Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Po nocnych zamieszkach w Mińsku, Grodnie i Brześciu, po ogłoszeniu, że na Aleksandra Łukaszenkę głosowało przeszło 80 procent wyborców, na stronie Ministerstwa Spraw Zagranicznych ukazał się komunikat:

„W obliczu trwających na Białorusi wydarzeń MSZ RP wyraża głębokie zaniepokojenie brutalną pacyfikacją powyborczych manifestacji. Ostra reakcja sił porządkowych, użycie siły wobec pokojowo protestujących, arbitralne areszty są nie do zaakceptowania. Apelujemy do władz Białorusi, by zaprzestały działań eskalujących sytuację i zaczęły respektować podstawowe prawa człowieka”.

Trzy dni wcześniej poprzedzające wybory wspólne oświadczenie ministrów Trójkąta Weimarskiego: Francji, Niemiec i Polski mówiło o zaniepokojeniu rozwojem wydarzeń na Białorusi i opowiadało się za prawem Białorusinów do korzystania z podstawowych wolności.

Polska, najbliższy sąsiad Białorusi, kraju, z którym dzielimy historię i mniejszości narodowe, milczała, gdy odmawiano zarejestrowania się kandydatom niezależnym, służby prezydenta Aleksandra Łukaszenki aresztowały kolejnych potencjalnych kontrkandydatów prezydenta, gdy pacyfikowane były organizacje pozarządowe, a ludzie znikali z ulicy.

Prezydent Duda w orędziu zapomniał o Białorusi

Przez ostatnie 30 lat Polska, kraj „Solidarności”, był chorążym demokracji w tej części Europy i przykładem demokratycznej i pokojowej transformacji od komunistycznego autorytaryzmu ku demokracji. Prezydent Aleksander Kwaśniewski był rozjemcą podczas Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie, szef MSZ Radosław Sikorski wraz z szefem niemieckiego MSZ Guido Westerwelle w 2008 r. w imieniu UE namawiał Łukaszenkę na poluzowanie śruby, a w 2014 roku prowadził negocjacje na Majdanie. Prezydent Lech Kaczyński wspierał Gruzję w konflikcie z Rosją, tworząc koalicje państw Europy Środkowej. Dlaczego już takim chorążym demokracji nie jesteśmy? Czyżby dlatego, że i w przypadku polskich wyborów prezydenckich 2020 roku krystalicznymi standardami demokracji trudno się było pochwalić?

Najbardziej dojmująco cisza w sprawie Białorusi zwracała uwagę w orędziu prezydenta Andrzeja Dudy. Prezydent mówił o krajach wyszehradzkich, projekcie Trójmorza, wspieraniu Ukrainy, a o Białorusi, gdzie toczyła się gorąca kampania wyborcza, nawet nie wspomniał. Skromne demonstracje przed ambasadą Białorusi były organizowane przez opozycję i raczej nie były dostrzegane i wspierane przez polityków z prawej strony. Podczas ostatniej demonstracji w Szczecinie policjanci postanowili spisywać uczestników, bo jak wiadomo, demonstrowanie w Polsce nie jest mile widziane.

Milczenie w sprawie Białorusi i tego, co się tam dzieje, zapewne nie jest wynikiem jedynie krępujących podobieństw. Polska polityka ostatnich lat to proces gaśnięcia prestiżu Polski jako prymusa Unii Europejskiej w oczach naszych wschodnich sąsiadów i rewidowania prometejskich projektów polityki wschodniej. Jeszcze w 2013 roku, gdy to było modne, Jarosław Kaczyński jeździł na kijowski Majdan, a Jacek Kurski robił sobie selfie na tle protestujących. Ale po 2016 r. rząd PiS uznał Partnerstwo Wschodnie autorstwa ministrów Radosława Sikorskiego i Carla Bildta ze Szwecji, który utworzył Fundację Solidarności wspierającą demokrację na Wschodzie, za „projekt niemiecki wymyślony w gabinecie Angeli Merkel”.

Dlaczego PiS zachwalał "ciepłego człowieka" Łukaszenkę?

Politycy PiS rozpoczęli w 2016 roku wyjazdy na Białoruś, w Mińsku gościł ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki, roztaczając kolorową panoramę możliwości współpracy gospodarczej, wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, zaś marszałek Senatu Stanisław Karczewski wzruszony przyjęciem na Białorusi ogłosił w radiu Zet, że Aleksander Łukaszenka jest „ciepłym człowiekiem dbającym o rozwój kraju”.

