Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Sprawa kilkudziesięciu uchodźców, którzy od kilkunastu dni nie mogą przekroczyć granicy polsko-białoruskiej, stała się najważniejszym politycznym tematem w Polsce. Co na jej temat mówią przedstawiciele poszczególnych opcji?

"Sytuacja ma charakter sztuczny"

Szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Jakub Kumoch poinformował, że prezydent Andrzej Duda w sprawie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej oraz litewsko-białoruskiej rozmawiał z prezydentem Litwy Gitanasem Nausedą. W opinii ministra sytuacja z uchodźcami ma charakter sztuczny i jest wywołana przez reżim Aleksandra Łukaszenki. - Ci ludzie są zmuszeni, wypychani za granicę, za nimi są uzbrojone służby białoruskie - tłumaczył. Ocenił tę sytuację jako "obrazę godności człowieka".

Minister nie odpowiedział jasno, jak powinna postąpić Polska z grupką uchodźców, którzy znaleźli się na pasie ziemi niczyjej. Zdaniem ministra ich obecność jest elementem wojny hybrydowej.

Wcześniej Maciej Wąsik, zastępca koordynatora ds. służb specjalnych, chwalił się na Twitterze 150 kilometrami postawionych na granicy zasieków. 

Koalicja Obywatelska: Przepisy w Schengen są jednoznaczne

Do tematu kryzysu na granicy odniósł się Donald Tusk podczas konferencji w Gołdapi. Tusk skrytykował Jarosława Kaczyńskiego i Andrzeja Dudę za milczenie w sprawie uchodźców.

Podkreślał: – Oczekiwałbym konkretnych decyzji i informacji, w jaki sposób będzie chroniona nasza granica. Polska jest w strefie Schengen i przepisy są tutaj jednoznaczne. Nikt nie ma prawa przekroczyć granic naszego państwa poza punktami do tego wyznaczonymi.

Były szef Rady Europejskiej spekulował, że może dojść do celowego przekierowywania strumienia uchodźców w stronę polskiej granicy.

- Chciałbym wiedzieć od rządzących w Polsce, czy będą oczekiwali pomocy choćby Frontexu. Dobrze byłoby, aby polski rząd przedstawił informację na temat współpracy dotyczącej sytuacji na granicach z Białorusią i z Litwą, która od dłuższego czasu już przeżywa tę presję organizowaną przez Łukaszenkę. Ważne jest, byśmy szybko ustalili sposób postępowania na wschodniej granicy Polski z innymi państwami - stwierdził Tusk. 

Na granicy z Białorusią, gdzie koczują uchodźcy, byli wczoraj posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński. 

- Mieliśmy spotkania w Łomży. Kiedy usłyszeliśmy, co się dzieje, uznaliśmy, że nie można tego tak zostawić - opowiada Joński "Wyborczej". - Pojechaliśmy do sklepu i kupiliśmy, co było można. Głównie jedzenie i śpiwory. Ku naszemu zdziwieniu, na miejscu spotkaliśmy się z komendantem straży granicznej, który powiedział, że ma odgórny zakaz i uchodźcom nie można niczego przekazać. 

Joński zaznacza, że nie wie nic o ludziach na granicy. Nie mógł z nimi porozmawiać. 

- Ale jeśli dzieciaki śpią w temperaturze sześciu stopni, ludzkim odruchem powinna być pomoc. Dlatego tam wynegocjowaliśmy, że możemy zostawić to, co przywieźliśmy. W nocy podobno rzeczy trafiły do uchodźców - relacjonuje poseł. 

Przypomina też, że w Sejmie działa parlamentarny zespół ds. pomocy humanitarnej, który w ostatnich dniach zintensyfikował działania. W sprawie postulatów do strony rządzącej wymienia powołanie pełnomocnika ds. pomocy humanitarnej, który koordynowałby działania.   

Jan Grabiec z PO zwraca uwagę, że podstawowym problemem jest brak informacji ze strony rządu.

- Nie znamy stanowiska najważniejszych osób w państwie - w kwestii tego, jak oceniają ten kryzys i jego skalę, i tego, co dzieje się na granicy Litwy z Białorusią i w Afganistanie. Rząd jest spóźniony ze wszystkim, i ze stanowiskiem, analizą, ewakuacją, a także z przygotowaniem odpowiedzialnej polityki w tym zakresie. Nie wiemy, jak wygląda stan rozmów z naszymi partnerami w UE. Wicepremier ds. bezpieczeństwa wyjechał sobie na urlop, prezydent podobnie. Nie wiemy, jak wyglądają obecne relacje polsko-białoruskie, czy coś uzgodniono, jakie są działania polskiej dyplomacji - wylicza w rozmowie z "Wyborczą".

Pytany o uchodźców na granicy zaznacza, że musimy działać w ramach prawa. - Polska musi chronić swoje granice, to kwestia odpowiedzialności przed obywatelami. Nie wolno sobie bez pozwolenia przekraczać granic w miejscu do tego nieprzeznaczonym, mamy przepisy dotyczące uzyskania statusu uchodźcy. Tu potrzebna jest bez wątpienia stanowcza reakcja Polski w porozumieniu z naszymi partnerami unijnymi - dodaje. - Większość działań wymaga jednak współpracy międzynarodowej, a na tej linii, jak wiemy, relacje z partnerami łatwe nie są i trudno będzie Polsce dziś się powoływać na solidarność europejską i oczekiwać wsparcia od partnerów UE - zaznacza.

