Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Ludmiła Anannikova: „Nie może być tak, że maltretowana kobieta będzie wraz z dziećmi uciekała z własnego domu” – mówił w swoim exposé premier Mateusz Morawiecki. Obiecał też „poprawę mechanizmów zapewniających ochronę”. Co pani pomyślała, słysząc te słowa?

Urszula Nowakowska, szefowa Centrum Praw Kobiet: Że to piękne deklaracje. Chciałabym, żeby się spełniły. Wymagałoby to jednak poważnych zmian w prawie i jego stosowania w praktyce.

Jakich?

- Przede wszystkim policja powinna mieć uprawnienia do wydawania nakazów opuszczenia domu już podczas interwencji. Tak jest w większości krajów UE. U nas policja najczęściej przyjeżdża i odjeżdża, a sprawca zostaje z ofiarą w domu. Czasem, jak jest pijany, zostanie zabrany do izby wytrzeźwień. Można go też zatrzymać na 48 godzin, ale policja rzadko to robi.

Można usunąć sprawcę z domu poprzez eksmisję.

- Ale to długotrwały, trudny i uciążliwy dla pokrzywdzonej proces. Tymczasem konwencja Rady Europy o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy w rodzinie wymaga, by sprawcę od ofiary móc odseparować szybko. Choć ustawę o przeciwdziałaniu przemocy mamy od 2005 r., do dziś nie udało się wprowadzić odpowiednich zapisów.

Jak wygląda w Polsce procedura odseparowywania sprawcy od ofiary na wczesnym etapie postępowania?

- Jeśli sprawcy zostaną postawione zarzuty, to na etapie postępowania przygotowawczego nakaz opuszczenia mieszkania może wydać prokurator. To jednak trwa, a poza tym prokuratora, poza sytuacją kiedy sprawca został zatrzymany na 48 godzin, nie wiążą żadne terminy. W praktyce również taki nakaz nie jest zbyt często stosowany, a dodatkowo za jego złamanie nie grożą sankcje. Można co najwyżej wnioskować o surowszy środek w postaci tymczasowego aresztu, ale o jego zastosowaniu decyduje sąd.

Można też spróbować uzyskać nakaz opuszczenia mieszkania w sądzie cywilnym, ale to również długi proces. Jednej z naszych klientek, która uciekła z domu po tym, jak mąż pobił ją i jednego z synów, uzyskanie nakazu zajęło rok. Wnioskowała też w innym trybie o zakaz osobistej styczności ojca z dziećmi, ale sąd wydał go tylko na jedno dziecko, to pobite. W przypadku drugiego uznał, że nie ma podstaw, choć to byli chłopcy w podobnym wieku, a drugie dziecko było świadkiem przemocy wobec brata i matki.

Rozumiem, że w innych krajach, by oddzielić sprawcę od ofiary, wystarczy zgłoszenie?

- Same słowa oczywiście nie wystarczą, trzeba uprawdopodobnić, że doszło do przemocy. Natomiast kiedy tak się stanie, dalsza procedura jest bardzo szybka. Miałam okazję zobaczyć, jak pracują sądy w takich sprawach w USA – cywilne nakazy opuszczenia domu połączone z zakazem kontaktowania się wydaje się tam w trybie niemal natychmiastowym. Także takie organizacje jak nasza mogą poprosić sąd mailem czy faksem o wydanie nakazu. Kilkutygodniowy nakaz może wydać także policja. Jeśli sprawca go złamie, można go pociągnąć do odpowiedzialności. W Polsce złamanie zakazu kontaktowania się na etapie dochodzenia prokuratorskiego nie jest przestępstwem.

Czytasz i pomagasz. Kup prenumeratę i wybierz, komu chcesz pomóc

Czytasz i pomagasz. Wybierz organizację, której chcesz pomócCzytasz i pomagasz. Wybierz organizację, której chcesz pomóc Gazeta Wyborcza

Czyli de facto kobieta stoi przed dylematem: uciekam z domu lub żyję ze sprawcą?

- Rzeczywiście, to bardzo trudny, tragiczny wybór, który utrudnia kobietom wychodzenie z przemocowego związku. Ucieknie? Będzie skazana z dziećmi na tułaczkę po ośrodkach i schroniskach dla bezdomnych, ryzykuje, że zabiorą jej dzieci bo nie zapewnia im godnych warunków życia. Zdarza się, że dzieci wracają do oprawcy, a ona się dalej tuła lub wraca, nie chcąc zostawiać dzieci. Zostanie? Naraża się na eskalację przemocy, szczególnie jeśli zgłosiła sprawę organom ścigania albo wystąpiła o rozwód – to czynnik ryzyka.

Dlaczego kobiety z dziećmi, ofiary przemocy, trafiają do ośrodków dla bezdomnych?

- Mamy za mało specjalistycznych placówek. Nie spełniamy w tym zakresie standardów Rady Europy, które mówią, że na 10 tys. kobiet powinno przypadać jedno miejsce w specjalistycznym schronisku.