Jeszcze rok temu do Warszawy przyjechał Michał Miasnikowicz, przewodniczący Rady Republiki Zgromadzenia Narodowego Białorusi, którego przyjął prezydent Andrzej Duda. Miasnikowicz, jeden z najbliższych współpracowników prezydenta, złożył nawet hołd Białorusinom – ofiarom Romualda Rajsa „Burego”. Łukaszenka został zaproszony do Warszawy na obchody 80-lecia wybuchu II wojny światowej. Miało to być wyróżnienie i przełamanie międzynarodowej izolacji wobec prezydenta Białorusi, ale zaproszenia nie przyjął, bo władze nie zaprosiły prezydenta Rosji W豉dimira Putina.

W cichych rozmowach z dziennikarzami politycy PiS tłumaczyli, że nowe, pragmatyczne podejście do sytuacji na Białorusi ma służyć zachowaniu przez ten kraj tego, co z punktu widzenia Polski ma znaczenie strategiczne – suwerenności. W domyśle (bo takie stwierdzenie explicite w ustach polskich dyplomatów się nie pojawiło) Łukaszenka, sprzeciwiający się budowie przez domagającą się przedłużenia dzierżawy obiektów wojskowych (w tym radaru dalekiego zasięgu Wołga pod Brześciem) Rosję bazy lotniczej w Bobrujsku wydaje się pewniejszym gwarantem suwerenności wobec Rosji niźli przedstawiciel opozycji, który nie ma wsparcia w organach siłowych Białorusi i jest identyfikowany przez Moskwę jako przedstawiciel kolejnej „kolorowej rewolucji”. Zapewne z tego powodu sam Łukaszenka zaraz po ogłoszeniu swojego startu w wyborach zadeklarował chęć budowania dobrych relacji z Warszawą, a w ostatnim wystąpieniu przed wyborami deklarował wolę współpracy z Zachodem.

Paweł Kowal – obecnie poseł KO, w przeszłości wiceminister spraw zagranicznych w rządzie PiS, pytany o ocenę ostatnich działań rządu PiS wobec Białorusi stwierdził: – Trudno jest oceniać coś co nie istnieje, a mam wrażenie, że u nas nie istnieje polityka zagraniczna, a szczególnie polityka wschodnia.

Jego zdaniem, dopiero w ostatnich dniach nasze władze zaczęły reagować prawidłowo, ale stało się to w sytuacji, gdy dalsze milczenie byłoby nieakceptowalne. Kowal uważa, że polskie władze popełniają błąd, łudząc się, iż Łukaszenka chce być niezależny od Moskwy. Przecież gdy dochodzi do jakiegokolwiek sprawdzianu, to Moskwa jest ostatecznym gwarantem jego władzy.

PiS-owscy stratedzy obudzili się o świcie po białoruskich wyborach

Polska była wśród krajów Unii Europejskiej, które w 2016 roku poparły zniesienie większości sankcji wobec Białorusi wprowadzonych rok wcześniej za sfałszowane wybory prezydenckie. Wówczas doceniona została wstrzemięźliwa polityka Mińska wobec konfliktu na Ukrainie. Pozostało do dziś embargo na broń (z wyjątkiem sprzętu do popularnego na Białorusi biatlonu).

Teraz prezydent Andrzej Duda wraz z prezydentem Litwy Gintasem Nausedą we wspólnym oświadczeniu, jako sąsiedzi Białorusi zaapelowali do władz białoruskich: „o pełne uznanie i przestrzeganie standardów demokratycznych”. Wezwali do „powstrzymania się od przemocy i do respektowania podstawowych praw człowieka i obywatela w tym praw mniejszości narodowych”.

Premier Mateusz Morawiecki wezwał przewodniczącego Rady Europejskiej Charlesa Michela oraz Ursulę von der Layen o zwołanie posiedzenia Rady Europejskiej w sprawie Białorusi. Jedynym narzędziem, jakim dysponuje Unia wobec Białorusi, jest przywrócenie sankcji w zakresie nie mniejszym niż te, które obowiązywały w roku 2016. Tyle że po miesiącach i latach milczenia dzisiejsza aktywność polskich władz jest kompletnie niezauważalna.

Artyku otwarty w ramach bezp豉tnego limitu

Wypr鏏uj prenumerat cyfrow Wyborczej

Nieograniczony dost瘼 do serwis闚 informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazyn闚 Wyborczej.