Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polska w sprawie Białorusi gra drugie skrzypce – zauważają w Onecie Witold Jurasz i Kamil Turecki. Czołową rolę w polityce wschodniej UE przejęła Litwa, gdzie schroniła się Swiatłana Cichanouska, kandydatka na prezydenta. A może powinniśmy schować narodową dumę i powiedzieć jasno, że dla sprawy białoruskiej to lepiej?

To prawda: Litwa jest krajem uważniej słuchanym w sprawach Białorusi oraz prezentuje bardziej aktywną, zwartą i konsekwentną politykę wobec swojego południowego sąsiada. Autorzy Onetu zwracają uwagę na to, że tekst odezwy dwóch prezydentów – Gitanasa Nausedy (Litwa) i Andrzeja Dudy (Polska) – powstał w Wilnie i został dopiero przetłumaczony na Polski.

Poseł Paweł Zalewski twierdzi, że także ze strony litewskiej pojawiła się inspiracja, by o sytuacji w Mińsku wypowiedzieli się trzej ministrowie Trójkąta Weimarskiego.

Autorzy analizy wskazują na bałagan po polskiej stronie, gdzie każdy gra inną melodię: z jednej strony jest łagodny prezydent, z drugiej – teatralny premier Mateusz Morawiecki, który domaga się posiedzenia Rady Europejskiej. A szef MSZ Jacek Czaputowicz chodzi swoim ścieżkami. Dostaje się też Donaldowi Tuskowi za niezbyt przemyślane wypowiedzi.

Tak – przez lata polityka wschodnia była domeną polskiej dyplomacji, z której sami się wycofaliśmy. Tak – filozofia Okrągłego Stołu, w miarę bezkrwawego porozumienia satrapii z demokracją, była naszą specjalnością, którą obecnie postponujemy. Tak – demokracja i rządy prawa, które były naszym znakiem firmowym, stają się u nas kpiną.

Jednak z punktu widzenia sprawy białoruskiej ta zmiana może mieć też pozytywne skutki. Zaletą przywództwa litewskiego w sprawach białoruskich jest to, że wobec Wilna nie da się formułować takiego propagandowego zarzutu jak wobec Polski, że wspieranie demokracji na Białorusi ma służyć realizowaniu naszych celów imperialnych albo godnościowych. Z racji samej nawet wielkości kraju trudno wobec Litwy wysuwać oskarżenia, że ostatecznym celem jest aneksja części terytorium czy jakakolwiek militarna presja.

Litwa, co sama podkreśla, nie jest tak związana z polityką amerykańską, która działa na niektórych wschodnich partnerów prowokująco, bo rodzi nieunikniony konflikt z Rosją. Dlatego mimo panującego stanu napięcia relacje białorusko-litewskie są o wiele lepsze niźli te między Warszawą i Mińskiem.

Litwa jako spadkobierca Wielkiego Księstwa Litewskiego i znaku Pogoni ma równie istotne historyczne prawa, by czuć wspólnotę losów z mieszkańcami Grodna, Mińska czy Baranowicz.

Skoro więc Polska z różnych przyczyn nie może być już na forum Europy skutecznym ambasadorem sprawy białoruskiej, to pozwólmy działać Litwinom.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.