Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorkami apelu są doktorantki Katarzyna Czarnota i Marta Górczyńska. Czarnota jest socjolożką, pracuje nad doktoratem poświęconym zjawisku migracji i rasizmu. Górczyńska jest prawniczką współpracującą z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, pisze doktorat o zjawisku push-backów. Ostatnie dni spędziły na podejmowaniu interwencji w ramach działań Grupy Granica wzdłuż pasu strefy stanu wyjątkowego.

Treść apelu: 

 Ogłoszenie w Polsce 2 września stanu wyjątkowego było decyzją podyktowaną chęcią uniemożliwienia działań prawniczkom i prawnikom, mediom, organizacjom pozarządowym oraz aktywistkom i aktywistom wykonującym pracę związaną z monitoringiem i dokumentacją, czyli patrzeniem władzy na ręce. Przebywając blisko strefy objętej stanem wyjątkowym, apelujemy o interwencję!

Nasze codzienne działania potwierdzają, że w większości przypadków osoby, do których udało nam się dotrzeć, bez naszej pomocy prawdopodobnie by zginęły. Ci, których udaje nam się znaleźć, nierzadko są w stanie absolutnego wycieńczenia.

Wykonujemy pracę, której w tym państwie nikt inny nie podejmuje, a która powinna być wykonywana przez wszystkie dostępne na miejscu służby mające formalny obowiązek ratowania ofiar sytuacji określanej przez polski rząd w kategoriach konfliktu o charakterze polityczno-militarnym z Białorusią („wojna hybrydowa").

Na teren objęty stanem wyjątkowym powinny być natychmiast wysłane zarówno karetki pogotowia, medycy czy PCK, jak i wszystkie instytucje czy organizacje, które są w stanie odnaleźć osoby migrujące i udzielić im natychmiastowej pomocy.

Obecnie pod hasłem „zapobiegania nielegalnej migracji" zabrania się pracy jednostkom ratującym życie i zdrowie, nie pozwalając na interwencje lekarzy i medyków. Coraz częściej spotykamy się z odmową udzielenia pomocy, słysząc od dyspozytorów „Nie obchodzi nas, czy ktoś umiera, czy nie. To są nielegalni imigranci".

Obecnie nie mówimy już o kryzysie politycznym związanym z wykorzystywaniem przez dyktatorów i przemytników braku bezpiecznej drogi i niedziałania mechanizmów poszukiwania ochrony międzynarodowej, ale o kryzysie humanitarnym. Naszym podstawowym obowiązkiem jest dokonanie wszelkich starań, by nikt więcej nie zginął na polskiej granicy.

Nie wiemy, ile osób zginęło w lasach

Rozporządzenie wprowadzające stan wyjątkowy praktycznie odcięło społeczeństwo od danych statystycznych o rzeczywistej liczbie wywózek na Białoruś. Nikt nie może monitorować, dokumentować ani raportować sytuacji z terenów przygranicznych. Nie wiemy, ile osób zginęło w lasach, ani w ilu miejscach leżą skrajnie wyczerpane osoby, które umierają. Dzieje się to zupełnie po cichu.

Z ogólnodostępnych danych i statystyk podawanych przez polski rząd możemy pozyskiwać tylko pośrednie informacje. Natomiast o skali zjawiska uświadamiają nas osoby, którym udaje się z nami skontaktować przez media społecznościowe. 

Jako grupa licząca jedynie około 10 osób, tylko w ciągu dwóch ostatnich dni uratowaliśmy życie 11 osobom i odnotowaliśmy 40 zgłoszeń od osób będących w drodze i poddanych (czasami wielokrotnym) wywózkom.

Mieszkańcy obszaru objętego stanem wyjątkowym również nie wiedzą, co się dzieje. Z jednej strony są przerażeni skalą dramatycznych widoków, z drugiej nie wiedzą, co robić, gdyż rząd nastraszył ich uchodźcami jako osobami, które rzekomo stanowią zagrożenie.

Stopień dehumanizacji, który dziś obserwujemy, znajduje odniesienie w wydarzeniach II wojny światowej. To właśnie w jej wyniku ustanowiono konwencję genewską, która miała chronić przed okrucieństwami wojny i umożliwiać ochronę międzynarodową.

Polska jako jeden z nielicznych krajów Europy od lat 90. ubiegłego wieku nie prowadzi polityki migracyjnej – nie ma dokumentu o tej nazwie. Działania, jakie były dotychczas wykonywane, są raczej nastawione na deportacje w imię obrony bezpieczeństwa niż udzielenie ochrony, czyli zapewnienie bezpieczeństwa.

Jednak w tym momencie najważniejszą potrzebą jest niesienie pomocy, by nie dopuścić do kolejnych śmierci. Nie ma czasu na dyskusję na temat nieadekwatności samej konwencji genewskiej do obecnych konfliktów i przyczyn migracji, jak np. kryzys klimatyczny czy skrajne ubóstwo. 

Polityka przemocy i bezsilności

Jeżeli sytuacja się nie zmieni, po zniesieniu stanu wyjątkowego w lasach znajdziemy masowe groby uchodźców, którzy próbowali się dostać do Polski czy innych krajów UE i nie uzyskali pomocy. Jako aktywiści nie mamy wstępu do strefy i działamy poza nią. Za wejście na obszar objęty stanem wyjątkowym grozi nam internowanie. Coraz częściej osoby niosące pomoc są postrzegane jako zagrożenie dla państwa jedynie dlatego, że ujawniają jego skrajną przemoc i nieudolność w politycznych rozgrywkach. Uważamy, że na ten obszar powinny natychmiast wjechać przedstawiciele wszelkich organizacji monitorujących prawa człowieka. Oczekujemy, że takie decyzje zapadną, i jednocześnie wzywamy wszystkich, by wsparli wszelkimi działaniami konieczność interwencji.

Obecna „polityka bezpieczeństwa" to polityka przemocy i bezsilności. Dowodzą tego zarówno konkretne projekty i decyzje, jak i obrazy czy opisy sytuacji z granic. Zamiast rozwiązań polegających na tworzeniu bezpiecznych dróg migracji i systemów ochrony przed przemytnikami, ludzi wrzuca się w ich ręce. Zasieki sprawiają jedynie, że kolejne osoby zmuszone są wybierać dłuższą i najbardziej niebezpieczną drogę, a to z kolei sprawia, że coraz więcej z nich ginie.

Czas zacząć myśleć o tym, kto poniesie konsekwencje za śmierć tych osób, kto poinformuje ich rodziny i zajmie się pochówkiem. Za tę sytuację odpowiedzialni są wydający rozkazy! Tym, którzy je wykonują, należy przypominać o obowiązku odmowy. Odmowy zabijania i dehumanizacji.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.