Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

"Nie wiem, ile minęło, od kiedy wprowadzono nas do ciężarówki.

Jest gorąco i tłoczno. Wszyscy są nerwowi. Nawet agresywni. Spływa po nas pot. Nie można się ruszyć. Ścisk do granic możliwości. Bardziej doświadczeni uważają, że jedziemy na śmierć.

Kiedy samochód gwałtowniej hamuje, tracę równowagę. Boję się upaść, bo mogą zadeptać. Z mojego miejsca widzę niejedno poranione ciało. Aż skóra cierpnie. Nie chcę patrzeć, ale nie mam wyjścia.

Kolejne hamowanie. Oprócz ścisku dookoła nie mogę się wyprostować. Sufit jest za nisko. Boję się. Naprawdę. Nogi zaczynają odmawiać posłuszeństwa, ale nie ma mowy, żeby się położyć. Tak bardzo się boję!

Bardziej doświadczeni uważają, że jedziemy na śmierć. Nie chcę w to wierzyć. Coraz trudniej skupić się na czymś innym niż przetrwanie. Nie jem od dłuższego czasu. Przewoźnik coś tam dawał, ale nie dopchałem się. Za dużo nas tu.

Smród odchodów. Nikt nas nie wyprowadzał, od kiedy wsiedliśmy. Nie mamy innego wyjścia, niż robić pod siebie. Całe ciało mam tym obklejone. Brudne i cuchnące. Nagle ponad hałas naszych rozedrganych oddechów wznosi się krzyk bólu. Komuś znowu zaklinowała się noga w tym zdradliwym miejscu pomiędzy przegrodą a podłogą. Co jeżeli i mnie się to przydarzy? Co wtedy? Co wtedy? Co wtedy?!

Ogarnia mnie panika i staram się przepchać jak najdalej od niebezpieczeństwa. Potrącam kogoś, ale na to nie zważam. Chcę się wydostać, jak najszybciej! Od strachu, hałasu i palącego pragnienia zaraz zwariuję! Nie chcę umierać! Nie chcę!!!".

****

Ministerstwo Rolnictwa rozpoczęło negocjacje w sprawie transportu żywych koni rzeźnych do Japonii.

Petycję fundacji Viva! sprzeciwiającej się poddawaniu żywych zwierząt cierpieniom w transporcie na taką odległość podpisało już prawie 80 tys. osób.

W ubiegłym roku w Polsce na ubój poszło ponad 26 tys. koni. Kolejne 13 tys. żywych koni wywieziono do rzeźni we Włoszech i Francji. Teraz mielibyśmy się otworzyć na nowy rynek, Japonię.

Fundacja Viva! przestrzega, że jeżeli transport miałby odbywać się drogą morską, konie spędziłyby 30 dni na statku. Narażone na urazy podczas sztormu, w stresie, bez dostępu do odpowiedniej ilości wody i jedzenia, tratujące się nawzajem.

Ale według Agnieszki Szymańskiej z Polskiego Związku Hodowców Koni konie do Japonii poleciałyby w samolotach cargo, lot trwa 12 godzin, czyli krócej niż transport do Francji czy Włoch.

Cezary Wyszyński z Vivy! jest sceptyczny. Stres podczas transportu lotniczego jest według niego porównywalny do tego podczas podróży drogą morską. I czeka na oficjalne potwierdzenie, że transport morski nie wchodzi w grę.

Agnieszka Szymańska z PZHK odpowiada, że negocjacje są w toku i na razie nie ma decyzji. Viva! nadal zbiera podpisy pod swoją petycją.

* Ur. w 1985 r., z wykształcenia psycholog, pisarka. Jej debiutancki kryminał "Motylek" (2014) rozpoczął sagę o policjantach ze wsi Lipowo, która obecnie zamyka się w pięciu tomach - późną wiosną zostanie wydany kolejny, "Łaskun". Powieści Puzyńskiej mają rozbudowane wątki psychologiczne (procentuje wykształcenie autorki), są porównywane do książek Agathy Christie i Camilli Läckberg.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.