Z Funduszem Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego wiąże się poważne zagrożenie dla wolności mediów. Poprzez ten fundusz rząd może ingerować w rynek mediów, zmniejszając wartość jednych uczestników, dając środki innym. I to jest niezwykle poważna sprawa.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agnieszka Kublik: Nowa danina, którą planuje rząd, składka od reklamy internetowej i konwencjonalnej, ma objąć nadawców telewizyjnych, radiowych, prasowych, kina, firmy obsługujące reklamę outdoorową i globalne firmy internetowe. Czy jakaś firma istniejąca na polskim rynku spełnia te wszystkie warunki?

Prof. Tadeusz Kowalski, Wydział Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego: – Nasuwa się natychmiast, że Agora….

Wydawca „Gazety Wyborczej”.

– Agora ma kina, które od roku są nieczynne, jest radio, jest outdoor, są gazety, czasopisma. Na pewno warunki te spełnia w dużej części także Cyfrowy Polsat, TVP w jakimś zakresie i firmy globalne typu Facebook i Google.

Wydawca „Newsweeka” i „Faktu”.

– Ależ oczywiście. Bauer, który ma radio, ma dużą grupę czasopism, jest właścicielem portalu internetowego. Ale chciałbym sprostować – to nie jest żadna składka.

Tak to nazywa rząd: „składka reklamowa”.

– Tak, to słowo jest cały czas używane w ustawie i w uzasadnieniu, ale zwracam uwagę, że oba dokumenty odsyłają do ordynacji podatkowej – jakby były jakieś wątpliwości. Bo to jest po prostu podatek.

Dlaczego nie składka? Jeżeli ktoś płaci składkę, zazwyczaj nabywa też jakieś uprawnienia z nią związane. Np. może chodzić do klubu i ćwiczyć, może uczestniczyć w spotkaniach jakiejś grupy, która się składa, może uczestniczyć w wyborze władz, może decydować – jeżeli jest to jakiś składkowy fundusz – o kierunkach wydawania.

W tym przypadku podmioty obłożone podatkiem nie mają żadnych praw, poza tym, że mogą składać wniosek o dofinansowanie różnych projektów. Ale nie mają absolutnie żadnego wpływu na to, jak środki będą rozdzielane, według jakich kryteriów. To jest element  państwowego przymusu. Pięciu smutnych, albo wesołych panów, może pań i panów, zdecyduje, jak wydać ogromne pieniądze.

„Szacuje się, że wpływy ze składki od reklam w 2022 roku mogą wynieść około 800 mln zł” – czytam na stronie rządu.

– O ile to jest prawidłowy szacunek, bo żadnych wyliczeń rząd nie przedstawił. Mamy więc do czynienia z kolejnym podatkiem, bo reklama już dostarcza budżetowi potężnych pieniędzy. Po pierwsze, bezpośrednio, ponieważ reklamy są obłożone VAT i według moich informacji sprzed kilku lat (bo nie mam dostępu do bieżących) wpływy VAT do budżetu z tytułu reklam wyniosły powyżej 2,5 mld zł. Po drugie, reklama powoduje wzrost popytu na produkty i usługi, państwo zyskuje na VAT. Po trzecie, nadawcy telewizyjni są obciążeni na rzecz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, podobnie zresztą, jak operatorzy kin, którzy muszą odprowadzać środki od każdego sprzedanego biletu.

A jeszcze prywatni nadawcy płacą za koncesje.

– No właśnie.

Przekonanie, że jest jakaś sfera, która nie jest opodatkowana i trzeba to zmienić, jest z gruntu nieprawdziwe.

Ale, jak widać, rządowi to nie przeszkadzało.

Ustawa się nazywa „o dodatkowych przychodach NFZ, Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków oraz utworzeniu Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w obszarze mediów”. W uzasadnieniu autorzy projektu piszą tak: „w związku z długofalowymi konsekwencjami pojawienia się i rozprzestrzeniania wirusa SARS-CoV2, oraz jego wpływem na zdrowie społeczeństwa ustawodawca widzi konieczność wprowadzenia szczególnych rozwiązań ułatwiających działań minimalizujących jego skutki dla zdrowia publicznego”. Przekonuje pana to uzasadnienie?

