Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Oczekujemy od władz Polski oficjalnego komentarza odnośnie do tego, czy taka ocena działalności "Burego" jest oficjalnym stanowiskiem i jak odnosi się do kroków na rzecz budowy dialogu, w tym historycznego, które zostały podjęte przez obydwie strony w ostatnim czasie. Dla uzyskania wyjaśnień do MSZ został wezwany ambasador Polski - stwierdził Głaz.

IPN: Mordował, ale nie dlatego, że byli Białorusinami

"W świetle najnowszych badań naukowych informacje z ustaleń końcowych śledztwa w sprawie 'Burego' w wielu obszarach są wadliwe" - czytamy w oświadczeniu opublikowanym w poniedziałek na stronie IPN.

Powołując się na ustalenia dr. Kazimierza Krajewskiego (IPN Warszawa), mec. Grzegorza Wąsowskiego  (fundacja Pamiętamy), dr. Mariusza Bechty i dr. Wojciecha Muszyńskiego (IPN Warszawa), a także Michała Ostapiuka (IPN Olsztyn), Instytut podważa wyniki własnego śledztwa z 2005 r.

Wtedy zakończyło się postępowanie w sprawie zbrodni w Zaleszanach (29 stycznia 1946 r.), Puchałach Starych (31 stycznia 1946 r.) i Zaniach (2 lutego 1946 r.), za które odpowiadała 3. Wileńska Brygada Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), dowodzona przez kpt. Romualda Rajsa "Burego". Łącznie zginęło 79 osób, w tym 30 białoruskich furmanów. Wśród ofiar były kobiety i dzieci.

Cały raport prokuratora IPN z 2005 roku w sprawie zbrodni "Burego"

Postępowanie nadzorował prokurator Dariusz Olszewski z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Ustalił, że działania "Burego" nosiły znamiona ludobójstwa, a akcja pacyfikacji wsi była wymierzona w prawosławnych.

Teraz Instytut twierdzi jednak, że "należy zdecydowanie odrzucić tezę, że determinantem podjętych przez 3. Wileńską Brygadę NZW działań były motywy religijno-narodowościowe".

W opublikowanym na stronie IPN oświadczeniu czytamy (podkreślenia oryginalne): "(...) w świetle wzmiankowanych badań naukowych zawarta w ustaleniach końcowych śledztwa informacja, iż: (...) Sprawcy [mowa o żołnierzach 3. Wileńskiej Brygady NZW] swoje działania kierowali nie przeciwko indywidualnym osobom, lecz przeciwko określonym społecznościom wiejskim – grupom ludzkim, których łączyło pochodzenie i wyznanie. Rozstrzelanie furmanów również było zabójstwem zrealizowanym w zamiarze bezpośrednim. Miało na celu zlikwidowanie tych spośród nich, których uznano za Białorusinów. Wobec tego przyjąć należy, że rozpoznane czyny przestępne miały na celu likwidację członków grupy o takim samym pochodzeniu narodowo-religijnym (...). Spośród wszystkich wymienionych powyżej motywów, które determinowały działania 'Burego' i części jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, które łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej. Reasumując, zabójstwa i usiłowania zabójstwa tych osób należy rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem należące do zbrodni ludobójstwa, wchodzących do kategorii zbrodni przeciwko ludzkościnie odpowiada stanowi faktycznemu".

Instytut powołał się m.in. na jeden z tekstów Krajewskiego, w którym znalazło się zdanie: "Miał ['Bury'] przecież możliwości, by puścić z dymem nie pięć, ale znacznie więcej wiosek białoruskich w powiecie Bielsk Podlaski".

Białoruski MSZ zaniepokojony

Dzień później zareagował białoruski MSZ, który wzywa ambasadora RP Artura Michalskiego. - Naszą szczególną troskę wywołał otwarty cynizm niektórych polskich "badaczy", na ustaleniach których opiera się komunikat IPN. Szczególnie że w usprawiedliwieniu "Burego" stwierdzono, iż miał możliwość "spalić nie pięć, ale znacznie więcej białoruskich wsi w powiecie Bielsk Podlaski" - podkreślił Anatolij Głaz.

Oburzenie wyrazili również przedstawiciele białoruskiego parlamentu, dla których "Bury" jest zbrodniarzem wojennym. - Widać, że ten oburzający krok polskiego instytutu obraża nie tylko pamięć ofiar i ich potomków, wszystkich ludzi dobrej woli, ale i demonstruje brak poszanowania wobec chrześcijańskich, europejskich wartości. Podważa duch wzajemnego zrozumienia, zaufania i współpracy dobrosąsiedzkiej między naszymi narodami i może mieć długofalowe, negatywne skutki dla rozwoju stosunków dwustronnych - uważa Walerij Woronieckij, przewodniczący Komisji ds. Międzynarodowych Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego Republiki Białoruś. - Mamy nadzieję, że reakcja na wybielenie zbrodniarza odpowiedzialnego za ludobójstwo Białorusinów zmusi polską stronę do zrewidowania swojej krótkowzrocznej decyzji. Liczymy, że nasi koledzy, polscy parlamentariusze, i zdrowo myślący obywatele Polski dadzą odpowiednią ocenę działaniom IPN, mającym na celu heroizację zbrodniarza wojennego, i zajmą zdecydowane stanowisko w tej kwestii.

Także przedstawiciele mniejszości białoruskiej w Polsce są oburzeni nowym stanowiskiem IPN.

Prof. Wnuk: To jak usprawiedliwianie mordów na wołyńskich Polakach

"Wyborcza" poprosiła o komentarz prof. Rafała Wnuka, wybitnego znawcę polskiego podziemia po 1945 r. - Kazimierz Krajewski, Mariusz Bechta czy Wojciech Muszyński przekonują, iż "akcje podziemia narodowego miały charakter polityczny” i wiązały się z „czynnym poparciem lokalnej ludności dla reżimu komunistycznego.” Uzasadnianie masowych mordów na odmiennej grupie narodowościowej lub religijnej „wrogim nastawieniem”, „kolaboracją z wrogiem” czy „politycznym poparciem dla wrogiego reżimu” nie jest rzecz jasna wynalazkiem nowym. To typowy zabieg stosowany w nacjonalistycznych historiografiach - mówi nam współautor „Atlasu polskiego podziemia niepodległościowego 1944-1956". - Identycznie postępują badacze z ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, usprawiedliwiając mordy na wołyńskich Polakach ich rzekomą „kolaboracją z Niemcami” lub „wspieraniem partyzantki sowieckiej”. Reprezentujący „państwową historiografię” tureccy naukowcy negują fakt zbiorowych mordów na ludności ormiańskiej i piszą o uzasadnionych działaniach wymierzonych w „zdrajców sprzyjających Rosji”. Problem w tym, że takie pisanie „historii” to już nie nauka, lecz propaganda.

PiS ociepla relacje z Mińskiem

Rząd PiS po wyborach w 2015 r. ocieplił relacje Warszawy z Mińskiem. Na rozmowy z przedstawicielami reżimu Aleksandra Łukaszenki i nim samym pojechali m.in. ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki i marszałek Senatu Stanisław Karczewski.

Pierwszy z nich zachęcał białoruski biznes do inwestowania w Polsce i wyrażał zainteresowanie inwestycjami na Białorusi. Karczewski chwalił Łukaszenkę i mówił o nim "ciepły człowiek".

W lutym 2019 r. w Polsce był zaś przewodniczący białoruskiej Rady Republiki Michaił Miasnikowicz, który spotkał się m.in. z szefem MSZ Jackiem Czaputowiczem. Pojechał też na Podlasie oddać hołd ofiarom "Burego".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.