Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prezes Przyłębska ma coraz większe wpływy w obozie władzy. Nasi rozmówcy z rządu opowiadają, że doradcy premiera pytają jeden drugiego, kto „powiadomi Julię” o konkretnej decyzji. – W sporze między premierem a ministrem sprawiedliwości zawsze staje po stronie Morawieckiego, bo ze Zbigniewem Ziobrą jest w konflikcie – podaje przykład ważny polityk z PiS.

Zdarza się, że prezes partii Jarosław Kaczyński przyjeżdża do Przyłębskiej dwa, a nawet trzy razy w tygodniu. Do apartamentowca przy al. Szucha w Warszawie nie każdy może wejść – budynek jest chroniony, a gości wita konsjerż. Samochód polityka podjeżdża pod główne wejście, a prywatni ochroniarze lidera Prawa i Sprawiedliwości czekają w recepcji budynku. Czasami Kaczyński niesie reklamówkę, a towarzyszący mu ochroniarz teczkę z dokumentami.

Pod koniec 2017 r. w spotkaniach zaczął uczestniczyć Morawiecki, wtedy jeszcze wicepremier i minister finansów. Według naszych informatorów z PiS to właśnie w mieszkaniu Przyłębskiej miał się narodzić kształt jego rządu, a ministrowie uznawani za wszechmocnych stracili stanowiska. Morawiecki przynosi na al. Szucha kwiaty i czekoladki.

Kłopot z trójpodziałem władzy

Od początku kampanii wyborczej do europarlamentu samochody prezesa PiS i premiera rządu zjeżdżają do garażu podziemnego. Tam spotyka się ich ochrona. Przyłębskiej również pilnuje Służba Ochrony Państwa, która często towarzyszy jej w przejeździe do pobliskiej siedziby Trybunału Konstytucyjnego.

Sprawą spotkań w warszawskim mieszkaniu Przyłębskiej zajęliśmy się po święcie 3 Maja. Powiedział nam o nich jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości. Gdy zaczęliśmy zajmować się tematem, 13 maja Jarosław Kaczyński wystąpił w programie „Pytanie na śniadanie” w TVP 2. Niespodziewanie ujawnił w nim, że Przyłębska „jest jego towarzyskim odkryciem ostatnich lat” i bardzo lubi u niej bywać. Dodał, że choć „odkrycie towarzyskie” pełni również funkcję prezesa TK, to spotkania mają prywatny charakter. Jak przyznał prowadzący program Michał Olszański, tematykę rozmowy ustalali PR-owcy prezesa. Wśród tematów było również pytanie o przyjaźnie polityka.

Ustaliliśmy, że po telewizyjnych występach prezesa PiS kontrolę w budynku przy al. Szucha przeprowadziła Służba Ochrony Państwa. Pracownicy zostali poinstruowani przez SOP o zachowaniu zasad RODO i ochronie danych osobowych.

O spotkania Przyłębskiej z Kaczyńskim i z Morawieckim przy al. Szucha zapytaliśmy rzeczniczkę PiS Beatę Mazurek, biuro prasowe premiera i rzecznika TK. Chcieliśmy wiedzieć, czy ich zdaniem nie łamie to trójpodziału władzy i niezależności Trybunału. Odpowiedział jedynie Jakub Kozłowski, rzecznik TK. Stwierdził, że spotkania „mają charakter towarzyski i nie są związane z wykonywaniem funkcji publicznych przez osoby, które w nich uczestniczą”.

Sytuacja nie do wyobrażenia

Jarosław Kaczyński odwiedzał prezes Trybunału Konstytucyjnego Julię Przyłębską w 2017 r. jeszcze w jej poprzednim mieszkaniu, też znajdującym się przy al. Szucha. Potem Przyłębska przeniosła się do reprezentacyjnego budynku z balkonami i dużymi oknami naprzeciwko TK. Obok swoje siedziby mają Ministerstwo Spraw Zagranicznych i Ministerstwo Edukacji Narodowej, niedaleko jest kancelaria premiera.

W ubiegłym tygodniu wicemarszałek Senatu Adam Bielan twierdził w TVN 24, że Kaczyński nie rozmawia z Przyłębską o działalności TK. – Takie sytuacje są nie do wyobrażenia – powiedział „Wyborczej” były prezes Trybunału prof. Andrzej Rzepliński. Dodał, że on takich towarzyskich relacji ze sprawującymi władzę politykami nie miał, bo nie było na to ochoty ani z ich, ani z jego strony. – Polska już nie jest demokratycznym krajem – powiedział prof. Rzepliński.

