Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Stało się to podczas VII Marszu Powstania Warszawskiego. Na czele kilkusetosobowego pochodu narodowców niesiono baner: "Stop totalitaryzmowi". Na nim oprócz przekreślonej swastyki był przekreślony znak tęczy symbolizujący środowisko LGBTQ. 

W trakcie marszu policja usunęła ze zgromadzenia Macieja Piaseckiego z OKO.press. Stało się to "na prośbę organizatorów", którzy "nie życzyli sobie" obecności dziennikarza. Ze sceny kilkakrotnie padały obelżywe słowa pod adresem mediów. Piasecki ostatecznie wrócił na marsz, ale zaczepiali go demonstranci. 

Przez policję spisana została również Agata Szczęśniak z OKO.press. Czym "sprowokowała" narodowców? Rozdawała w tłumie ulotki z wierszem Anny Świrszczyńskiej "Budując barykadę". 

Na pl. Krasińskich, gdzie kończył się marsz, Obywatele RP zorganizowali kontrmanifestację. Usiedli pod pomnikiem Powstania Warszawskiego, jeszcze zanim narodowcy tam dotarli. Policja najpierw negocjowała z nimi, by opuścili to miejsce. Potem - gdy narodowcy zaczęli się zbliżać - dała im dwie minuty na opuszczenie miejsca zgromadzenia

Z policyjnego megafonu popłynął komunikat: - Na wniosek organizatora legalnego i zarejestrowanego zgromadzenia publicznego informuję, że państwa obecność w tym miejscu jest niepożądana. Organizator na podstawie przepisów prawa posiada uprawnienia do wskazywania osób niepożądanych w swoim zgromadzeniu. Informuję, że w przypadku niepodporządkowania się poleceniom policji policja użyje środków przymusu bezpośredniego. Informuję, że w ciągu dwóch minut przystąpi do działania. Wzywam posłów, senatorów, osoby posiadające immunitet do opuszczenia terenu działań policji.

W pewnym momencie policja zaczęła wynosić protestujących. 

- Fotografowałem - razem z kilkunastoma innymi fotoreporterami i fotoreporterkami - jak wyciągają z tłumu kolejne osoby. Robiąc jedno ze zdjęć, poczułem rękę policjanta na swojej szyi. Ciągnął mnie do tyłu i rzucił na ziemię - relacjonuje nasz fotoreporter Jędrzej Nowicki. 

- Zobaczyłem, jak odepchnięty Jędrzej po prostu leci i z wielkim impetem upada na bruk. Przewrócił się na torbę ze sprzętem, miał w niej obiektywy. Myślałem, że nic z nich nie zostało, bo słychać było dźwięk tłuczonego szkła. Ktoś zaczął krzyczeć: "Co wy robicie, on jest dziennikarzem!". Panował jeden wielki chaos - opisuje dziennikarz "Wyborczej" Marcin Warszawski. 

Policjanci nie próbowali tłumaczyć, dlaczego tak się zachowali. Nie sprawdzili, czy Nowickiemu nic się nie stało. Nasz fotoreporter uderzył głową o bruk, ale nie odniósł większych obrażeń. Udało się również uratować jego sprzęt. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.