Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„To, przez co teraz przechodzę, jest też dla Was. Uwierz mi, wierz w to, co robię i jak się zachowuję. Inaczej się nie da. Wiem, że to trudne. Ale jeśli jest trudno, to nie powód, by płakać i lamentować, targować się, wykręcać" – tak w kwietniu pisał Andrzej do rodziny, gdy przebywał jeszcze w mińskim areszcie Wołodarka.

Trafił tam pod koniec marca. Władze zarzuciły mu – i czterem innym działaczkom Związku Polaków na Białorusi, w tym prezes Andżelice Borys – złamanie paragrafu 130 kodeksu karnego, czyli "umyślne działania mające na celu podżeganie do nienawiści narodowej i religijnej oraz niezgody na podstawie przynależności narodowej, religijnej, językowej i innej, a także rehabilitację nazizmu popełnioną przez grupę osób". Oficjalną przyczyną do wszczęcia postępowania karnego stały się obchody „dnia żołnierzy wyklętych", zorganizowane przez działaczy w Grodnie. Grozi za to nawet 12 lat więzienia.

Reżim Łukaszenki uznał bowiem, że trzeba brutalnie spacyfikować wszystkich, którzy upominają się o demokrację i sprawiedliwość, którzy informują świat o tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą oraz nie zgadzają się, by dyktator w bezczelny sposób ich okradł.

Bo i Łukaszenka, i Białorusini, i my wszyscy doskonale wiemy, że dyktator przegrał prezydenckie wybory ze Swiatłaną Cichanouską. I tylko dzięki powszechnemu terrorowi, posuwając się nawet do morderstw, wciąż jest u władzy. A tysiące dzielnych Białorusinek i Białorusinów płacą za swą odwagę ogromną cenę.  

Jedną z takich osób jest Andrzej Poczobut, korespondent „Wyborczej" na Białorusi. Z Wołodarki został przeniesiony do owianego złą sławą więzienia Żodzino. Za kratkami ludzie dyktatora odmawiali mu dostępu do leków, przeszedł też ciężkie zakażenie koronawirusem. Nie dopuszczano do niego adwokatów i ograniczono kontakty z rodziną – żoną Oksaną i dwójką dzieci.

W sobotę minie pół roku od czasu, gdy Andrzej Poczobut został uwięziony. Dlatego od 20:30 na fasadzie Pałacu Kultury i Nauki, od strony ul. Marszałkowskiej, przez całą noc będziemy wyświetlać poświęconą mu animację i żądać jego uwolnienia.

Zapraszamy też wszystkich, którzy chcą oddać hołd jemu oraz represjonowanym Białorusinkom i Białorusinom, przed PKiN, od strony głównego wejścia do Pałacu. Jeśli macie, przynieście biało-czerwono-białe flagi wolnej Białorusi i biało-czerwone flagi polskie.

Odczytamy list od Swiatłany Cichanouskiej, będą przemawiać Adam Michnik, redaktor naczelny „Wyborczej", i Paweł Łatuszka, były ambasador Białorusi w Warszawie, dziś członek opozycyjnej Rady Koordynacyjnej. A białoruska pieśniarka Nasta Niakrasava wykona „Mury" Jacka Kaczmarskiego przy akompaniamencie Jacka Kleyffa. Będziemy to wszystko transmitować na Wyborcza.pl.

Pokażmy, że Andrzej Poczobut – choć daleko stąd i za kratkami – nie jest sam.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.