Art. 173 konstytucji mówi, że „Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz”. Art. 188 wskazuje, że Trybunał Konstytucyjny oprócz sprawdzania zgodności ustaw i umów międzynarodowych z konstytucją sprawdza też zgodność z konstytucją „celów lub działalności partii politycznych”.

Wpływy Przyłębskiej ciągle rosną

W PiS od dawna narasta niezadowolenie, że partyjna siedziba przy ul. Nowogrodzkiej nie jest jedynym centrum decyzyjnym. – Al. Szucha to już kolejny ośrodek władzy po saloniku przy Wilczej – mówi polityk obozu Zjednoczonej Prawicy.

„Wyborcza” pisała o warszawskim mieszkaniu przy Wilczej, do którego wstęp mają nieliczni, a którego gospodarze mają wpływy większe niż niejeden polityk z obozu władzy. Chodzi o Annę Bielecką, przyjaciółkę prezesa PiS.

To właśnie w jej mieszkaniu miał powstać pomysł, że prezesem TK zostanie Przyłębska. Nasi rozmówcy przedstawiają taki scenariusz: jej mąż Andrzej Przyłębski, dziś ambasador Polski w Niemczech, to filozof z wykształcenia. Dobrze zna się z europosłem prof. Zdzisławem Krasnodębskim, który też jest filozofem, i to on miał wprowadzić małżeństwo Przyłębskich do saloniku Bieleckiej. Prof. Krasnodębski mówił nam wtedy, że to legendy.

Ale to też w saloniku Bieleckiej, jak twierdzą nasi informatorzy, promowano w 2017 r. kandydaturę prezydenckiego ministra Krzysztofa Szczerskiego na szefa MSZ po Witoldzie Waszczykowskim. – Przyłębska i Szczerski mają bardzo dobre relacje – podkreśla osoba z Pałacu Prezydenckiego.

Kariera obecnej prezes TK przyspieszyła za „dobrej zmiany”. W przeszłości była sędzią sądów w Poznaniu – z bardzo słabymi ocenami – i pracownikiem ambasady w Berlinie. W 2016 r. głosami PiS została wybrana w skład Trybunału, a od 21 grudnia tamtego roku jest jego prezesem. W 2018 r. odebrała nagrodę Człowieka Wolności tygodnika „Sieci”, a na gali transmitowanej przez TVP zjawiły się wszystkie najważniejsze osoby w kraju.

Dziś wpływy Przyłębskiej rosną. Gdy Polska Fundacja Narodowa skompromitowana m.in. akcją „sprawiedliwe sądy” wymieniła zarząd, do kierownictwa wszedł Robert Lubański, były doradca Przyłębskiej w Trybunale.

----------------------------------------

Kto tak naprawdę rządzi w państwie mafijnym?

Centrum podejmujące rzeczywiste decyzje polityczne i gospodarcze przesunęło się ze sformalizowanych i posiadających legalną legitymację ośrodków rządowych, a nawet z partyjnego politbiura, do „polipbiura” należącego do adopcyjnej rodziny politycznej. (...) Rzeczywiste centrum władzy w państwie mafijnym znajduje się w rękach wąskich, najwyższych kręgów rodziny politycznej, a nie w sformalizowanej instytucji posiadającej legalne kompetencje.

W przeciwieństwie do dyktatury komunistycznej – czy innych dyktatur – to nie partia posługuje się różnymi organizacjami jako pasami transmisyjnymi, by wprowadzić swoje decyzje w życie. W państwie mafijnym sama partia staje się najważniejszym pasem transmisyjnym rodziny politycznej. Organy partii rządzącej nie podejmują żadnych decyzji ani nie wytyczają celów politycznych. Partia jedynie pośredniczy pomiędzy pozbawioną formalnej legitymacji rodziną polityczną, która o wszystkim decyduje, a parlamentem, rządem bądź samorządami, które te decyzje legitymizują i wprowadzają w życie.

Fragment książki „Węgry. Anatomia państwa mafijnego. Czy taka przyszłość czeka Polskę?” Bálinta Magyara

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.