– Zupełnie nie. Z prostego powodu – media na co dzień wykonują wielką robotę w sprawie pandemii, promocji odpowiedzialnych zachowań, zachęty do szczepienia, informacji o stanie zdrowia.

Ponadto: nie jest określony czas trwania tych rozwiązań. Czyli co, zakładamy, że COVID będzie zawsze?

Z uzasadnienia wynika, że na czas „długofalowych konsekwencji”.

– Można je rozciągnąć na stulecie. Nie widzę absolutnie najmniejszego powodu, dla którego media miałyby się zrzucać na fundusz odnowy zabytków. Z pełnym szacunkiem dla zabytków i do potrzeby ich odnawiania, leży to w zakresie obowiązków państwa, władz krajowych i samorządowych, które z budżetu państwa i ze środków europejskich powinny o zabytki dbać. Media naprawdę nie mają z tym nic wspólnego, poza pisaniem o zabytkach i zachęcaniem do ich odnowy czy odwiedzin.

A dlaczego media miałyby zasilać budżet NFZ? Aż 50 proc. z tego nowego podatku miałoby właśnie zasilić NFZ.

– Nie rozumiem tego. Tzw. efekt fiskalny jest żaden. Biorąc pod uwagę wielomiliardowy budżet NFZ.

NFZ planuje w tym roku wydać 102 mld zł.

– No właśnie. A tymczasem rząd beztrosko wyrzuca 200 mln zł na podejrzane respiratory, bądź kupuje się maseczki od instruktora narciarstwa…

Albo wydaje 70 mln zł na wybory…

– …o których z góry było wiadomo, że się nie odbędą. To powoduje, że jako obywatel nie mam zaufania, że każdy grosz publiczny się liczy, że jest wydawany w sposób odpowiedzialny i rzetelny.

To jest jakiś wybieg, który być może jest próbą wytłumaczenia tej mniej zorientowanej opinii publicznej, że oto wprowadzamy nowy podatek, ale po to, żeby naród był zdrowy.

Wystarczyłoby mediom publicznym dać mniej pieniędzy i pieniądze na zdrowie by się znalazły.   

A rząd jest wobec swoich mediów hojny. Drugi raz z rzędu media narodowe dostają prawie 2 mld zł, wcześniej to było 1,2 mld zł i 980 mln zł. Opozycja proponowała, by tymi pieniędzmi wspomóc onkologię, ale rok temu dostała w odpowiedzi gest Lichockiej.

– Tak, to prawda, media publiczne są wręcz zalane publicznymi pieniędzmi i nieroztropnie nimi gospodarują. Słuchalność radia publicznego spadła o prawie 6 pkt. proc., co oznacza wiele milionów utraconych słuchaczy. Oglądalność telewizji publicznej nie wygląda najlepiej, nastąpił wyraźny podział na tych, którzy oglądają i tych, którzy w ogóle nie mają kontaktu z tym medium, a przecież wszyscy, jako społeczeństwo, je utrzymujemy. I tak docieramy do tego najważniejszego funduszu...

Funduszu Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów, który dostanie 30 proc. z nowego podatku.

– Cele tego funduszu, wymienione w uzasadnieniu, powiem szczerze są kuriozalne.

No to zacytuję: „Fundusz Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Obszarze Mediów ukierunkowany na finansowanie/dofinansowanie działań mających na celu: budowę platform dystrybucji informacji oraz analiz treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych, budowę i rozwój kanałów i platform informacyjnych (audycji radiowych i telewizyjnych, portali internetowych) skierowanych do osób o różnym poziomie kompetencji cyfrowych, promowanie polskiego dorobku kulturalnego oraz sportu, wspieranie rozwoju radiofonii i kinematografii, wspieranie badań na temat mediów oraz podnoszenie poziomu wiedzy społeczeństwa na temat zagrożeń w mediach, w szczególności cyfrowych”.

– Z uzasadnienia wynika, że jakaś część społeczeństwa ogólnie rzecz biorąc przestała rozumieć rzeczywistość na skutek pandemii, bo przeniosła się do internetu.

