Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Społeczeństwo jest na tyle zastraszone, że boi się zmienić zdjęcie na Facebooku. Boi się rozmawiać ze swoimi rodzinami o tym, co się dzieje – mówiła polsko-białoruska aktywistka Jana Shostak podczas konferencji prasowej zorganizowanej w Warszawie dzień po tym, jak białoruskie władze zmusiły do lądowania w Mińsku samolot linii Ryanair z białoruskim opozycjonistą Romanem Protasiewiczem na pokładzie.

– Po wczorajszym wydarzeniu dostałem ponad tysiąc pogróżek, że będę kolejną osobą, którą reżim sprowadzi na Białoruś – dodał współzałożyciel portalu Nexta Sciapan Puciła. Dodał, że obawia się o swoje życie. – Muszę kontynuować to, co robię, co robiliśmy z Romanem. To jest kwestia naszego życia, ponieważ chcemy mieć wolny i niepodległy kraj. Jesteśmy uważani za jednych z największych wrogów na Białorusi – podkreślił. Dodał, że skala represji w historii niezależnej Białorusi nigdy wcześniej nie była tak duża, ale opozycjoniści zamierzają kontynuować walkę.

– Nie bez przypadku jestem tutaj cała roztrzepana, w brudnej biało-czerwono-białej sukience. Właśnie tacy, do cna zmęczeni, jesteśmy my wszyscy – mówiła z kolei polsko-białoruska aktywistka Jana Shostak. Zaapelowała też o wsparcie Unii Europejskiej. Stwierdziła, że najważniejsze są teraz sankcje i niewspieranie firm związanych z reżimem Łukaszenki. – Musimy wysyłać teraz znak SOS. Koniec milczenia. Chcemy wsparcia, bo inaczej te osoby, które znajdują się teraz na Białorusi, reżim ich po prostu zabije. My już nie możemy milczeć i wszystko, co nam pozostaje to minuta krzyku – powiedziała Shostak, po czym wzniosła okrzyk, który trwał 60 sekund.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.