, że obecność mediów jest szczególnie uzasadniona w sytuacjach, które „wiążą się bezpośrednio z podstawowymi prawami człowieka", a wyłączenie dostępu do informacji publicznej dla dziennikarzy „zwiększa ryzyko niekontrolowanego rozprzestrzeniania się nieprawdziwych i niezweryfikowanych informacji lub spekulacji, w szczególności w mediach społecznościowych".

- Absurdalny stan wyjątkowy, na który się godzimy, wydaje się wprowadzony po to, żeby nie było śladów – mówiła w sobotę Agnieszka Holland ze sceny 46. Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni (została nagrodzona za całokształt twórczości).

No więc ślady pozostaną.

I jak pokazuje nasze badanie, Polacy oczekują, że dziennikarze będą patrzeć władzy na ręce.

Na nasze pytanie, „czy to dobrze, czy źle, że na mocy stanu wyjątkowego władze zakazały dziennikarzom pracy w regionie przy granicy z Białorusią?", 59 proc. osób odparło, że to źle (18 proc. - raczej, i aż 41 proc. - zdecydowanie źle). Że dobrze - 35 proc. (19 proc. - zdecydowanie, a 16 proc. - raczej).

Wyborcy PiS się wyróżniają

To sprawa czysto partyjna - tylko wyborcy PiS w większości popierają zakaz dla dziennikarzy - 78 proc. ocenia, że to dobra decyzja, 14 proc. - że zła.

Wyborcy pozostałych partii (z wyjątkiem Konfederacji, tu jest tyle samo odpowiedzi negatywnych i pozytywnych, 45 i 44 proc.) kategorycznie ten zakaz potępiają. 94 - Koalicji Obywatelskiej, 90 proc. wśród wyborców Lewicy, 81 proc. - wśród wyborców Polski 2050.

Prześwietlania działań władzy na granicy oczekują badani we wszystkich grupach demograficznych. Wyjątek to grupa najstarszych, powyżej 60 lat. Tu odpowiedzi, że ten zakaz jest dobry i zły jest tyle samo.

Najbardziej niezadowoleni z zakazu dla dziennikarzy są mieszkańcy największych miast, dobrze wykształceni i najmłodsi badani.

Sondaż Ipsos zrealizowany metodą CATI w dniach 21-23 września 2021 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 1000 dorosłych Polaków

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.