Chodzi o to zdanie: „Transfer wielu aktywności do przestrzeni online (…) wygenerował nowe wyzwania, tj. rozwarstwienie poziomu kompetencji cyfrowych, coraz większe trudności z oceną rzetelności pojawiających się w mediach informacji, a także utratę poczucia wspólnoty i więzi z tradycją oraz ograniczony dostęp do dóbr kultury i pomników wspólnego dziedzictwa…”?

– Takie uzasadnienie sobie po prostu wymyślono, bo jakieś musiało być – tak to odczytuję. W uzasadnieniu mowa jest jeszcze o obowiązku nasycania przestrzeni publicznej polskimi treściami.

A konkretnie chodzi o „wspieranie zwiększania udziału polskich treści w obszarze mediów”. Co to są „polskie treści”?

– Myślę, że to, o czym rozmawiamy, to są „polskie treści”.

Myślę, że chodzi o coś innego. Raczej o narodowe, tożsamościowe.

– „Polskie treści” to są treści akceptowane przez obecnie rządzących. Tak, „Narodowe”, koniecznie przez duże „N”.

I to jest głęboko niepokojące. Pięcioosobowa komisja, czyli trzech przedstawicieli ministra kultury i po jednym ministra właściwego do spraw informatyzacji i ministra właściwego do spraw finansów publicznych, będzie podejmować decyzje o milionach złotych. Czy będą trafiały do „braci posłusznych”? Pewnego miłośnika ryb, czyli wielkich sum z Torunia, oraz do siejących hejt i nienawiść tzw. mediów publicznych? Chyba o to chodzi.

A być może w perspektywie pojawi się jakaś grupa „naszych” inwestorów, którzy będą chętni do nabycia tych przedsięwzięć, które straciły na wartości? Będą inwestowali pod szczytnym hasłem –- zrobimy polskiego Facebooka, polskiego Googla, polskiego Apple’a. Wszystko to zrobimy, tak jak samochody elektryczne zrobiliśmy.

Dla mnie niepokojący jest przykład węgierski, tam wprowadzono właśnie taki podatek, który bardzo szybko przekształcił się de facto w narzędzie politycznego wpływu na sektor mediowy. Nie od razu, ale w ciągu kilku lat.

Spójrzmy też na ten nowy podatek z perspektywy zagranicznego inwestora, który już działa na polskim rynku, albo ma na niego wejść. Raptem orientuje się, że warunki ekonomiczne jego funkcjonowania się zmieniają, że będzie musiał ponosić dodatkowe ciężary podatkowe, które być może gdzie indziej nie występują. Może zdecydować o zaniechaniu inwestycji, o sprzedaży aktywów.

No i wielce prawdopodobnym skutkiem wprowadzenia tego podatku jest wzrost ceny reklam. Opodatkowane instytucje będą starały się uwzględnić w cenach konieczność zapłacenia tego podatku i  wcześniej czy później przełoży się to na ceny towarów i usług. Pieniądze na reklamy nie biorą się znikąd, one gdzieś muszą być rozliczone. Działalność reklamowa będzie po prostu droższa.

W jakie spółki to może najbardziej uderzyć, w nieduże gazety, małe rozgłośnie?

– Lokalne rynki reklamowe zazwyczaj nie są zbyt duże, każdy przychód się liczy. Myślę, że rentowność też nie jest bardzo wysoka. Podobnie jak w przypadku prasy codziennej, drukowanej, która przeżywa kryzys. Media się przeobrażają w cyfrowe, co wymaga sporych nakładów finansowych. Dołożenie dodatkowych ciężarów podatkowych bardzo komplikuje sytuację. Rząd w ogóle tego nie bierze pod uwagę: powstał przychód – płać; a jak upadniesz, to upadniesz – przynajmniej nie będziesz płacił.

Ustawa ma wejść w życie 1 lipca.

– Każdy, kto zna się trochę na rynku reklamy wie, że media większą część przychodów w ciągu roku osiągają w drugim półroczu. Płacąc za drugie półrocze, nie zapłacą podatku od połowy swoich rocznych przychodów, a od większej ich części – 55-60 proc.

I jeszcze jedna rzecz, na którą chciałem zwrócić uwagę, bo wydaje mi się ona mocno wątpliwa – podniesienie progu polskiej zawartości w programach telewizyjnych do 49 proc., a w przypadku radia nawet do 60 proc. Standard europejski to 33 proc. zawartości europejskich.