W Polsce w ramach "Krajowego programu przeciwdziałania przemocy w rodzinie" powstało 35 takich ośrodków. Większość placówek, do których trafiają kobiety doświadczające przemocy domowej, nie są specjalistyczne. Są to m.in. ośrodki interwencji kryzysowej, gdzie kieruje się różne osoby w trudnej sytuacji, także mężczyzn, a także schroniska dla bezdomnych. Nie zapewniają one ofiarom przemocy odpowiedniej pomocy i wsparcia.

Poza tym w większości placówek pobyt jest ograniczony czasowo. Z reguły można przebywać w nich trzy miesiące, a w naszym kraju trudno w tak krótkim czasie uzyskać mieszkanie komunalne albo nakaz opuszczenia domu przez sprawcę. Dlatego kobiety wędrują z jednego ośrodka do drugiego, co jest głęboką patologią i nie sprzyja skuteczności świadczonej pomocy. W naszym ośrodku w szczególnych sytuacjach przedłużamy ten okres, ale często ryzykujemy, że może to być kwestionowane w razie kontroli.

Mamy też klientki, które czekając na mieszkanie z miasta, przenoszą się do ośrodka dla bezdomnych, by znaleźć się w programie wychodzenia z bezdomności i szybciej dostać lokal. Uważam, że to bez sensu. Te kobiety w ogóle nie powinny tam być. Z kolei jeśli kobieta, czekając na mieszkanie socjalne lub komunalne z miasta, za ostatnie pieniądze wynajmie mieszkanie nawet z koleżanką, może wypaść z kolejki, bo urzędnicy uznają, że ma zaspokojone potrzeby mieszkaniowe. To absurd, który sztucznie utrzymuje część kobiet w systemie placówek pomocowych.

Ile osób przebywa w ośrodku prowadzonym przez Centrum Praw Kobiet?

- Około 20 – zależy od liczby dzieci. Mamy osiem pokoi. Jeśli kobieta ma dzieci, to umieszczamy ją razem z nimi w jednym pokoju. Jeśli nie ma, może mieszkać z innymi kobietami. W lutym przeprowadzamy się do innego lokalu, bo budynek, w którym teraz jesteśmy, przeszedł w prywatne ręce. W nowym będziemy mieć o dwa pokoje mniej.

Trudno się dziwić, że część kobiet decyduje się na powrót do swoich oprawców.

- Rzeczywiście, tak się zdarza. Mają dość tułaczki, chcą zapewnić większe poczucie bezpieczeństwa dzieciom. Czują się bezradne. A to, niestety, często niweczy skutki terapii, którą już przeszły.

Problem mieszkaniowy takich kobiet wymaga systemowego rozwiązania. Powinno powstać więcej specjalistycznych ośrodków dla ofiar przemocy, ale też musimy jak najszybciej zmienić prawo i praktykę jego stosowania, tak aby pokrzywdzone kobiety wraz z dziećmi nie musiały długo krążyć po placówkach i mogły jak najszybciej wrócić do własnych mieszkań lub otrzymać mieszkanie, w którym będą mogły wraz z dziećmi godnie żyć. Tego dotyczyła m.in. nasza petycja „Dom dla ofiary, nie dla kata”.

Krócej muszą też trwać sprawy o rozwód, podział majątku, jeśli mieszkanie było wspólne, muszą też być to postępowania przystępne cenowo, bo obecnie wiele kobiet na nie nie stać.

Czy zdarza się, że kobiety jednak wracają do domów, z których oprawca został usunięty?

Znamy takie przykłady. Ale trzeba podkreślić – nie zawsze wyrok skazujący za przemoc pociąga za sobą wydanie nakazu opuszczenia domu przez sprawcę, a nawet jeśli zostanie on orzeczony, nierzadko jest problem z jego egzekucją.

Jak to?

- Sąd, orzekając karę, może zastosować zakaz zbliżania się i kontaktowania, ale rzadko go zasądza. Prokuratorzy w wielu wypadkach o nie nie wnoszą, a pokrzywdzone jeśli nawet wiedzą, że taka możliwość istnieje, nie mogą wnioskować o jego zastosowanie, jeśli nie są oskarżycielkami posiłkowymi. Kobiety o tym często nie wiedzą, a kiedy przychodzą do nas, to nie zawsze postępowanie jest na takim etapie, kiedy mogą się jeszcze włączyć.

Czyli co – osoba skazana za przemoc mieszka dalej ze swoją ofiarą?

- Jak najbardziej, to częste przypadki. W naszym kraju skazani za przemoc rzadko dostają karę więzienia. 80-90 procent dostaje wyrok w zawieszeniu, grzywnę lub prace społeczne. Niestety. Dlatego uważam, że zmiany w prawie i w praktyce jego stosowania są absolutnie konieczne.

***

Ludmiła Anannikova: Interesują Cię tematy związane z polityką społeczną, mniejszościami, dyskryminacją? Lubisz o nich czytać i dyskutować? Zapraszam na mój profil na Facebooku!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.