Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aż 400 posłów zagłosowało za przyjęciem ustawy, która ma przygotować Polskę na epidemię koronawirusa.

Rządowy projekt wpłynął do Sejmu w niedzielę wieczorem, a już w poniedziałek zajęli się nim posłowie z komisji zdrowia. "Istnieje konieczność wprowadzenia szczególnych rozwiązań umożliwiających podejmowanie działań minimalizujących zagrożenie dla zdrowia publicznego" – czytamy w uzasadnieniu.

Rządowa propozycja zakłada, że pracodawca może polecić swoim podwładnym pracę z domu. W przypadku zamknięcia placówek oświaty rodzice, którzy nie mogą pracować, bo muszą opiekować się dziećmi, otrzymają dodatkowy zasiłek (nie dłużej jednak niż przez 14 dni).

Koronawirus wyłącza odpowiedzialność władzy

Ale w projekcie zawarto również wiele zapisów budzących wątpliwości opozycji. Przedsiębiorcom i innym podmiotom premier będzie mógł wydawać polecenia "podlegające natychmiastowemu wykonaniu z chwilą ich doręczenia lub ogłoszenia" i "niewymagające uzasadnienia".

Podczas posiedzenia komisji zdrowia wprowadzono jednak poprawki, które pozwoliły KO i Lewicy zagłosować za ustawą. Za poprawkami głosowali także posłowie PiS.

Skreślono cały artykuł, który budził największe kontrowersje i brzmiał: "Skarb Państwa, organy jednostek samorządu terytorialnego oraz państwowe jednostki organizacyjne nie ponoszą odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną w związku z uzasadnionymi działaniami mającymi na celu przeciwdziałanie COVID-19". Dodano również m.in. poprawkę, która bronić będzie przed szkodliwymi decyzjami wojewodów. Rząd jest też zobowiązany do przedstawiania kwartalnych sprawozdań o skuteczności ustawy.

Koronawirus. Opozycja chciała działać już wcześniej

Wcześniej opozycja złożyła dwa swoje projekty. Firmowany przez Koalicję Obywatelską wpłynął jeszcze 14 lutego, Lewicy – w ubiegłym tygodniu. Wtedy rząd przyznawał wprawdzie, że koronawirus zapewne dotrze i do nas, ale jednocześnie zapewniał, że jesteśmy na to przygotowani, a specjalne przepisy nie są potrzebne.

Propozycje opozycji nie dają władzy tak daleko idących uprawnień jak projekt rządowy. Obydwa mają podobny wydźwięk – przewidują obowiązkową hospitalizację osób, które zachorowały lub są podejrzewane o zachorowanie na wirusa COVID-19. Tych, którzy mieli z nimi styczność, czekałyby również obligatoryjne, trwające do dwóch tygodni, kwarantanna lub nadzór epidemiologiczny.

Przed głosowaniem za ustawą opozycja wypomniała rządowi, że jeszcze niedawno nie wspominał o zagrożeniu koronawirusem. – Ten tryb jest nadzwyczajny i przypomina nam niechlubną praktykę tego Sejmu, ale rozumiemy też nadzwyczajną sytuacją. Przypomina nam też zapewnienia rządu z zeszłego tygodnia, że wszystko jest pod kontrolą. Teraz nagle okazuje się, że przez 24 godziny trzeba uchwalić prawo – mówił z mównicy sejmowej Bartłomiej Sienkiewicz (KO). – Koalicja Obywatelska poprze tę ustawę, ale niech rząd nie myśli, że nie będziemy patrzeć mu na ręce. W interesie nas wszystkich – obywateli Polski – życzę wam, żebyście ten obowiązek udźwignęli – stwierdził.

Ustawę poparła również Lewica, choć posłanka klubu Marcelina Zawisza podkreślała, że nie jest ona idealna. Zaznaczyła, że nie chroni ona m.in. praw osób zatrudnionych na umowach śmieciowych i nie zapewnia Polsce bezpieczeństwa lekowego. Ustawy nie poprali jedynie posłowie Konfederacji.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.