Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wczoraj pojawiły się informacje z Mińska o tym, że białoruska policja rozpędzała demonstrantów, używając polskiej amunicji. W swojej relacji Sławomir Sierakowski, dziennikarz Onetu i Krytyki Politycznej, wyrażał zdumienie, że dzieje się tak mimo iż Polska sprzeciwia się działaniom Aleksandra Łukaszenki wobec demonstrantów.

To nie pierwszy tego rodzaju przypadek. W 2014 roku podczas ukraińskiego Majdanu w miejscu, gdzie strzelali do demonstrantów funkcjonariusze ukraińskiej formacji Berkut, znaleziono dziesiątki łusek po polskiej amunicji do broni gładkolufowej. Opisywał to m.in. Piotr Andrusieczko. Problem polega jednak na tym, że wówczas Ukraina nie była objęta embargiem Unii Europejskiej.

Łuska zaprezentowana na fotografii przez Sierakowskiego nie pochodzi z amunicji gumowej, którą milicja białoruska strzelała do demonstrantów. To łuska od pocisku hukowego, które stosowane są jako element presji psychologicznej na demonstrujących.

Wczoraj wieczorem informacjom o sprzedaży tego rodzaju amunicji zaprzeczyło Ministerstwo Obrony Narodowej. Dziś na pytanie „Wyborczej” resort spraw zagranicznych stwierdził, że od momentu wejścia sankcji dotyczących Białorusi „MSZ nie opiniowało pozytywnie wniosków o wywóz jakiejkolwiek amunicji na Białoruś. Polska przestrzega wszystkich obowiązujących sankcji, w tym tych dot. Białorusi i według wiedzy Ministerstwa Spraw Zagranicznych ani w Ministerstwie Rozwoju, ani w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji nie zostało wydane żadne zezwolenie na obrót amunicją, która miałaby trafić na Białoruś”.

Informacja ze strony MSZ jest o tyle istotna, że zgodnie z polskim prawem wszystkie kontrakty dotyczące produkcji specjalnej muszą być przez tę instytucję opiniowane. Dodatkowo MSZ wskazuje, że sankcje wobec Białorusi rozpoczęły się już w 2006 roku i wówczas dotyczyły prezydenta Łukaszenki i niektórych urzędników. Obecnie obowiązują dwie decyzje UE: z 18 maja 2006 roku i 15 października 2012 roku.

Jak podkreśla MSZ, embargo obejmuje nie tylko sprzedaż na Białoruś wąsko rozumianej broni i amunicji: „zgodnie z przepisami UE, polskie podmioty (osoby fizyczne i prawne) nie mogą dokonywać sprzedaży oraz wywozu uzbrojenia, a także towarów służących do represji wewnętrznych”.

Skąd więc polska amunicja hukowa na Białorusi? Z tym pytaniem zwróciliśmy się do jej producenta – firmy FAM Pionki. Do popołudnia nie uzyskaliśmy jednak odpowiedzi. Według naszych informacji termin przydatności amunicji, w której używa się prochu szarego, nie może przekraczać 10 lat. Jeśli te normy były na Białorusi przestrzegane, pociski użyte w Mińsku zostały wyprodukowane w 2010 roku lub później.

Naboje ONS 2000 są używane przez polską policję. W 2017 roku w Fabryce Amunicji Myśliwskiej w Pionkach Komenda Główna Policji zamówiła 65 tys. takich pocisków.

Według naszych informacji FAM Pionki w ostatnich latach sprzedawały do wielu krajów nie tylko naboje, ale też ich elementy, czyli m.in. łuski 12/70 do pocisków stosowanych przez siły bezpieczeństwa do broni gładkolufowej.

– W niektórych krajach, szczególnie w przypadku braków w wyposażeniu, stosuje się elaborację amunicji, to znaczy po ich wystrzelaniu funkcjonariusze zbierają łuski po pociskach, by je zaopatrzyć w spłonki i przybitkę oraz napełnić prochem – mówi jeden z naszych informatorów.

To dodatkowo utrudnia ustalenie, skąd i kiedy wyprodukowane w Polsce pociski trafiły na Białoruś.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.