Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W lutym 2006 r., kilka miesięcy po wygranych przez PiS wyborach prezydenckich i parlamentarnych, Jarosław Kaczyński wciąż czuł się głęboko zraniony i upokorzony przez media. Widział się jako ich ofiara.

PRZECZYTAJ LIST WYDAWCÓW I NADAWCÓW WS. "PODATKU SOLIDARNOŚCIOWEGO"

- Przez kilkanaście lat, z pewną przerwą, byłem przedmiotem permanentnego strasznego ataku [mediów]. A jestem głęboko przekonany, że to ja miałem rację. A ci, którzy mnie atakowali, tej racji nie mieli i po części nawet świadomie służyli bardzo złej sprawie. I dlatego o to mam pretensje - opowiadał Kaczyński w wywiadzie dla „Wyborczej” (tak, były takie czasy, że prezes PiS udzielał nam wywiadów).

Rana była głęboka, trauma silna, sprawiedliwości musiało stać się za dość. Jak? Nigdy więcej nie dopuścić do tego, by media były wolne, silne i niezależne od władzy Kaczyńskiego.

Dlatego gdy PiS wybory wygrywa, to zmienia prawo tak, by kontrolować media publiczne. Tak było po 2005 r. i tak jest po 2015 r. Tyle że teraz Kaczyński jest mądrzejszy. Już się nauczył, że media publiczne trzeba przejąć, by je wzmacniać. A media prywatne osłabiać - i też je przejąć.

Co się opłaca Polakom

To pierwsze już się stało. Po 2015 r., gdy PiS obsadził swoimi ludźmi telewizję publiczną i publiczne radio (od prezesa poprzez dziennikarzy, realizatorów, dźwiękowców, operatorów, montażystów i kierowników). I ładuje w nie tyle kasy co żadna poprzednia ekipa (choć wszystkie chciały, by media publiczne ich wspierały).

Latem 2016 r. i 2018 r. rząd PiS zgodził się, by TVP wyemitowała obligacje na łączną sumę 600 mln zł. Kupił je państwowy Bank Gospodarstwa Krajowego. W 2017 r. TVP dostała 800 mln zł kredytu z Funduszu Reprywatyzacyjnego, który miał być przeznaczony na wypłatę rekompensat za nacjonalizację po 1945 r. Tak zdecydowała ówczesna szefowa rządu Beata Szydło.

Pod koniec 2017 r. rząd PiS tak znowelizował budżet, by przekazać na media publiczne kolejne 980 mln zł jako rekompensatę za ulgi abonamentowe. Po roku rekompensata urosła do 1,2 mld zł, potem - już do 1,95 mld zł. I w tym roku media narodowe otrzymają 1,95 mld zł. Lwią część tej kwoty zgarnie TVP Jacka Kurskiego - to decyzja obsadzonej w całości przez obóz władzy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Efekt? TVP produkuje na co dzień rządową propagandę sukcesu, a przed wyborami (samorządowymi, europejskimi, parlamentarnymi czy prezydenckimi) leje się z anten Jacka Kurskiego wyborcza agitacja. W poniedziałek w głównym wydaniu „Wiadomości” TVP 1 usłyszałam informację, że „Polakom się opłaca, że rządzi Zjednoczona Prawica”.

Ja to widzę inaczej: Kaczyńskiemu się opłaca, że Kurski rządzi na Woronicza. I opłaca mu się TVP hojnie opłacać. Zresztą prezes Kurski wcale nie kryje, że to dzięki jego programom PiS wygrało wybory w 2019 i 2020 r.

A to nie koniec wspierania przychylnych mediów. Do tygodnika "Sieci" i portalu wPolityce.pl braci Karnowskich czy "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza płynie strumień pieniędzy w postaci reklam spółek skarbu państwa. Te same spółki mają zakaz dawania reklam "Wyborczej" czy TVN.

Warto w tym momencie przypomnieć, że w latach 90. środowisko polityczne Jarosława Kaczyńskiego przejęło popularną popołudniówkę "Express Wieczorny", zamieniło ją w tubę propagandową, co spowodowało spadek sprzedaży. W 1993 r. Kaczyński i spółka sprzedali "Express..." szwajcarskiemu wydawnictwu za odpowiednik 2,59 mln zł.

Kaczyński: Musimy mieć własne media

Kaczyński wyciągnął lekcję z własnych błędów z przeszłości, kiedy nie doceniał wpływu mediów na wyborcze decyzje Polaków. Nie tylko publicznych. Dlatego od 2015 r. prezes PiS wiele razy zapowiadał, że zrobi porządek i z mediami prywatnymi.

– Powinniśmy krok po kroku, oczywiście w zgodzie z regułami państw cywilizowanych, czyli wykupując te media, doprowadzić do tego, aby były one polskie – mówił w maju 2016 r. Potem, gdy media z kapitałem zagranicznym krytykowały obóz PiS, Kaczyński wracał do zarzutów, że nie reprezentują polskiej racji stanu.

Hasło: "Media w Polsce powinny być polskie", powróciło tuż po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach prezydenckich latem zeszłego roku. Dlaczego? Bo Kaczyński był przekonany, że Duda wygrał mimo „inspirowanego z zewnątrz frontu medialnego”.

I dlatego obiecał, że postara się ”doprowadzić do tego, że mediów, które patrzą na rzeczywistość bardziej realistycznie, będzie więcej niż w tej chwili. W tym kierunku będziemy próbować działać”.

I dopiął swego. Na początku grudnia Orlen ogłosił, że kupuje Polskę Press, potężny koncern medialny - 20 (z 24) regionalnych dzienników, drukarnie i portale internetowe (te ostatnie mają ok. 17,5 mln użytkowników). UOKiK właśnie dał zgodę na ten zakup, choć jest to zagrożenie dla konkurencyjności na rynku mediów.

A dla Kaczyńskiego to jedna z "najlepszych wiadomości", jakie usłyszał w ciągu ostatnich lat. - Bo to pierwszy krok w drugą stronę. My pozbawiliśmy się w wielkiej mierze mediów na rzecz czynników pozapolskich, głównie niemieckich, z ogromną stratą dla naszej suwerenności. Już nie jako państwa, tylko narodu, i z ogromnymi stratami w innych dziedzinach - mówił niedawno prezes PiS.

I dalej wywodził: - Musimy mieć własne media. Media niepolskie powinny być w naszym kraju wyjątkiem, i to takim, można powiedzieć, rzadkim wyjątkiem. To może niełatwe i na pewno nie krótka droga, ale to na pewno jedyna droga obrony naszej wolności, suwerenności. Jeżeli będziemy szli dalej tą drogą, która została rozpoczęta dzięki decyzjom prezesa Obajtka, to będziemy szli ku temu, by tę sytuację uzdrowić.

Kaczyński na tej drodze kroczy pewnie. PiS przygotował właśnie projekt ustawy „o dodatkowych przychodach NFZ, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w obszarze mediów”.

To uderzenie w media komercyjne i spełnienie marzeń Kaczyńskiego sprzed lat. Chodzi mu o osłabienie tych nadawców i wydawców, którzy są od PiS niezależni. I których "dobra zmiana" teraz przejąć nie jest w stanie, ale kiedy nowy podatek te media wykończy, to kto wie - może jakiś państwowy koncern je dla Kaczyńskiego wykupi? By je „uzdrowić”, rzecz jasna.

Tak wygląda chora demokracja.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.