Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To zdjęcie doskonale pokazuje, jak bardzo potrzebujemy dziś rozdziału Kościoła od państwa. Zrobił je dziś, pod słynną figurą na Krakowskim Przedmieściu, jeden z moich współpracowników – pisze Szymon Hołownia na swojej stronie na Facebooku.

Partia, która myśli, że uciuła parę głosów, wysyłając policję, żeby strzegła kamiennego Jezusa przed żywymi ludźmi, gdy wahadło odwinie się w drugą stronę (a to nieuniknione) – straci ich, na zasadzie odreagowania, nieporównanie, o tysiące więcej.

Kościół, który nie rozumie, co czyni, gdy pozwala policji urządzać demonstrację siły pod figurą Tego, który nawet w obliczu oczywistej przemocy zabronił używania miecza i rozmawiał ze swoimi oprawcami – pokazuje ludziom, że nie rozumie nic ze swojego założycielskiego tekstu. A jeśli apostoł nie zrozumiał nic z powierzonego mu przesłania, po co w ogóle z nim iść, jak mu ufać?

Straci na tym państwo. Na lata przestaną mu ufać ci, którzy nie chcą w nim widzieć kancelarii parafialnej. Straci Kościół, który dokładnie zawsze w swojej historii tracił, gdy blatował się z władzą. Bo jeśli nie przekazuje nauki Jezusa, tylko opowieść o swoim komforcie – ludzie wzruszą ramionami i pójdą dalej, nie widząc w tym żadnej świeżości, wiarygodności i nowego sensu. O swój komfort dba każdy, wielkie mecyje.

Dla dobra państwa, dla dobra Kościoła – zabierzmy stamtąd policjantów. Zacznijmy rozmawiać. Zranieni czują się jedni, dotknięci – słusznie czy nie – czują się drudzy. Jeśli będzie trzeba – możemy zacząć w tym pośredniczyć. Naprawdę mamy teraz, w środku COViD-u i w tak pokręconym świecie, zbędną energię na kolejną domową wojnę?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.