- Czymś kompletnie bulwersującym jest natomiast próba rozpętania lęków i niepokojów dotyczących uchodźców. Straszenie uchodźcami to scenariusz putinowski. To dlatego przerzucani są oni na granice europejskie - by wywołać presję na Europejczyków. A poprzez wyborców na rządy poszczególnych państw. Ludzie uczestniczący w tej propagandzie zwyczajnie się kompromitują - podkreśla Grabiec.

Lewica: Zacząć od przestrzegania prawa

Szef klubu Lewicy Krzysztof Gawkowski poinformował, że posłowie i posłanki złożyli wniosek do prezydenta o zwołanie Rady Bezpieczeństwa Narodowego w związku z tematem kryzysu uchodźczego i problemów z pomocą humanitarną

Już wczoraj razem z fundacją Ocalenie na miejsce pojechał poseł Lewicy Maciej Konieczny. Próbował dostarczyć koczującym jedzenie i śpiwory. 

- Straż Graniczna na to nie pozwoliła, ale i tak, mimo wszystko, udało nam się przerzucić śpiwory przez granicę. Zostałem poinformowany, że łamię prawo i dokonałem przemytu - mówi "Wyborczej". Ale - ponieważ jest posłem - strażnicy nie mogli wyciągnąć wobec niego konsekwencji.

Konieczny ma jeden postulat: rząd powinien w sprawie uchodźców przestrzegać prawa. 

- Ci ludzie powinni nielegalnie przekroczyć granicę, a potem zostać aresztowani. I wtedy powinna się rozpocząć procedura azylowa. To prawo jest im odbierane - mówi Konieczny. 

Biernacki: Postawa rządu jest uzasadniona

Z kolei poseł Marek Biernacki, były koordynator ds. służb specjalnych w rządzie PO-PSL (wcześniej PO, w ostatnich wyborach startował z list PSL), uważa, że to, co robi polski rząd, jest uzasadnione.

- Wpuszczenie tych osób będzie sygnałem dla imigrantów chociażby z Afganistanu, że przez Polskę można przejść, droga jest otwarta. Trzeba pamiętać, że to są nielegalni imigranci, którzy wchodzą od strony białoruskiej, ale naszej granicy formalnie nie przekroczyli. Od dawna były sygnały, że obozy takich uchodźców są na Białorusi, a teraz w ramach wojny hybrydowej, którą Łukaszenka próbuje toczyć z Europą, w tym z Polską i Litwą, zaczyna nam ich podsyłać, wykorzystując trudną sytuację tych ludzi - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Miłosz Motyka, rzecznik PSL: Poseł Biernacki reprezentuje wyłącznie własne stanowisko. Zaś PSL uważa, że jeśli Polska ma pomóc, musi mieć do tego odpowiednie narzędzia - zarówno własne, jak i być przygotowanym na to, co zadeklaruje UE w tej sprawie. Uważam, że Polska jest w stanie wygospodarować miejsca dla sierot, matek z dziećmi czy osób w wieku szkolnym, których np. rodzice zostali w kraju. Nie zgadzamy się natomiast na automatyczną relokację uchodźców. Uważamy też, że UE, widząc, ile to sprawiło problemów, też będzie przeciw takiemu rozwiązaniu. Pytanie tylko, na ile rząd jest gotowy na takie natychmiastowe działania? Bo jak na razie premier jeździ po kraju i opowiada dyrdymały, a prezydent szusuje w Juracie i dmucha kraba.

Bosak: Nie jest rolą Polski transportować do siebie ludność z Azji

Konfederacja - co nie jest zaskoczeniem - sprzeciwia się "wszelkim tak zwanym relokacjom"

- W przypadku presji migracyjnej kluczowa jest ochrona granic, a w polityce azylowej indywidualne traktowanie każdego przypadku - mówi "Wyborczej" Krzysztof Bosak. - Co do zasady prawdziwi uchodźcy uciekają z reguły do najbliżej położnych państw i tam należy im pomagać. Nie jest dobrym pomysłem transport lotniczy uchodźców po całym świecie, przenoszenie ich w obce kulturowo i geograficznie środowisko.

Zdaniem Bosaka to, że w jakimś kraju zmienił się rząd, nie oznacza, że 30 milionów ludzi ma teraz ten kraj opuścić. - Nie jest rolą Polski transportować do siebie ludność z Azji. Wyjątkiem mogą być osoby zasłużone dla naszego kraju, pomagające np. naszemu kontyngentowi wojskowemu. Premier zapowiedział już, że kilkadziesiąt osób z Afganistanu wywieziemy. Ale to są osoby nam znane z imienia i nazwiska, które jawnie pomagały Polakom, a z drugiej strony są to osoby, wobec których mamy zobowiązanie za tę pomoc, jako rewanż - dodaje. 

Co z innymi? - Nie ma podstaw do tego, by Polska traktowała Afgańczyków inaczej niż Hindusów, Uzbeków czy Tadżyków. Tam są miliony ludzi, które chciałby się dostać do UE. Świat jest pełen konfliktów i napięć i nie można sądzić naiwnie, że rozładujemy te napięcia, przenosząc ludzi z terenów ogarniętych konfliktami do naszego kraju - mówi Bosak. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.