Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agnieszka Kublik: Jaka była pana pierwsza myśl, gdy usłyszał pan o ataku nożownika na prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza?

Prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny: Że zbieramy żniwo podziałów. Strasznych podziałów nasączonych agresją ideologiczną, polityczną i religijną. I jeszcze, że to jest w jakiejś mierze również efekt obecności takiej agresji w mediach. A potem przeczytałem, co umieściła na Twitterze pani Pawłowicz, i włos mi się zjeżył na głowie, naprawdę.

A napisała tak: „Owsiak musi odejść, bo skłócanie przez niego ludzi, szczucie na innych źle się skończy. Owsiak MUSI odejść. Dla dobra sprawy i bezpieczeństwa innych".

– Czyli, że Owsiak jest temu wszystkiemu winien. To oczywiście absurd.

To nie był przypadek, że do ataku doszło w trakcie finału WOŚP i że nożownik oskarżał Platformę?

– Liczą się fakty. A faktem jest, że zrobił to na finale Wielkiej Orkiestry, bo tak zaplanował, a nie dlatego, że był jednym z kilkuset widzów w Gdańsku, którzy byli blisko estrady. A skoro zaplanował, to znaczy, że chodziło mu o to, żeby w szczytowym momencie wielkiego święta Polaków, jakim jest finał WOŚP, dokonać ataku na prezydenta Adamowicza. A to, co krzyczał - że został niesprawiedliwie skazany i potraktowany przez PO - to jest jego opowieść, żeby ten jego atak uczynić nie tylko zrozumiałym, ale także akceptowalnym przez wiele środowisk popierających PiS.

Ale dlaczego obwiniał o pobyt w więzieniu Platformę? Złapała go policja, oskarżał prokurator, skazał sąd.

– To prawda. Tylko gdzie on mógł liczyć na jakieś zrozumienie i usprawiedliwienie tego swojego czynu jak nie wyłącznie w grupach zajadłych wrogów obecnej opozycji? Przecież wśród zwolenników Platformy raczej nie ma kiboli, nie ma zajadłych nacjonalistów, nie ma ONR-owców. Nie ma całej tej plejady środowisk, które w duchu mogły powiedzieć: w porządku chłop, załatwił jednego z tych wstrętnych polityków.

W 2017 r. Młodzież Wszechpolska wystawiła prezydentowi Adamowiczowi „akt zgonu” w imieniu „Narodu Polskiego”, bo wspólnie z innymi prezydentami podpisał dokument ws. migracji. Prokuratura sprawę umorzyła.

– O tym mówię: agresja, i to bezkarna.

Czyli to akt polityczny, a nie po prostu atak szaleńca?

– Niewątpliwie nożownik był przy zdrowych zmysłach, ale oczywiście jakieś zaburzenia osobowości zapewne ma. Wcześniej został skazany i odsiedział karę więzienia, to znaczy, że sąd go potraktował jako człowieka poczytalnego. I w niedzielę, gdy zaatakował prezydenta Gdańska, też był człowiekiem poczytalnym, o czym świadczy to, że załatwił sobie przepustkę, że miał ze sobą narzędzie zbrodni. To był rozmyślny, intencjonalny akt.

Nożownik doświadczał bardzo silnych emocji przy okazji, choć niewątpliwie to nie był wyraz niedającej się opanować wściekłości na prezydenta. Zrobił to moim zdaniem z zimną krwią.

Czy to był akt polityczny? On dołączył do tego ataku swoją polityczną opowiastkę, z czego wcale nie musi wynikać, że osobiście nienawidził Adamowicza albo że zgrzytał zębami na myśl o PO. Ta polityczna opowieść była mu potrzebna, żeby nie tylko stać się znanym, jak Herostrates, który spalił efeski Artemizjon, jeden z siedmiu cudów świata, ale żeby też być akceptowanym przez niektóre środowiska skrajnych prawicowców. Żeby jego atak został zaakceptowany.

Nożownik siedział w więzieniu od maja 2014 r., wyszedł pod koniec zeszłego roku. Gdzie tą nienawiścią nasiąkł?

– Moim zdaniem to, że ugodził akurat Adamowicza, kiedyś związanego z Platformą, to, że wykrzyczał, iż PO go torturowała, to nie był główny motyw. Była nim chęć zaistnienia. I zaistniał. Dlatego wybrał ten moment wysyłania światełka do nieba. Bo gdyby mu chodziło o Adamowicza, to mógł go zasztyletować w dziesięciu innych miejscach, bo przecież Adamowicz nie chodzi po ulicach Gdańska z jakąś bojową ochroną. Dlatego sądzę, że Adamowicz był dla niego postacią, która miała uzasadnić i usprawiedliwić w odbiorze społecznym to, co zrobił. Jeśli tak w istocie było, że to nie był jego podstawowy główny motyw, to byłbym ostrożny w politycznej interpretacji tego, co się wydarzyło, w kategoriach wrogich obozów politycznych.

Owsiak połączył ten atak z tym, co z nim zrobiła TVP w czwartek, pokazała go jako marionetkę w rękach polityków, którzy okradają Orkiestrę.

– I należy oczywiście się spodziewać, że naprzeciw pani Pawłowicz pojawią się interpretatorzy, którzy będą zwalać całą winę na brutalne ataki TVP Info czy w ogóle telewizji publicznej na polityków opozycji, a także na ludzi, którzy sympatyzują z opozycją. Owsiak nie jest politykiem opozycji, ale jest traktowany jak współczesny szatan, wrogi Kościołowi, bo konkurujący np. z Caritasem i innymi akcjami charytatywnymi organizowanymi przy Kościele bądź przez Kościół.

Ten klip pokazany w TVP z Owsiakiem i panią Gronkiewicz-Waltz był ohydny. Więc nożownik zrobił coś, co wpisuje się w pisowską narrację. Poszedł – moim zdaniem – w absolutnej świadomości czy w przekonaniu absolutnej większości nie tylko polityków PiS, ale także zwolenników PiS, nie o jeden, ale o pięć mostów za daleko.

Jakie mogą być konsekwencje polityczne tego, co się stało w niedzielę?

– Sporo zależy od tego, jak zareaguje sam Jarosław Kaczyński na tę sytuację.

Do tej pory nie zareagował.

– Musi się przygotować, to jest duża odpowiedzialność. Chodzi nie o emocjonalne i odruchowe potępienie, tylko o to, jaki politycy PiS, odgadując intencje czy myśli swojego wodza, nadadzą tej sprawie przekaz społeczny. Czy ograniczą się tylko do potępienia i powiedzą, że to jest wyraz rosnących podziałów społecznych?

PiS przywołuje atak Ryszarda Cyby na pracownika biura poselskiego PiS. Wtedy, w 2010 r., PiS odpowiedzialnością za to obarczał Platformę.

– Tak, to prawda. I jest pytanie, czy teraz PiS uderzy się w piersi, czy przyznają, że to jest skrajny efekt potwornie głębokich podziałów społecznych w Polsce, nasyconych jadem, agresją, nienawiścią wobec drugiej strony. Jeśli tak powiedzą, to znaczy, że uderzyli się w piersi, przyznali, że jest w tym ich minimalna wina, bo oni przecież te podziały prowokowali i tworzyli, lepszy sort, gorszy sort, to są prawdziwi Polacy, a to nie są prawdziwi Polacy.

A jeżeli się nie uderzą?

– Stracą poparcie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.