Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dzięciołowski włamanie do swojej poczty internetowej i na konto na Facebooku nazywa atakiem. Uważa, że ma to związek z działalnością fundacji na rzecz białoruskiej opozycji. - Na szczęście włamanie nie wiąże się bezpośrednio z działalnością fundacji, staramy się bardzo precyzyjnie oddzielić przestrzeń zawodową od prywatnej - powiedział Dzięciołowski PAP.

O włamaniu, do którego doszło w środę ok. godz. 14, poinformowali go znajomi. Zaniepokoiły ich maile wysyłane z adresu prezesa FSM o treści "dyskredytującej zaangażowanie państwa polskiego w pomoc dla białoruskiej opozycji".

"Nieprzypadkowo uderzono w tematykę białoruską"

- Jestem pewien, że nieprzypadkowo obszar, w który uderzono, to tematyka białoruska. (...) Generalnie obszar działań na rzecz białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego jest poddany wielorakiej presji ze strony, jak mniemam, połączonych służb rosyjskich i białoruskich - twierdzi Dzięciołowski. Przekonuje też, że dostęp do skrzynki pocztowej udało się odzyskać "stosunkowo szybko". Ale pracuje jeszcze  nad "odzyskaniem kontroli nad kontem na Facebooku".

Przypomnijmy, że od kilku dni na komunikatorze Telegram publikowane są maile, które mogą pochodzić z prywatnej skrzynki mailowej posła PiS i szefa kancelarii premiera Michała Dworczyka. Ten przyznał, że włamano się do jego poczty, ale zapewniał, że "w skrzynce mailowej będącej przedmiotem ataku hakerskiego nie znajdowały się żadne informacje, które miały charakter niejawny, zastrzeżony, tajny lub ściśle tajny".

W serwisie Telegram opublikowane zostały jednak rzekome maile dotyczące m.in. uzbrojenia polskiej armii, planów użycia wojska przeciwko protestującym po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji oraz walki z pandemią koronawirusa.

Trudno tu mówić o ataku, bo Dworczyk do służbowej korespondencji używał prywatnej poczty, której nawet nie zabezpieczył. Nie ma śladu włamania. Ktoś wszedł na pocztę Dworczyka, znając jego login i hasło. Teraz komunikator Telegram ujawnia kolejne maile, z których widać, że prywatnymi kontami do omawiania spraw państwa posługiwał się nie tylko Dworczyk. Robił tak przez całe lata premier Morawiecki, wicepremier Jarosław Gowin, rzecznik rządu Piotr Müller, doradcy i ministrowie.

Nie wiadomo, kto stoi za akcją ani czy i jaka część ujawnianych informacji jest prawdziwa

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.