To oczywiście może być potraktowane jako pewien ukłon w stronę środowisk twórczych, że będzie więcej polskich piosenek. Może to jednak powodować odpływ pewnej części odbiorców, którzy chcą słuchać tego, na co mają ochotę, a nie tego, co na siłę będzie im oferowane, ponieważ trzeba wypełnić ustawowe limity. W przypadku radia zasada ma obowiązywać od godz. 5 do 24, czyli tylko między godziną 0 a 5 słuchacz mógłby w nim posłuchać czegoś więcej. To rozwiązanie wprowadzane tylnymi drzwiami, bo nadawcy planują swój program, mają pewne porozumienia, kupują z wyprzedzeniem licencje, np. filmowe, i muszą te filmy wyemitować w określonym czasie.

Zastanawiam się, na co faktycznie pójdą pieniądze z tego funduszu, bo przypominam, że w 2017 r. TVP dostała 800 mln zł kredytu z – uwaga! – Funduszu Reprywatyzacyjnego, który miał być przeznaczony na wypłatę rekompensat za nacjonalizację po 1945 r. Taką decyzję podjęła premier Szydło, kompletnie wbrew celom, dla których fundusz został powołany.

– Tak. Ale cechą tej władzy jest to, że daje swoim. Mamy teraz problem rozdziału środków z Funduszu Inwestycji Lokalnych: dostały je pisowskie gminy.

Powiedzmy sobie szczerze, pięcioro urzędników wyznaczonych przez innych urzędników, będzie postępowało jak urzędnicy, którzy w trosce o zachowanie stanowiska i pracy będą realizowali polecenia swoich politycznych szefów.

Z Funduszem Wsparcia Kultury i Dziedzictwa Narodowego wiąże się poważne zagrożenie dla wolności mediów. Poprzez ten fundusz rząd może ingerować w rynek mediów, zmniejszając wartość jednych uczestników, dając środki innym. I to jest niezwykle poważna sprawa.

Trzeba starać się uspołecznić ten fundusz, by zabrać władzy kolejną, bardzo kosztowną zabawkę do kontroli wolności słowa.

Prof. Tadeusz Kowalski
Prof. Tadeusz Kowalski  Fot. wdib.uw.edu.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    zabawka? Kosa za pazuchą
    już oceniałe(a)ś
    21
    0
    Niech się sami opodatkują.
    już oceniałe(a)ś
    19
    0
    a kiedy będzie podatek od Googla, You Tuba i FB? jakoś nie widzę zapału
    już oceniałe(a)ś
    15
    0
    Żądam 50-procentowego podatku od pissowskich kutasów.
    już oceniałe(a)ś
    8
    0
    To się nazywa pisowska tarcza pandemiczna jako "pomoc" dla mediów.
    Znaczy piątka Kaczyńskiego: łopata, wapno, zbiorowe zwłoki, dół kloaczny, amen.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Pan Prof. ma rację, główny /a może nawet jedyny/ beneficjent tego funduszu jest od dawna znany.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    Na branżę mediowo - reklamową żadnych podatków nie powinno się nakładać bo to jest niedemokratyczne i antywolnościowe. Co innego inne branże.
    @weber
    Branża mediowo-reklamowa płaci te same podatki co inne branże, więc masz w 100% rację. Nakładanie dodatkowych podatków i zasad skopiowanych od Wegrów, ponieważ te rozwiązania są niedemokratyczne i antywolnościowe.
    No ale co taki biedny pisi troll zakochany w bezzębnym kuternodze może wiedzieć o demokracji czy wolności?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    To nie jest podatek, to jest najzwyczajniejsza w świecie kradzież. Bo prasa lub telewizja wykonuje usługę polegającą na wydrukowaniu lub opublikowaniu reklamy. Ma z tego tytułu przychód od którego płaci podatek po odliczeniu kosztów funkcjonowania. Zabranie części przychodu przed opodatkowaniem jest skandalem Trudno o większe bezprawie nawet w kraju rządzonym przez złoczyńców i wrogów społeczeństwa
    już oceniałe(a)ś
    2
    0